Gdzie się nie obejrzeć, zaznaczył swoją obecność. Tutaj chodził do szkoły, ożenił się, mieszkał, przez kilkanaście lat rządził miastem. Ma pomnik, plac, pamiątkowe tablice i grób na cmentarzu zasłużonych.
Najlepszy prezydent Poznania długo był przemilczany. Uznania doczekał dopiero w wolnej Polsce.
Liceum Marii Magdaleny: maturzysta-konspirator
Skończyli poloneza, teraz próba walca – w sobotę studniówka. Spóźniona w tym roku z powodu terminu zimowych ferii.
Mury Liceum Świętej Marii Magdaleny pamiętają połowę XIX w. Przy placu Bernardyńskim postawiono wtedy budynek z czerwonej cegły. Choć szkoła jest dużo starsza: początki sięgają XIV w. – uchodzi za najstarszą placówkę świecką w Polsce, która działa do dziś.
Na zadrzewionym dziedzińcu mijam ospałe o tej porze akacje, lipy i platan. Dla niektórych kończą się już piątkowe lekcje.
Kto się tutaj nie uczył? Stanisław Staszic; wielkopolscy organicznicy: Karol Libelt, Hipolit Cegielski i Karol Marcinkowski; odkrywca Paweł Edmund Strzelecki; prymasi: Leon Przyłuski i Florian Stablewski; poeta Jan Kasprowicz; międzywojenny marszałek Sejmu i Senatu Wojciech Trąmpczyński; Henryk Zygalski (matematyk i łamacz niemieckiej maszyny szyfrującej „Enigma”); słynny ortopeda Wiktor Dega; opiekun trędowatych Marian Żelazek; Jerzy Waldorff; Stefan Stuligrosz.
Cyryl Ratajski naukę w tym gimnazjum zaczął jako nastolatek. Szalała germanizacja. Gimnazjalista Cyryl należał do tajnego Towarzystwa Tomasza Zana: z rówieśnikami czytał potajemnie polską literaturę, poznawał ojczystą historię i geografię. Najbardziej zapamięta, jak 29 listopada – w rocznicę wybuchu powstania listopadowego – ślubowali wierność ojczyźnie.
Młodzież do dziś zachowała tu buntowniczego ducha: kilka lat temu w ramach „tęczowego piątku” wbrew dyrekcji licealiści zrobili sobie przed szkołą zdjęcie z tęczowymi emblematami. Było o tym głośno w mieście.
Na internetowej witrynie „Marynki” (tak poznaniacy nazywają tę szkołę) portrety absolwentów. Jest wśród nich Ratajski. Te same portrety dyrektor liceum Jerzy Sokół pokazuje mi w auli, gdzie maturzyści ćwiczą walca przed studniówką. Zapewnia, że uczniowie są zaznajomieni z postacią – co roku pierwszoklasiści przed złożeniem ślubowania oglądają film o dziejach szkoły, wśród znanych absolwentów jest też Cyryl Ratajski.
„Marynka” od zawsze się nim szczyciła. Na zjazd byłych uczniów gimnazjum w 1939 r. przygotowano gazetkę-jednodniówkę. Znalazła się tam karykatura Ratajskiego: trzyma makietę pawilonu Powszechnej Wystawy Krajowej. To bodaj jego największe dzieło.
W 1896 r. zdał maturę z wyróżnieniem.
Kasztanowce i róże na ulicy Chopina

– Jak pan chce poznaniaków przekonać do tego, że będzie pan dobrym prezydentem miasta, skoro pan nawet w tym mieście nie mieszka? – kilka lat temu kandydatka na prezydenta Poznania pyta swojego kontrkandydata.
– Czy pani uważa, że Cyryl Ratajski był dobrym prezydentem? – kontrkandydat odpowiada pytaniem.
– Oczywiście.
– A gdzie mieszkał?
Cisza.
– W Puszczykowie – podpowiada kontrkandydat.
(Żadne z nich prezydentem nie zostało).
Zaraz po odzyskaniu przez Polskę niepodległości Ratajski kupił w Puszczykowie willę. Do skarpy schodzącej do Warty cumował swoją motorową łódź. Dziś na ogrodzeniu budynku jest pamiątkowa tablica. Czasem palą się pod nią znicze.
