Gospodarze Pałacu Elizejskiego musieli być zdumieni, gdy oglądając relacje z trwających od połowy maja burzliwych rozruchów w Nowej Kaledonii, zauważyli, że poza błękitno-czerwono-zielonymi flagami kaledońskimi nad głowami buntowników walczących z żandarmami powiewają też jeszcze inne: w identycznych barwach, ale z białym półksiężycem zamiast żółtego słońca z czarną strzałą, jaką Kanakowie, rdzenna ludność wyspy na Pacyfiku, zdobią swoje domostwa.
Minęło kilka dni od wybuchu zamieszek, kiedy Gérald Darmanin, minister spraw wewnętrznych Francji, obwieścił w telewizji, że Kanaków do buntu w Nowej Kaledonii podburza Azerbejdżan, kraj z południowego Kaukazu, który nieco ponad sto lat temu stał się pierwszą republiką w świecie islamu. „Z ubolewaniem stwierdzam, że niektórzy z kaledońskich przywódców ruchu niepodległościowego są w zmowie z Azerbejdżanem” – powiedział francuski minister.
Azerbejdżański resort dyplomacji odparł, że minister Darmanin mówi nieprawdę, a jego zarzuty są bezpodstawne i obraźliwe. „Zamiast oskarżać Azerbejdżan o rzekome wspieranie ruchu niepodległościowego w Nowej Kaledonii, Francja powinna raczej zająć się swoją własną, fatalną polityką w terytoriach zamorskich, która doprowadziła do wybuchu protestów” – oznajmił rzecznik bakińskiego MSZ Ajchan Hadżijew.
Oskarżając Azerbejdżan po raz pierwszy, minister Darmanin rzeczywiście nie przedstawił żadnych dowodów. Ale gdy słysząc protesty z Baku, ponowił oskarżenia, zaprezentował też materiały zebrane przez specjalną komórkę Virginum, utworzoną w Paryżu do walki z kampaniami dezinformacyjnymi i propagandowymi prowadzonymi przez Rosję w dawnych koloniach francuskich w Afryce (przyczyniły się one do tego, że w ostatnich latach Mali, Niger i Burkina Faso wyprosiły ze swoich krajów francuskie wojska, a współpracę z Paryżem zastąpiły przymierzem z Rosją). Specjaliści z Virginum ujawnili, że w Nowej Kaledonii na pierwszej linii frontu propagandowej wojny znaleźli się internetowi dywersanci z Azerbejdżanu, którzy opublikowali w sieci tysiące filmów, fotografii i rzekomych informacji, którymi podburzali Kanaków z Nowej Kaledonii przeciwko Francji. Adresy kont wskazywały, że dywersanci powiązani są z rządzącą w Azerbejdżanie partią. „To nie są nasze wymysły – powiedział minister Darmanin. – Temu po prostu nie da się zaprzeczyć”.
Szefowie Virginum orzekli, że do wybuchu rozruchów w nowokaledońskiej stolicy, Numei, przyczyniły się zwłaszcza zmanipulowane fotografie przedstawiające zastrzelonego uczestnika zamieszek i francuskiego żandarma z wymierzonym w trupa karabinem w rękach. „Francuscy żandarmi to mordercy” – głosił podpis pod zdjęciem, które okazało się fotomontażem.
Bunt Kanaków
Majowy bunt Kanaków wybuchł, gdy w dalekiej, odległej o kilkanaście tysięcy kilometrów metropolii, Paryżu, tamtejsi posłowie postanowili tak poprawić kaledońską konstytucję, by dawała ona prawo głosu mieszkańcom wyspy, którzy żyją na niej od 10 lat. Kanakowie, którzy z powodu kolonialnego osadnictwa stali się mniejszością we własnym kraju i stanowią ledwie 40 proc. jego ok. 300-tysięcznej ludności, uznali to za spisek Francuzów, mający osłabić polityczne znaczenie rdzennej ludności i udaremnić Nowej Kaledonii wszelkie próby wybicia się na niepodległość.
