Belgrad i serbska prowincja. Tegoroczne lato jest tu zachwycające i bezlitosne

Nie tylko w Belgradzie, także w Suboticy na północy, na południu w Niszu czy w Kragujevacu w sercu kraju: od ośmiu miesięcy w Serbii nie ustają protesty przeciw prezydentowi i obozowi władzy. Nasz autor objechał kraj i rozmawiał z ludźmi, którzy mówią, że mają dość.
z Serbii
Czyta się kilka minut
Antyrządowy wiec w Belgradzie. Serbia, 28 czerwca 2025 r. // Fot. Marko Drobnjakovic / AP / East News
Antyrządowy wiec w Belgradzie. Serbia, 28 czerwca 2025 r. // Fot. Marko Drobnjakovic / AP / East News

Późnym popołudniem temperatura dochodzi do czterdziestu stopni w cieniu. W miasteczku Ćuprija zjeżdżam z jednej z najwygodniejszych na całych Bałkanach autostrad, którą bogata Europa jeździ do Grecji, i ruszam w stronę wzgórz środkowej Serbii.

Nazwa niepozornego miasteczka wskazuje, że jest w nim most – w tym przypadku nad szeroko rozlewającą się w tym miejscu Wielką Morawą. Bladożółty i metalowy, okazuje się też zaskakująco wąski i długi. Samochody niemal się o siebie ocierają. Dziesięć kilometrów dalej zostawiam za sobą Jagodinę, równie niepozorną co Ćuprija. Lokalna droga prowadzi na południowy zachód w stronę Kragujevaca.

Okolica przyjemnie faluje. Tutejsze strony od wieków słyną z winnic, dziś już mocno przetrzebionych. Na polach dojrzewa zboże. Sielskie popołudnie łagodnie przechodzi w wieczór. Za sprawą klimatyzacji całkiem znośny. Tylko leżące tu i tam bez ruchu psy zdradzają, że za szybą wciąż panuje piekło zaczynającego się właśnie bałkańskiego lata.

Kragujevac: profesor medycyny zbiera podpisy

Do 150-tysięcznego miasta Kragujevac wjeżdżam od południa. Wąskie ulice miasta są niemal sparaliżowane. Na kilku skrzyżowaniach wzmożonym ruchem zawiadują policjanci. Choć nie wszyscy. Niektórzy jedynie stoją i apatycznie przyglądają się sfrustrowanym kierowcom.

Zbieranie podpisów pod petycją wzywającą do rozpisania przedterminowych wyborów. Pod dawną siedzibą fabryki broni Zastava w Kragujevacu. Serbia, 26 czerwca 2025 r. // Fot. Juliusz Pielichowski

Od kilku dni znalezienie w Kragujevacu sensownego noclegu graniczyło z cudem. Wszystko za sprawą znanego nie tylko w Serbii festiwalu muzycznego Arsenal Fest. W tym roku otwierają go dwie legendy. Jedna bardziej lokalna, Bajaga i Instruktori, druga – Massive Attack – o sławie międzynarodowej.

Ale w tym roku impreza odbywa się również w cieniu fali manifestacji, jakie od miesięcy przetaczają się przez Serbię. W połowie lutego tysiące studentów przemaszerowały ulicami Kragujevaca w antyrządowym proteście, zauważonym także poza granicami Serbii.

Parkuję nad rzeką, tuż przy moście. Z daleka dostrzegam grupkę osób. Raz za razem ktoś do niej podchodzi i pochyla się nad kartkami papieru. Gdy jestem bliżej, łapię kontakt wzrokowy z jednym z organizatorów zbiórki podpisów pod petycją wzywającą do przedterminowych wyborów. Okazuje się nim profesor wydziału medycznego tutejszego uniwersytetu. Cieszy się, że o tym, co dzieje się w Kragujevacu, będzie można przeczytać w Polsce.

– Czasami mamy poczucie, że Zachód nas porzucił – mówi z żalem i wyciąga rękę: – Vladimir. Vlad. Jak Putin.

Uśmiecha się ironicznie i gorzko zarazem. Takie czasy, zdają się mówić jego oczy.

