Dziwi mnie i napawa troską pojawiająca się wśród głosów oceniających media związane z o. Tadeuszem Rydzykiem argumentacja, że "choć są pewne nieprawidłowości", nie można im odmówić zasług na polu ewangelizacji, modlitwy, katechezy. Abstrahuję od mojej oceny, która jest znacznie ostrzejsza. Czy jednak nikt odpowiedzialny nie dostrzega ogromnego niebezpieczeństwa związanego właśnie z tym, że można, pod egidą nauki katolickiej, tym samym głosem modlić się i uczyć o Jezusie, a za chwilę obrzucać błotem? Jątrzyć lub głosić treści antysemickie na przemian z odmawianiem "Zdrowaś Mario" i koronką do Miłosierdzia Bożego? Przecież to właśnie jest niebezpieczne! Że można to "pogodzić z sobą" na jednej antenie, pod jednym sztandarem, pod przykrywką katolickości. Dokąd nas zaprowadzi taka niefrasobliwość? Co to za modlitwa, katecheza, ewangelizacja? Takie podejście wpisuje się w pewien nurt polskiego katolicyzmu, w którym mieści się np. wieloletnia nienawiść wobec sąsiadki i rozpychanie łokciami, by przyjąć Komunię, albo używanie słowa "Żyd" jako obelgi. Tylko co to ma wspólnego z Chrystusową Ewangelią miłości?
Urszula Antosz-Rekucka, Mszana Dolna, woj. małopolskie
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
Inne artykuły tego autora
W naszym serwisie nie ma jeszcze innych artykułów tego autora.