Kanakowie już trzy razy wymusili na Francji zgodę na przeprowadzenie niepodległościowego plebiscytu. Wszystkie trzy przegrali. Dwa pierwsze, w 2018 i 2020 roku, niewielką liczbą głosów. Trzeci plebiscyt, w 2021 roku, zbojkotowali, bo zanim go urządzono, wybuchła epidemia covidu i zwolennicy niepodległości uznali, że w warunkach rygorów sanitarnych nie da się porządnie urządzić ani głosowania, ani kampanii wyborczej. Paryż przeprowadził jednak plebiscyt, który zbojkotowany przez niepodległościowców, zakończył się niemal jednogłośnym zwycięstwem zwolenników pozostania Nowej Kaledonii pod francuskimi rządami. Poprawiona konstytucja rozszerzająca prawa wyborcze na nowych osadników zamykałaby Nowej Kaledonii drogę do niepodległości.
W zamieszkach w nowokaledońskiej stolicy zginęło sześć osób, w tym dwóch francuskich żandarmów, a Kanakowie atakują urzędy, rabują i palą budynki oraz samochody należące do ludności napływowej. Francja wprowadziła w Numei stan wyjątkowy i posłała tysiąc żołnierzy, by pomogli żandarmom stłumić rebelię. W czwartek zawitał tam sam prezydent Emmanuel Macron z ministrami i ogłosił, że poprawki do kaledońskiej konstytucji nie wejdą w życie już w czerwcu, jak planowano, i że w ogóle nie należy się z nimi spieszyć – wcześniej trzeba wrócić do rozmów o przyszłości Nowej Kaledonii.
Francja – a wraz z nią Unia Europejska i cały Zachód – nie chce rozstać się z tą niewielką wyspą między Australią i Fidżi, będącą od połowy XIX wieku jej kolonialną prowincją, głównie dlatego, że znajduje się na niej prawie połowa światowych złóż niklu, którego znaczenie i wartość rosną w epoce przestawiania się na „zieloną energetykę”. Unia Europejska uznała nikiel za surowiec o strategicznym znaczeniu dla jej gospodarki, a o nowokaledońskie skarby konkurują z Europą Chiny.
Po wybuchu rozruchów w Numei francuski minister policji Darmanin przyznał, że kaledońskich buntowników wspiera nie tylko Azerbejdżan, ale także Chiny i Rosja, która w ten sposób chce się odpłacić Francji za jej pomoc dla Ukrainy.

Francuski łącznik
Azerbejdżan też bierze w Nowej Kaledonii odwet na Francji za pomoc, z jaką pospieszyła dla Armenii, azerbejdżańskiej odwiecznej nieprzyjaciółki i sąsiadki.
Mając za sąsiadów Turków i ich kuzynów, Azerów (a także Iran), Ormianie za swoją obrończynię i gwarantkę bezpieczeństwa uważali przez dziesięciolecia Rosję. Zmieniło się to w ostatnich latach, kiedy Rosja nie kiwnęła palcem, by pomóc Ormian, gdy ci dwukrotnie – w 2020 i 2023 roku – zostali pobici przez Azerów w wojnie o Górski Karabach, ostatni poza Armenią kawałek ziemi, na którym Ormianie stanowili większość ludności.
Po rozpadzie Związku Radzieckiego to Ormianie najpierw rozgromili Azerów i odebrali im Karabach, który za czasów sowieckich stanowił część Azerbejdżanu. Przez ponad ćwierć wieku Ormianie władali Karabachem i otaczającymi go powiatami azerbejdżańskimi, które po wygnaniu miliona Azerów przerobili na bezludną strefę buforową, oddzielającą ich od Azerbejdżanu.
Nikt nie uznał samozwańczej niepodległości Karabachu, przechrzczonego na Arcach, a nie chcąc narażać się na międzynarodowe potępienie, Armenia nie ośmieliła się przyłączyć go do swojego terytorium. Status quo urządzał jednak Ormian, którzy górowali wojskowo nad Azerami, a wcielając się w rolę rozjemców, czy raczej strażników zamrożonego konfliktu, Rosjanie utrzymali swoje przyczółki na południowym Kaukazie.
