Jestem czytelnikiem „Tygodnika” od wielu lat, a od pięciu lat pracuję (po godzinach swojej aktywności zawodowej) w stowarzyszeniu wspierającym ludzi ubogich i potrzebujących w dużym mieście. Przeczytałem ostatnio artykuł Marka Rabija i Przemysława Wilczyńskiego pt. „Raport o polskim ubóstwie: ponad 17 mln Polaków w niedostatku, ponad pół mln dzieci w skrajnej biedzie” – i właśnie ten tekst skłonił mnie do napisania listu.
Nasze stowarzyszenie uruchomiło ponad dwadzieścia tzw. społecznych lodówek, dodatkowo pomagamy też indywidualnym osobom (najczęściej starszym, mającym ograniczenia ruchowe lub żyjącym na progu ubóstwa), odbierając ze sklepów, cateringu, restauracji itp. żywność z kończącym się terminem przydatności do spożycia, zapobiegając w ten sposób jej utylizacji. Odebrane produkty przekazujemy bądź to do wspomnianych lodówek, bądź w postaci przygotowywanych przez nas paczek adresowanych do indywidualnych odbiorców, znajdujących się w trudnej życiowej sytuacji. Wszystko to robimy pro publico bono, własnymi zasobami (zaangażowani w tę działalność są również współpracujący z nami wolontariusze), w wolnym czasie i bez narzekania – bo czujemy, że to coś dobrego.
Od kilku miesięcy odbieramy jednak znacząco mniejszą (albo nie odbieramy wcale) ilość żywności z jedynego w mieście „przyznanego” nam przez Bank Żywności sklepu (z jednej z dużych ogólnopolskich sieci). Taki stan rzeczy tłumaczony jest nam „brakiem pracownika, który miałby czas do wyszukania produktów, którym kończy się data minimalnej trwałości lub które mają uszkodzone opakowanie”.
W efekcie ze smutkiem obserwujemy, że duże ilości żywności, zamiast trafić do osób potrzebujących jej (za pośrednictwem organizacji podobnych do naszej), trafiają na listę produktów przeznaczonych do utylizacji, co w praktyce może wskazywać na pełną dowolność w stosowaniu przepisów i brak konkretnych mechanizmów kontrolnych. Jak łatwo zauważyć, samo podpisanie na papierze umowy z organizacją pozarządową nie spowoduje, że zaprzestaniemy marnowania żywności, bo jej znakomita większość nadal jest wyrzucana.
Piotr
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.














