Burzenie

W tym roku zniszczyłem dwa gołębie gniazda, wyrzuciłem jajka. Gołębie od kilku lat upodobały sobie nasze balkony. Nie pomaga siatka nad jednym i czuwanie z mopem na drugim.
Czyta się kilka minut

Kiedy znikamy we wnętrzu mieszkania, ptaki znoszą patyki lub moszczą się w skrzynkach na kwiaty. Czasem przesuwają niektóre rzeczy, żeby zrobić sobie więcej miejsca. Jeśli zapomnę zamknąć drzwi na balkon, znajduję później w pokoju ich triumfalne odchody.

Niszczeniu zawsze towarzyszy smutek. Trzymasz w ręku małe, ciepłe, gołębie jajo. Co masz zrobić? Jeżeli je zostawisz na prowizorycznym gnieździe w rogu balkonu, po kilku dniach balkon będzie wyglądał jak niesprzątany kurnik. Jeżeli je przeniesiesz w inne miejsce, ptaki już go nie znajdą. Podejmujesz decyzję. Kiedy balkon jest pusty, gołębie wracają, kręcą się w kółko, siadają na brzegu. Wyglądają na zdezorientowane; w pierwszych chwilach po zdarzeniu nie płoszy ich nawet twoja obecność. W końcu po kilku dniach poddają się zrezygnowane, jakby wreszcie dotarło do nich, co się stało.

Niszczyć jest bardzo trudno. Nawet jeśli się wie, że to konieczne. Nawet jeśli jest to tylko epizod, smutny wyjątek od reguły.

Zawsze odczuwałem wstręt do zabijania zwierząt, zwłaszcza gdy przybierało formę zabawy. Pamiętam chłopca z naszego osiedla, który łowił za szkołą chrabąszcze. Pamiętam, jak rzucał się po łące z foliowym workiem, wzrok miał najdosłowniej obłąkany, nie słyszał ani śmiechów, ani uwag, żeby może dałby sobie spokój. Taki zwykły chłopiec, nie jakiś szczególnie agresywny, brał ponoć potem ten worek chrabąszczy, huczący jak wagon pełen ludzi, i topił w wiadrze z wodą lub w strumieniu. Pamiętam, że raz wyrwałem mu worek i wypuściłem jego zawartość. Chłopiec nie rzucił się na mnie, przyglądał mi się tylko z niedowierzaniem. Kiedy wieczorem przechodziłem obok tego samego miejsca, znów zobaczyłem jego charakterystyczną sylwetkę nurkującą w borówkowej trawie.

Niszczyć wcale nie jest trudno. "Kto nie buduje, musi burzyć", napisał kiedyś Kępiński. Niszczenie tłumi lęk, daje poczucie omnipotencji, panowania, kontrolowania rzeczywistości. A przecież tego człowiek boi się najbardziej: utraty kontroli.

Moje dzieci nie mają chyba takich dylematów. Potrzeba, o której mowa, w ich otoczeniu zaspokajana jest inaczej niż przez dręczenie zwierząt. Zastałem kiedyś syna przy komputerze w środku wojny. Zapytałem, co robi. Okazało się, że biega z defibrylatorem, żeby przywrócić do życia poległych żołnierzy z własnej armii. Szybko jednak defibrylator zamienił na karabin maszynowy i zaczął posyłać serię za serią w stronę jakichś zabudowań. "Tam są wrogowie?", spytałem głupio, zaskoczony tą zmianą. "Możesz ich też zabić defibrylatorem", wyjaśnił, "ale wtedy musiałbyś być naprawdę blisko".

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 25/2011