Sytuacja zmieniła się w 2020 roku, kiedy Azerowie, wzbogaceni dzięki dochodom ze sprzedaży kaspijskiej ropy naftowej i wzmocnieni politycznie oraz wojskowo przez Turcję, uderzyli po raz pierwszy i odbili z rąk Ormian większość Karabachu i całą strefę buforową. Już wtedy Ormianie, którzy zaniedbali swoje wojsko, wierząc, że Rosja nie pozwoli zrobić im krzywdy (Rosja ma też w Armenii bazę wojenną, a jej żołnierze stoją na granicach Armenii z Iranem i Turcją), nie mogli uwierzyć, że ich sojusznicy z północy nie kiwnęli palcem, by obronić ich przed Azerami. Czara goryczy przelała się jesienią 2023 roku, gdy Azerowie ruszyli do kolejnego natarcia i zajęli Karabach, z którego uciekła cała ormiańska stutysięczna ludność.
Tamtej jesieni Ormianie uznali, że nie mogą już ufać Rosji i muszą poszukać sojuszników na Zachodzie. Jako pierwsza chętna do zadzierzgnięcia przyjaźni zgłosiła się Francja, zawsze uważana za życzliwą dla Ormian. We Francji i Ameryce żyje najliczniejsza, najzamożniejsza i najbardziej politycznie wpływowa ormiańska diaspora (szacuje się, że z żyjących na świecie ok. 11 mln Ormian ledwie jedna trzecia mieszka w Armenii – w USA żyje ponad milion Ormian, a we Francji – ok. 700 tys.; najliczniejsza, ponad półtoramilionowa ormiańska diaspora żyje w Rosji, a ponad pół miliona Ormian – w Iranie).
Już na początku października, dwa tygodnie po przegranej przez Ormian wojnie o Karabach, podczas wizyty w Paryżu minister wojny Armenii Suren Papikjan podpisał z Francuzami umowy dostawy broni – wozów pancernych (w listopadzie dostarczyła 20 wozów pancernych Bastion, a w tym roku ma dostarczyć kolejnych 26), systemów radarowych do obrony przeciwlotniczej i wyrzutni rakietowych ziemia-powietrze krótkiego zasięgu, karabinów snajperskich, noktowizorów i amunicji. Francuzi obiecali też, że przyślą do Armenii instruktorów wojskowych, którzy przeszkolą ormiańskich żołnierzy w posługiwaniu się nowym orężem.
Także w październiku, z inicjatywy francuskich polityków, Parlament Europejski przyjął rezolucję potępiającą Azerbejdżan za karabaską wojnę i zarzucającą mu czystki etniczne. Francja popiera dziś żądania karabaskich Ormian, by Karabach przeszedł pod jurysdykcję ONZ, a błękitne hełmy zapewniły im bezpieczny powrót i urządziły plebiscyt, w którym opowiedzieliby się za Armenią, niepodległością lub Azerbejdżanem.
Oburzeni Azerowie odparli, że sto tysięcy Ormian wyjechało z Karabachu z własnej woli i wytykali Francji, że choć przez ćwierć wieku, wraz z Rosją i USA, przewodziła tzw. Grupie Mińskiej, mającej pośredniczyć w rokowaniach między Armenią i Azerbejdżanem, ani razu nie wytknęła Ormianom, że pogwałcili prawo międzynarodowe, zajmując zbrojnie Karabach.
Azerbejdżański prezydent Ilham Alijew tak bardzo rozgniewał się na Francję, że odmówił przyjazdu do Grenady na naradę przywódców Unii Europejskiej, gdzie miał podpisać układ pokojowy z Armenią. W grudniu Azerbejdżan wypędził z Baku dwóch dyplomatów z ambasady francuskiej, których oskarżył o szpiegostwo. W odpowiedzi Francja wydaliła dwóch dyplomatów azerbejdżańskich.
W styczniu francuski senat wezwał prezydenta Macrona, by wprowadził sankcje gospodarcze przeciwko Azerbejdżanowi, a Ilham Alijew odpowiedział, że jeśli pod naciskiem Paryża Unia Europejska przestanie kupować azerbejdżańską ropę naftową i gaz ziemny, Baku odbierze jej koncernom – zwłaszcza francuskim – kaspijskie koncesje.
Pod koniec lutego ormiański premier Nikol Paszinian odwiedził w Paryżu prezydenta Macrona, a francuski minister obrony Sébastien Lecornu złożył wizytę w Erywaniu, gdzie oznajmił, że „pomoc Armenii jest priorytetem polityki zagranicznej Francji”.
