Cios dla kartelu

Merem stolicy Mołdawii został właśnie jeden z liderów proeuropejskiej opozycji, Andrei Năstase. Zaskakujący wynik tych wyborów zmienia polityczny układ w kraju.

11.06.2018

Czyta się kilka minut

Lider Ruchu Godność i Prawda Andrei Nastase. Kiszyniów, lipiec 2017 r. / DUMITRU DORU / EPA / PAP
Lider Ruchu Godność i Prawda Andrei Nastase. Kiszyniów, lipiec 2017 r. / DUMITRU DORU / EPA / PAP

Od ponad dwóch lat mołdawska polityka jest wyjątkowo stabilna, wręcz nudna. Rządzi formalnie prozachodnia większość parlamentarna, zbudowana przez Vlada Plahotniuca – głównego oligarchę i szefa Partii Demokratycznej. Pozornie jej rywalami są prorosyjski prezydent Igor Dodon i Partia Socjalistów, z której Dodon się wywodzi. Ale w istocie oba obozy współpracują, by utrzymać ten duopol. Tożsamościowe rozdarcie społeczeństwa, które od lat jest prawie równo podzielone między zwolenników integracji z Rosją i Zachodem, tylko temu sprzyjało.

UKŁAD ZAMKNIĘTY. Kartel Plahotniuc-Dodon od dawna już przygotowuje się do wyborów parlamentarnych, planowanych na jesień 2018 r. Głosami posłów z obu obozów wprowadzono mieszaną ordynację, zgodnie z którą połowa parlamentu będzie wybierana w jednomandatowych okręgach. Socjaliści, którzy mają dziś największe poparcie, zdobyliby większość miejsc wybieranych w systemie proporcjonalnym plus odpowiednią liczbę z tych okręgów. Gorsza jest sytuacja rządzącej Partii Demokratycznej: popiera ją najwyżej 13 proc. wyborców, a Plahotniuc cieszy się rekordowym, bo aż 96-procentowym brakiem zaufania.

Partia Plahotniuca liczyła jednak, że zachowa swoją pozycję w parlamencie dzięki okręgom jednomandatowym. W tym celu chciano wykorzystać sprawdzone metody szantażu i przekupstwa politycznego. Liczono zwłaszcza na zaangażowanie lokalnych liderów, którzy formalnie mieliby startować jako niezależni (aby nie kojarzono ich z niepopularnym oligarchą), a po wejściu do parlamentu wsparliby frakcję Plahotniuca.

Przedterminowe wybory w Kiszyniowie miały być sprawdzianem dla tego systemu. Wieloletni mer stolicy Dorin Chirtoacă został rok temu aresztowany pod zarzutem korupcji i odtąd miastem rządziła formalnie niezależna komisarz Sylvia Radu. Startowała teraz na urząd mera jako apolityczny menadżer, choć trudno było kryć, że wspiera ją Plahotniuc.

Jednak spodziewano się, że Radu bez problemu wejdzie do drugiej tury, gdzie zmierzy się z kandydatem socjalistów Ionem Cebanem. A w tym momencie miał zadziałać czynnik geopolityczny: prorosyjski polityk jeszcze nigdy nie wygrał w Kiszyniowie.

SUKCES NIESPODZIEWANY. Andreiowi Năstase, kandydatowi trzech partii proeuropejskiej opozycji, nikt nie dawał szans. Ale system się nie sprawdził: Radu nie przeszła do drugiej tury, a w niej wygrał Năstase.

Do polityki wszedł on wiosną 2015 r.: został jednym z liderów Ruchu Godność i Prawda, który wyprowadził ludzi na ulice w akcie gniewu, wywołanego przez tzw. kradzież stulecia – pod rządami proeuropejskiej (formalnie) koalicji z trzech banków zniknął miliard dolarów. Spowodowało to załamanie poparcia dla rządu, ale nie przyniosło realnej zmiany władzy. Jeden z oligarchów, Vlad Filat, trafił do więzienia, a drugi – właśnie Plahotniuc – stał się hegemonem na scenie politycznej.

Wprawdzie Ruch Godność i Prawda przekształcił się w partię, ale stracił impet. Po tym, jak wybory prezydenta kraju przegrała Maia Sandu (liderka drugiej z prozachodnich partii opozycji, współpracująca z Năstasem), po tej stronie sceny politycznej zapanowały marazm i pesymizm. Zdawało się, że duopol demokraci-socjaliści jest nie do ruszenia.

Na niespodziewany sukces Năstasego złożyło się więc wiele czynników. Przede wszystkim wyborcy w stolicy są bardziej świadomi politycznie niż na prowincji. Badania pokazują, że głównym źródłem informacji jest dla nich internet, gdy w reszcie kraju króluje telewizja, zdominowana przed kanały należące do Plahotniuca. Kiszyniowianom nie spodobały się ich ataki na Năstasego, szczególnie gdy na siłę starano się znaleźć brudy w jego życiu prywatnym. Duże znaczenie miało też wsparcie ze strony Mai Sandu, która cieszy się dużym zaufaniem.

SZANSA NA PRZEBUDZENIE. Jeszcze niedawno wielu stawiało krzyżyk na proeuropejskiej i antyoligarchicznej opozycji. Teraz w jej szeregach panuje optymizm. To jej pierwsze realne zwycięstwo i cios dla kartelu Plahotniuc-Dodon. Tym bardziej że kandydat socjalistów przegrał też wybory w Bielcach, drugim największym mieście kraju, tradycyjnie prorosyjskim. Zwyciężył tam kandydat partii prorosyjskiej, lecz antysystemowej.

Sukces Năstasego może obudzić rzesze rozgoryczonych Mołdawian, którzy dotąd odwracali się od polityki. Z kolei Zachód, który do tej pory wspierał rząd, nie postrzegając proeuropejskiej opozycji jako alternatywy, otrzymał sygnał, że warto zrewidować tę postawę. Jest więc cień szansy, że mołdawska polityka przestanie być więźniem geopolityki. ©

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru Nr 25/2018