Ale gdy został prezydentem, mieszkał w służbowym mieszkaniu przy Chopina 3a w centrum Poznania. Za sąsiada miał marszałka Trąmpczyńskiego. Na elewacji jest pamiątkowa tablica, przy niej wiązanka ze świeżych czerwonych róż i z szarfą w narodowych barwach.
Szary dwupiętrowy budynek z wysokim parterem; nic specjalnego. Dzwonię domofonem przy stalowej furtce: przez otwarte okno u góry rozmawia ze mną starszy mężczyzna. Wie, kto tu mieszkał. Ale lokalu Ratajskiego nie pokaże mi. Mówi, że budynek został zniszczony w czasie wojny, a po odbudowie zmieniono układ mieszkań.
Ładna ta Chopina: cicha uliczka, wysadzana kasztanowcami. Obok park Moniuszki z popiersiem kompozytora – Ratajski współfinansował monument. Podczas II wojny światowej Niemcy go zniszczyli, obecny odbudowano po 1945 r.
Dawna historia miesza się z tą mniej odległą: zaraz za rogiem ulicy skwer Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Dwa domy dalej siedziba dawnego konsulatu USA ze słynną biblioteką, gdzie można było poczytać „Newsweeka” i „The Economist”. Pokazywano tu filmy, których nigdzie indziej nie można było obejrzeć. – Taka oaza wolności – wspominają bywalcy z czasów KOR-u i Solidarności.
Ale za jego czasów konsulatu jeszcze nie było. Tak samo jak pobliskiego klasztoru i kościoła dominikanów. Po tym, jak zostali wypędzeni przez Prusaków, zakonnicy w białych habitach i czarnych kapach powrócą do miasta, kiedy Ratajski nie będzie już prezydentem.
Przeszło pół wieku później naprzeciwko kościoła odsłonięto pomnik Polskiego Państwa Podziemnego – Cyryl Ratajski był jednym z jego twórców.
Poznański Rynek: miejsce pracy i pasji
Zaraz południe. Na Starym Rynku ze sto osób zadziera głowy: na wieży renesansowego ratusza ukażą się zaraz dwa metalowe koziołki.
– Widzisz, Krzysiu? Widzisz, jak się trykają? – starsza kobieta dopytuje kilkulatka.
Oklaski i piski jak na rockowym koncercie, niektórzy machają, komórkami robią ostatnie zdjęcia – koziołki chowają się w wieży. Tak jest codziennie.
Patrzę na kamienne schody. We wrześniu 1939 r. Niemcy chcieli, żeby tutaj przekazał im publicznie klucze do ratusza; byłoby się czym pochwalić w gazetach III Rzeszy. Stanowczo odmówił, choć mu grozili.
W przebudowanym przez włoskiego architekta Jana Baptystę Quadro ratuszu przyjmował wyjątkowo. Urzędował nieopodal – w Nowym Ratuszu, też zbudowanym przez Quadro.

Kazał zawiesić portret ostatniego niemieckiego nadburmistrza – Georga Ernsta Wilmsa (cenił jego starania o rozwój miasta). Nie wszystkim się to podobało. Na koniec swoich 12-letnich rządów zaprosił Wilmsa, żeby pokazać mu Poznań, jaki sam zostawiał.
Nowy Ratusz zniszczono w 1945 r. w czasie walk o miasto. Budynek odbudowano jako siedzibę Wagi Miejskiej. Przed wejściem można spotkać dziś elegancko ubrane pary, jak podnoszą z bruku drobne monety – odbywają się tu świeckie śluby.
Na Starym Rynku jest jeszcze co najmniej jedno miejsce z nim związane. Narożna kamienica, gdzie mieszkał niegdyś architekt Quadro. Ratajski kupił ją i ufundował posążek włoskiego mistrza: Quadro w renesansowym stroju trzyma duży szkicownik – może szkicuje akurat projekt ratusza?
Posążek zniszczono w czasie wojny, obecny jest repliką. W kamienicy otwarto Muzeum Literackie Henryka Sienkiewicza – oddział Biblioteki Raczyńskich.
Pośród rękopisów i starodawnych wydań dzieł noblisty znajduję nowelę „Z pamiętnika poznańskiego nauczyciela” – o życiu polskich uczniów zmuszanych przez Prusaków do nauki w języku niemieckim. Może gimnazjalista Ratajski czytał ją po kryjomu z rówieśnikami w tajnym Towarzystwie Tomasza Zana?
