Biskup kontra chiński knebel

Jedną z postaci najbardziej zaangażowanych w obronę praw człowieka w byłej brytyjskiej kolonii, która w 1997 r. powróciła pod rządy Pekinu, jest katolicki biskup Joseph Zen. Prestiżowy “Far Eastern Economic Review" nazywa go “sumieniem Hongkongu".
Czyta się kilka minut

Prokomunistyczne władze wykonawcze metropolii, od miesięcy forsujące podyktowaną przez Pekin ustawę, ugięły się pod wpływem półmilionowej demonstracji, która w pierwszy dzień lipca przemaszerowała ulicami miasta. Biskup Zen, w obawie przed prowokacją, nie przyłączył się do protestujących, lecz modlił się za demonstrantów w kościele.

71-letni hierarcha, od grudnia 1996 r. ordynariusz w Hongkongu (siedem milionów mieszkańców, 250 tys. katolików) słynie z bezpardonowej krytyki komunistycznego rządu Chin, głośno upominając się o los prześladowanych dysydentów i bez ogródek nazywając Państwo Środka “dyktaturą". Biskup wychodzi z założenia: “Kto milczy, ten będzie winny".

Dopóki Pekin stwarza przynajmniej pozory repektowania odnoszącej się do Hongkongu zasady “Jeden kraj, dwa systemy", Zen może czuć się względnie bezpieczny. Wkrótce jednak może znaleźć się w poważnych tarapatach. Jak przyznał w wywiadzie dla tygodnika “Der Spiegel" (28/2003), reguła “jeden kraj, dwa systemy" odchodzi w przeszłość: parlament stał się chińską “maszynką do głosowania", Pekin przejął kontrolę nad niektórymi tytułami prasowymi itd. Biskup obawia się, że komuniści zablokują planowane na 2007 r. demokratyczne wybory szefa rządu, a na 2008 r. - parlamentu.

Największy niepokój budzi jednak “ustawa kneblująca", zwana oficjalnie “antywywrotową". Zen: “To prawo wymierzone jest nie tylko w potencjalnych wywrotowców. Grozi ciężkimi karami za każdą »nie autoryzowaną publikację« artykułów, która zagraża »bezpieczeństwu narodowemu«. Nawet samo posiadanie takich informacji może być pretekstem do skazania - dostrzegam w tym istotne zagrożenie dla wolności prasy. Wedle projektu ustawy administracja Hongkongu mogłaby ponadto zakazać działalności każdej organizacji, która w Republice Ludowej zabroniona jest ze względu na rzekome zagrożenie dla kraju". W taki sposób chińscy komuniści zwalczają sektę Falun Gong, ale biskup Zen uważa, że podobny mechanizm represji mógłby dotknąć katolików. W Chinach obok podporządkowanego rządowi, ale nie uznąjacego zwierzchności Watykanu Patriotycznego Stowarzyszenia Katolików Chińskich, działa tzw. Kościół podziemny - wierny papieżowi, ale represjenowany przez władze. Diecezja w Hongkongu utrzymuje kontakty z prześladowanym biskupami “podziemnymi", łatwo mogłaby zatem zostać oskarżona o działalność wywrotową. Biskup Zen jest też pesymistą w sprawie ewentualnego porozumienia między Chinami a Stolica Apostolską, gdyż  “Pekin nie jest gotowy do kompromisów, żądając naszej kapitulacji.Chiny upierają się, by wyznaczać biskupów, czego my nie możemy zaakceptować". Dziennikarze “Spiegla" poprosili też Zena, by skomentował wypowiedź jednego z chińskich oficjeli, że każdy, kto występuje przeciw ustawie-kneblowi, “nosi w piersi diabła". Biskup odparł: “Do końca nie był wcale w błędzie. Wszyscy mamy w sobie diabła, ale mamy też anioła".

MZ, “Der Spiegel", inf. własne

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 30/2003