Co może zwolnić od przykazania kościelnego

Jako dzieciak w grudniowe wieczory podczas darcia pierza i gręplowania wełny nasłuchałem się ponad miarę opowieści o dobrych i złych Polakach, Ukraińcach, Żydach...
Czyta się kilka minut
O. Wacław Oszajca SJ // Fot. Grażyna Makara
O. Wacław Oszajca SJ // Fot. Grażyna Makara

Pochodzę z powiatu tomaszowskiego, religijnego i kulturowego pogranicza polsko-ukraińsko-żydowsko-wołoskiego. W pamięci mojego pokolenia siedemdziesięciolatków to piękne i straszne dziedzictwo wciąż trwa. Jako dzieciak w grudniowe wieczory podczas darcia pierza i gręplowania wełny nasłuchałem się ponad miarę opowieści o dobrych i złych Polakach, Ukraińcach, Żydach, jak też o żołnierzach polskich, rosyjskich, ukraińskich, madziarskich, niemieckich. Ta pamięć sprawia, że pytanie Jana Pawła II z „Tryptyku rzymskiego”: „Jak przeniknąć poza granice dobra i zła?”, przyprawia o ból głowy.

Dla przykładu, siostra mojego dziadka wychodząc za mąż nie wiedziała, że jej mąż w niedalekiej przyszłości stanie się niemieckim konfidentem i zostanie za to rozstrzelany przez partyzantów. Gdy się to już stało, jego zwłoki wydobyto z leśnej mogiły i pogrzebano na parafialnym cmentarzu. Dlaczego tak? Dlatego, że ten złoczyńca był jednym z nas i tak już pozostanie. Nie nam sądzić zmarłych. Dwa tysiące lat wcześniej Piotr tak mówił o Judzie Iskariocie, który „wskazał drogę tym, którzy pojmali Jezusa, bo on zaliczał się do nas i miał udział w naszym posługiwaniu”. Moja babka stając wobec takiego splątania dobra i zła i nie wiedząc, co powiedzieć, mawiała: „Nawet prorocy nie znają boskiej mocy”.

Lipcowy niedzielny poranek, szykujemy się do kościoła, a tu od Majdanu nachodzą chmury. „Idzie dyszcz”. Kto żyw zrzucał z siebie świąteczne ubranie i co koń wyskoczy jechał w pole po zboże. W następną niedzielę proboszcz Witold Korsak z ambony ogłaszał, że widząc gradową chmurę, udzielił wszystkim dyspensy, żeby ratowali chleb, bo chleb to życie. Nie cytował przy tym Biblii, ale działał w jej duchu: „Modliłem się i otrzymałem w darze roztropność, błagałem żarliwie i wstąpił we mnie duch mądrości”. Z całą pewnością nie czytał też Karla Rahnera, który pisał, „że na przykład miłość, a nie tylko sytuacja przymusowa może nas zwolnić od przykazania kościelnego”. Dlatego dyspensowania od piątkowego postu i niedzielnego obowiązku na pewno nie potrzebowali powodzianie i ich ratownicy. Nie oglądając się na nic, robiąc, co należało zrobić, z całą pewnością wybrali to, co Jezus nazywa „najlepszą cząstką”. Sensus fidelium wziął górę nad sensus ecclesiae.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru Nr 41/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Miłość bez dyspensy