Wystawa i Targi: symbol Poznania
„Ewenement pierwszej klasy” – zachwycał się Jarosław Iwaszkiewicz. Poeta „Skamandra” i sanacyjny dyplomata pisał tak o Powszechnej Wystawie Krajowej, która w 1929 r. odbyła się w Poznaniu na dziesięciolecie istnienia Niepodległej.
To bodaj najśmielszy pomysł prezydenta Ratajskiego. Był w końcu „niepoprawnym optymistą” (tak nazwał go miejski architekt Władysław Czarnecki).
Z myślą o przyszłej PeWuKa (jak ją nazywano) przebudowano dworzec, okoliczne ulice. Wzniesiono charakterystyczny budynek z ażurową iglicą i portykiem z kolumnami w doryckim stylu, gdzie był reprezentacyjny pawilon wystawowy. Tędy wchodziło się na Krajową Wystawę – dlatego nazywano go westybulem. „Ciekawy przykład klasycyzmu akademickiego” – można przeczytać na wmurowanej w elewację starej tablicy. I jeden z symboli miasta.
Ratajski pewnie nie poznałby dzisiejszego terenu Międzynarodowych Targów Poznańskich, które zajmują wielki kwartał miasta. Na przeszklonym budynku wschodniego wejścia migają reklamy z zapowiedzią ligowego meczu Lecha Poznań, lotniczych połączeń i targowych imprez. Tylko na marzec zaplanowano targi książki, mieszkań i domów, polskich win i winnic.
Nawet w południe ruch tu jak na Marszałkowskiej w Warszawie.
Plac Ratajskiego: szczypta socrealizmu i cukiernia z tradycjami
– Na Cyryla? – umawiają się poznaniacy, gdy chcą się spotkać na placu Cyryla Ratajskiego.
Samo centrum miasta, naokoło kilkupiętrowe budynki. Tylko dwie kamienice z czerwonego klinkieru są z końca XIX w., reszta to socrealizm. Choć odświeżone elewacje łagodzą architektoniczną brzydotę.
Odnowiono klomby z krzewami i kwiatami, postawiono nowe ławki, nawet nowe przystanki tramwajowe z torowiskiem nie psują urody tego miejsca. Jest renomowana cukiernia prowadzona przez poznańską rodzinę z długą tradycją, bar, kafejki – w jednej z nich urządza spotkania poznański Klub „Tygodnika Powszechnego”.
Krzyżującym się tu ulicom patronują wielkie nazwiska: Karol Libelt, Seweryn Mielżyński, trochę dalej Aleje Karola Marcinkowskiego z pomnikiem tego lekarza i filantropa.
Nazwę placu wiele razy zmieniano. Za czasów pruskich i potem hitlerowskiej okupacji był to plac Królewski (Königsplatz), między dwiema wojnami – Rynek Nowomiejski, w Peerelu – plac Młodej Gwardii.
Imię Cyryla Ratajskiego dostał po upadku komuny. Wcześniej komuniści jego postać przemilczali, prezydencki portret trzymano zakurzony w magazynie.
Na budynku Izby Skarbowej, na jednym z rogów placu, upamiętnia go teraz pamiątkowa tablica. „Przywiodła mnie na to miejsce miłość miasta, w którym się wychowałem” – zdanie z jego przemówienia, które wygłosił, gdy obejmował urząd prezydenta.
Pewnie wiele razy chodził tędy ze służbowego mieszkania na Chopina do pracy w magistracie. Jeśli szedł tędy, to przecinał pobliski plac Wolności, który dzisiejszy wygląd jemu zawdzięcza.
Choć trasę często zmieniał: chciał zobaczyć, co w mieście szwankuje. Podobno w czasie tych spacerów potrafił podnieść z chodnika niedopałek papierosa i wrzucić do kosza.
Pomnik Cyryla Ratajskiego odsłoniła w 2002 roku jego wnuczka
Tutaj rozsiadł się w wielkim fotelu, płaszcz zarzucił na prawe ramię. Zamyślony, patrzy w dal. W ręku trzyma zwój jakiegoś dokumentu. Na piersiach prezydencki łańcuch – imitacja tego ze złota, który sam ufundował miastu.