W kwietniu Francja oskarżyła Azerbejdżan o to, że świadomie i z premedytacją dąży do pogorszenia stosunków między obydwoma państwami, i odwołała swoją ambasador, Anne Boillon, z Baku do Paryża „na konsultacje”.
Zemsta kaledońska
Niedługo przed wyjazdem Anne Boillon z Baku, do azerbejdżańskiej stolicy na zaproszenie tamtejszych władz na naradę zjechali przywódcy czternastu niepodległościowych ruchów z ostatnich kolonii Paryża: Martyniki, Gujany Francuskiej, Polinezji Francuskiej i Nowej Kaledonii. Ugościł ich przewodniczący tamtejszego parlamentu, spotkali się z nimi posłowie, wysokiej rangi urzędnicy i sprzyjający władzy uczeni, którzy zorganizowali specjalną konferencję naukową. Już drugą, bo pierwszą, z inicjatywy i za pieniądze azerbejdżańskie, urządzono w Baku jeszcze w lipcu zeszłego roku. W lutym niepodległościowcy z francuskich kolonii spotkali się w Turcji.
Podczas ostatniej, kwietniowej narady w Baku niepodległościowcy z francuskich Karaibów i Pacyfiku skrzyknęli się w Bakińską Grupę Inicjatywną przeciwko francuskiemu kolonializmowi, która zawarła z azerbejdżańskim parlamentem madżlisem, umowę o politycznej współpracy i współdziałaniu. Azerbejdżański poseł Asim Mollazadeh, który uczestniczył w naradzie, wypominając Francji kolonialną przeszłość, wyzysk, zbrodnie i wojny w Wietnamie i Algierii, oznajmił, że „w swojej walce o wolność Nowa Kaledonia może liczyć na wsparcie Azerbejdżanu”. W maju, kiedy w Nowej Kaledonii wybuchły antyfrancuskie rozruchy, Bakińska Grupa ogłosiła apel z poparciem dla zbuntowanych Kanaków.
Wygrana wojna o Karabach, majątek zbity dzięki wojnie ukraińskiej, która wywindowała ceny paliw, a także niespodziewana swoboda, spowodowana ukraińskimi kłopotami Rosji, gospodarczymi Iranu i sukcesyjnymi starszej siostry, Turcji, uderzyły do głowy azerbejdżańskim przywódcom. Ilham Alijew, rocznik 1962, uważany za przypadkowego przywódcę, który zasiadł na tronie jedynie z woli ojca, Hejdara, twórcy współczesnego Azerbejdżanu (rządził nim jako sowiecki towarzysz w latach 1969-1982, a potem niepodległy prezydent w latach 1993-2003), pławi się dziś w sławie zbawcy, wojennego zwycięzcy, pogromcy Ormian. W lutym niemal jednomyślnie został wybrany na piątą prezydencką kadencję. Pod rządami Alijewów Azerbejdżan, niegdysiejsza pierwsza muzułmańska republika, przeistoczył się w dynastyczną satrapię.
Wojenny triumf w Karabachu wzmocnił Ilhama i Azerbejdżan tak bardzo, że z pionka poczuł się rozgrywającym, przynajmniej na południowym Kaukazie. Odkrył, jak czerpać korzyści z uwikłania Rosji i kłopotów Iranu, dawnych regionalnych żandarmów. Hardo sprzeciwia się nawet swojej dobrodziejce, Turcji, która namawia go, by jak najszybciej zawarł z pokonanymi Ormianami korzystny dla siebie pokój, dzięki czemu można by otworzyć zamknięte od lat granice i zacząć zarabiać na handlu.
Ilham atakuje Francję w Nowej Kaledonii (ale nie tylko – jesienią jego dywersanci rozprzestrzeniali w internecie wieści, że Paryż nie poradzi sobie z rolą gospodarza tegorocznej letniej olimpiady), bo nie potrafi ścierpieć, że francuska pomoc wojskowa może wzmocnić osieroconych przez Rosję Ormian. Wyposażeni we francuską broń mogą poczuć się na tyle silni, by odmówić jego kolejnym żądaniom. A od karabaskiej wiktorii Ilham Alijew, niegdysiejszy utracjusz, rozsmakował się w polityce z pozycji siły i urzeczony jej potęgą – za nic nie chce się już jej wyrzec.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















