W uroczyste przygotowania do świętowania głównego rytuału wojennego putinizmu – 80. rocznicy zwycięstwa w wielkiej wojnie ojczyźnianej – wplatają się mało heroiczne wątki z życia. Kremlowska propaganda chciałaby postawić znak równości pomiędzy tamtą Pobiedą a toczoną obecnie wojną, pokazać sztafetę pokoleń i wyznaczyć jedyny słuszny kierunek: pokonanie ukraińskiego i europejskiego „nazizmu”. Od początku wojny do głów wbijane jest twierdzenie, że Rosja nie może przegrać (powtarzany jest fałszywy dogmat, że nigdy nie przegrała żadnej wojny), że zwycięstwo jest jedyną opcją.
Pobieda 1945 została w oficjalnym przekazie wyprana ze zbrodni, stała się nietykalnym fetyszem putinizmu. Obchody rocznicowe zamieniły się w karnawał militaryzmu – za Putina rok w rok 9 maja przez plac Czerwony maszerują równe kolumny wojsk, przejeżdżają czołgi i zestawy rakietowe. Młode pokolenie świetnie bawi się na potańcówkach w stylu retro, a najmłodsze dzieci przebierane są w minimundurki według wzorca sprzed 80 lat.
Ale mit „niepokalanego zwycięstwa” i oczekiwanie powtórzenia Pobiedy sobie, a życie sobie. Znane są liczne przypadki barbarzyńskich wyczynów rosyjskich żołnierzy. I chodzi nie tylko o zbrodnie popełniane na froncie albo na ziemiach okupowanych, ale także o to, co dzieje się w domach po powrocie nowych weteranów.
Uczestnik wojny z Ukrainą wraca do domu
Zespół stresu pourazowego zbiera żniwo. Uczestnicy „SVO” („specjalna operacja wojskowa” – oficjalna nazwa rosyjskiej agresji na Ukrainę) odreagowują traumy na pełnej petardzie. Dane statystyczne z lutego 2025 r. mówią, że w wyniku ataków weteranów „SVO” życie straciło 378 osób, a ciężki uszczerbek na zdrowiu, powodujący trwałe kalectwo, poniosło 376 osób. Największą grupę wśród popełniających zabójstwa stanowią wyciągnięci na wojnę z łagrów przestępcy. Gdy znów trafiają przed oblicze sądu za zabicie konkubiny czy kompana alkoholowej biesiady, są skazywani na niewielkie wyroki, a z łagru wychodzą szybko, podpisując kolejny kontrakt na zabijanie Ukraińców w ramach „SVO”.
Putin kilkakrotnie mówił z dumą, że uczestnicy wojny z Ukrainą to nowa elita kraju – krwią kupili sobie prawo do zajęcia poczesnego miejsca w społeczeństwie i strukturach władzy. To naiwna propaganda – stara elita nie ma zamiaru ustępować ze swoich wygrzanych wieloletnim siedzeniem miejsc. Niemniej do głębokich warstw świadomości społecznej sączony jest komunikat o możliwym uzyskaniu awansu dzięki udziałowi w wojnie. To z jednej strony, a z drugiej – Rosjanom zaszczepiane jest przekonanie o niezwykłości tych, którzy „przelewają krew za ojczyznę” i w związku z tym mają być otaczani czcią.
Instrukcje dla partnerek weteranów
Szeroką dyskusję w mediach społecznościowych (i nie tylko) wywołała ostatnio wypowiedź propagandysty Siergieja Karnauchowa na popularnym kanale Sołowjow Live. Stwierdził on, że powracający z wojny „bohaterowie” mogą bić swoje żony i dzieci; połowice mają nie tylko znosić swój los bez szemrania, ale nawet całować małżonkom nogi. Żony weteranów, zdaniem Karnauchowa, nie powinny nawet myśleć o rozwodach z mężami, którzy przecież „poszli oddać swoje życie za ojczyznę”.
Po kilku dniach, gdy przez media przewaliła się fala emocjonalnych komentarzy, Karnauchow trochę się zmitygował – w rozmowie z petersburską gazetą „Fontanka” nadmienił, że wszystkich obowiązuje prawo i jeśli ktokolwiek je łamie, np. dopuszcza się przemocy wobec członków rodziny, powinien ponosić za to odpowiedzialność karną. Ale z całowania nóg i niedopuszczalności rozwodów się nie wycofał. Zgłosił natomiast pomysł ustanowienia specjalnego odznaczenia państwowego dla członków rodzin weteranów „SVO”. Może rozpisze konkurs na to, jak ma się nazywać ten postulowany medal: „Za złamaną rękę”, „Za siniak pod okiem”?
Tematem pożądanych zachowań żon uczestników „SVO” kilka miesięcy temu zajęła się organizacja pozarządowa Cenimy Życie. W specjalnej broszurze zawarto zalecenia dla kobiet, jak mają sobie radzić z partnerem-bohaterem. Wśród przestróg znalazły się: „nie krytykować męża”, „nie prosić go o opowieści z frontu”, „nie podchodzić niepostrzeżenie od tyłu”. Autor broszury, weteran wojny z 2022 r., radzi, aby żona stopniowo oswajała męża z warunkami domowymi, słuchała tego, co ma on do powiedzenia, odgradzała od konfliktów i ze zrozumieniem odniosła się do odmiennych od przedwojennych form współżycia seksualnego (np. bardziej agresywnych zachowań). Broszura rozdawana jest wśród żołnierzy biorących udział w walkach.
Kilka tygodni temu, gdy z inicjatywy prezydenta Trumpa zaczął się ruch wokół ewentualnego zakończenia wojny i zaczęto przymierzać się do perspektywy powrotu z frontu rzeszy wojskowych, rosyjskie władze dostrzegły konieczność wypracowania form pomocy weteranom. Programy pomocowe powierzono krewnej Putina, Annie Cywilowej, wiceminister obrony i szefowej fundacji Obrońcy Ojczyzny. Miałyby one polegać głównie na zorganizowaniu ośrodków wsparcia psychologicznego dla uczestników „SVO”, którzy z frontu wrócili z zespołem stresu pourazowego i nie mogą się odnaleźć w rzeczywistości. Skala zjawiska znacznie przekracza możliwości istniejących ośrodków pomocy psychologicznej. Brakuje kadr – przede wszystkim wyspecjalizowanych psychologów i psychiatrów. I jest jeszcze jeden ważny aspekt – jak te problemy pogodzić z lansowanym przez propagandę obrazem bohatera wojny jako przykładu do naśladowania dla młodzieży.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