Tak uwiecznił go na pomniku warszawski artysta Jan Kucz. Monument odsłoniła w kwietniu 2002 r. wnuczka Cyryla Ratajskiego, Zofia Ratajska-Thaler. Towarzyszyli jej byli prezydenci miasta: Andrzej Wituski i Wojciech Szczęsny-Kaczmarek oraz urzędujący wówczas Ryszard Grobelny. Licealiści z „Marynki” przyszli z pocztem sztandarowym.
Datę wybrano nieprzypadkowo – tego dnia minęło 80 lat, odkąd objął rządy w mieście.
„Prezydent stołecznego miasta Poznania” – wyryto na cokole pod imieniem i nazwiskiem. To nawiązanie do stołecznej roli miasta za czasu pierwszych Piastów. W końcu chciał uczynić z Poznania „drugą stolicę Rzeczypospolitej”.
Za plecami prezydent Ratajski ma nowoczesny wieżowiec Poznańskiego Centrum Finansowego, przed nim wysmakowana galeria handlowa, która znalazła miejsce w murach byłego browaru. Po prawej stronie zaczyna się Wilda: w jego czasach robotnicza dzielnica. Na zbiegających się tu ulicach spieszący ludzie, jak to bywa w metropoliach.
Dumny byłby pewnie z tego widoku – Poznań marzył mu się z rozmachem, nowoczesny.
Grób na Wzgórzu Świętego Wojciecha
Zaraz zamkną bramę. W mroku gdzieniegdzie jaśnieje zapalony za dnia znicz.
Kilka godzin wcześniej, gdy świeciło słońce, po alejkach spacerowali ludzie. Jak ta rodzina z Zielonej Góry: on studiował tutaj, przychodził czasem się pouczyć („Bo cicho i nastrój” – wspomina zieleń i pokazuje nagrobek z rzeźbą dziewczyny, która młodo zmarła dawno temu).
Cmentarz Zasłużonych Wielkopolan ma ponad 200 lat. Rozłożył się na samym szczycie i na stokach Wzgórza Świętego Wojciecha. Latem pachnie tu kwitnącymi lipami, jesienią leżą kasztany.
Zaraz za murem kościół i klasztor karmelitów bosych. Niedaleko kościół świętego Wojciecha i Poznańska Skałka: sto lat temu proboszcz zaczął w to miejsce przenosić prochy znanych Wielkopolan.
Na Cmentarzu Zasłużonych też spoczywają wielcy: Edmund Callier (dowódca powstania styczniowego w Wielkopolsce), Jarogniew Drwęski (pierwszy polski prezydent Poznania), premier i prezes PSL Stanisław Mikołajczyk. I bardziej współcześni: Janusz Ziółkowski (rektor uniwersytetu i szef kancelarii prezydenta Wałęsy), ekonomista Wacław Wilczyński, Przemysław Bystrzycki (pisarz, a podczas II wojny światowej jeden z „cichociemnych”).
Aby dojść do grobu Cyryla Ratajskiego, od bramy trzeba iść w górę. „Prezydent Poznania, Delegat Rządu na Kraj, Nieugięty Polak” – na nagrobku wyryto wersalikami jego zasługi. Poniżej imiona żony Stanisławy i syna Ziemowita, którzy też tu spoczywają.
Prawie po sąsiedzku grób generała Stanisława Taczaka, dowódcy powstania wielkopolskiego z 1918-19 r.
Ratajski spoczął tutaj dopiero 20 lat po swojej śmierci: gdy w 1962 r. zmarła jego żona Stanisława, rodzina ekshumowała po kryjomu szczątki Cyryla z warszawskich Powązek, gdzie pochowano go po tym, jak zmarł w stolicy w 1942 r.
Z tym powtórnym pochówkiem były perypetie. Komunistyczne władze nie chciały się zgodzić – międzywojenny bohater nie pasował do ich ideologii. Funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa zatrzymali księdza, który miał prowadzić pogrzeb.
Grób jest zadbany. Na płycie pali się znicz w kształcie lampionu – biało-czerwony, z orłem. Jakby ktoś go przed chwilą zostawił.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.





















