Bez echa?

Artykuł ukazał się na jednej z dalszych stron jednej tylko gazety. W radiowych przeglądach prasy danego dnia zajął się nim bodaj jeden tylko dziennikarz. A nazajutrz żadnych już ech - listów do redakcji, odzywek internetowych, dalszego ciągu poruszonych problemów. Nie trafiony temat?.
Czyta się kilka minut

To prawda - niełatwo dziś przebić się na czołówkę. Z jednej strony te prawdziwe wstrząsy: wybory w USA, wojen dalsze ciągi, zawsze tragiczne, ludzie o znanych twarzach zagrożeni czasem wręcz śmiertelnie. Z drugiej - żelazny stereotyp sensacyjności, zawarty w nieustannym pytaniu: kto kogo? Oskarżenia i reakcje na nie, sugestie niedwuznaczne i aluzje czytelne do ostatniej litery. Groźby albo przynajmniej pogróżki, wypowiadane z ironią albo zaciętością, jak kto woli akurat. Dziennikarze już ani na moment nie odwracają się od paru korytarzy urzędowych, ciągle tych samych stołów obrad albo drzwi z szyfrowanymi przyciskami, i pleców przechodzących zdecydowanych krokiem tych samych bohaterów swoich relacji. A cóż dopiero, gdy padną z ich ust jakieś słowa. Będą potem powtarzane i komentowane bez końca, a najlepiej gdy wypowie je ktoś, o kim można znowu przypomnieć, że przecież już niebawem obejmie takie czy inne berło władzy(dziennikarze wiedzą to na pewno!). Cóż może być bardziej warte uwagi niż ten serial , rozwijający się w coraz bogatszy splot wątków?

A tu minister spraw zagranicznych publikuje krótki artykuł pod zdawkowym tytułem “Polskę stać na pomoc". Chodzi o “zaproponowanie jakiemuś krajowi lub regionowi konkretnego projektu pomocowego, który będziemy realizować z żelazną konsekwencją". To realna konsekwencja naszej nowej, globalnej sytuacji. Wśród 177 krajów świata jesteśmy wysoko w pierwszej połowie. Zacząć pomagać komuś z tych, co na samym dole, to już teraz po prostu powinność. Ale jakby to miało wyglądać w praktyce? Pewnie trzeba o tym zacząć na serio myśleć i mówić. Tylko z kim?

Godne uwagi, że w pierwszej dyskusji na temat owego artykułu rozmówcy nawet nie próbowali mówić o sednie sprawy. Padały wyłącznie pytania o podtekst: po co autor to napisał i co się za tym kryje? Jakie spodziewane korzyści dla władzy? I dlaczego w ogóle ktokolwiek nie związany partyjnie z autorem miałby serio potraktować podsunięty problem? Z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że ten punkt widzenia będzie dalej obowiązywał. Po pierwsze dlatego, że w tej chwili media pasjonują się niemal wyłącznie wojną partyjną, a po drugie - że kręgi społeczników spoza oficjalnych układów będą wolały, jak dotąd, inicjatywy pozaoficjalne i akcje rodzące się z doraźnych palących potrzeb.: “Polskę stać na pomoc". Stać? Lubimy przecież głównie rozczulać się nad sobą i wyliczać skargi i roszczenia. A na pewno nie lubimy, gdy ktoś oficjalny nas koryguje i proponuje inny punkt widzenia. Wreszcie - kto miałby tchnąć życie w cały ów projekt?

Paweł Huelle napisał w październikowym “Znaku", w dużej mierze poświęconym mediom: “Telewizja nadaje każdemu, nawet błahemu wydarzeniu rodzaj sakralizacji, wpisania do księgi wydarzeń w rubryce: ważne (...) W istocie ważne staje się tylko to, co pokazano na ekranie. Sami dziennikarze wierzą, że tam gdzie byli - być powinni, a tam, gdzie nie dotarli, nic istotnego się nie działo. W ten sposób koło się zamyka i można dojść do wniosku, że to, co nie zaistniało na ekranie - prawdopodobnie się nie wydarzyło".

Właśnie. Któż z nas tego nie doświadcza? Proces jest absurdalny a jednak coraz bardziej się sprawdza. Maciej Iłowiecki napisał rok temu książkę “Krzywe zwierciadło" o manipulacjach telewizyjnych. Jest tam wiele diagnoz i znaków ostrzegawczych na pewno najsłuszniejszych. Ale, Panie Redaktorze, czy nie powinniśmy się zacząć bać nie krzywizn owego “zwierciadła", tylko jego samego, bo coraz częściej, zamiast odbijać rzeczywistość, zaczyna decydować o tym, co istnieje, a co nie?

Artykuł prasowy - głos jak w ścianach wyłożonych korkiem...

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 46/2004