Protestujący uważają, że sprawcą nieszczęść Serbii jest prezydent Vučić

Upał słabnie. Słońce tylko na krótkie chwile przebija się przez gromadzące się na horyzoncie chmury. Rozmawiamy o nastrojach. Przysłuchuje się nam kilkoro studentów.

Sprawcą całego nieszczęścia Serbii jest Aleksandar Vučić, mówi Vlad. Z ludźmi, którzy choć częściowo zgadzają się z Vučiciem – prezydentem i zarazem liderem Serbskiej Partii Postępowej – Vlad nie chce mieć nic wspólnego.

Jakim poparciem cieszą się ostatnie protesty w środowisku akademickim? Vlad bez wahania odpowiada, że dużym. Podobnie poza uniwersytetem, dodaje.

Czy jest szansa, że jeszcze w tym roku dojdzie do zmiany władzy? Zgromadzeni wokół studenci są pewni, że tak. To kwestia kilku tygodni, może kilku miesięcy. Gdy jednak pytam, czy jeszcze latem, czy dopiero jesienią, w głosach pojawia się niepewność.

– Zobaczymy, co się wydarzy w sobotę w Belgradzie – mówi brunetka, która pilnuje, żeby podpisy były czytelne. Jest czwartkowy wieczór.

Wielu Serbów sprzeciwia się władzy, ale nie ufa też opozycji

Podczas rozmowy zerkam na pobliski budynek dawnej siedziby fabryki broni Zastava, która po II wojnie światowej zasłynęła także produkcją samochodów, w tym mitycznego Yugo. W okolicy Kragujevaca do dziś można je zobaczyć w liczbie, która przekonująco dowodzi potęgi jugosłowiańskiej myśli technicznej.

Vladimir potwierdza, że wielu Serbom miasto kojarzy się głównie z tymi zakładami, a raczej z ich minioną świetnością. Ale przecież Kragujevac to coś więcej – to kolebka współczesnej Serbii. Wskazuje na oddaloną od nas o jakieś 200 metrów wieżę: – Stara crkva. Tutaj przyjęta została pierwsza serbska konstytucja. A ja muszę patrzeć, jak w moim kraju depcze się prawo.

Na koniec rozmawiamy o oczekiwaniach. Co po zmianie władzy? Czy jest jakaś siła polityczna, którą on albo jego środowisko popiera? Vlad kręci przecząco głową: – Chcemy zmiany jako takiej. Nie popieram nikogo z dzisiejszej opozycji.

Spontaniczny wieczorny protest studentów na ulicach Belgradu, 1 lipca 2025 r. // Fot. Juliusz Pielichowski

Gdy dopytuję, czy brak reprezentacji w postaci konkretnej siły politycznej nie sprawi, że energia protestów zostanie zmarnowana przy urnach wyborczych, przyznaje, że to jeden ze scenariuszy, których się obawia: – W ludziach jest siła, ale Serbia jest dziś słaba.

Wyczuwam w jego słowach nostalgię. Vlad nie ukrywa, że wiele by dał za to, aby możliwy był powrót do nie tak odległej przeszłości. Słucham z pewnym zaskoczeniem, ale i zrozumieniem, i obserwuję, jak na twarzy około pięćdziesięcioletniego mężczyzny, prozachodniego liberała, maluje się nieuleczalna tęsknota za Jugosławią, wciąż tak powszechna w jego pokoleniu.

Legenda jugosłowiańskiego rocka łączy pokolenia i polityczne obozy

W oczekiwaniu na pierwszą gwiazdę wieczoru, która ma się pojawić na scenie po godzinie 21, tłum wkoło gęstnieje.

Rozmawiam z parą trzydziestolatków, która przyjechała z leżącego w Wojwodinie Somboru. Nie chcą rozmawiać o protestach. Przyjechali do Kragujevaca dobrze się bawić, nic więcej. Z tonu ich odpowiedzi domyślam się, że są raczej zwolennikami obozu rządzącego. Gdy pytam, na czyj koncert bardziej czekają, odpowiadają, że cieszą się na Bajagę, ale widzieli go wiele razy. Massive Attack to światowy format, po raz pierwszy zobaczą ich na żywo.

Pomiędzy namiotami z piwem i napojami zwraca uwagę stoisko chińskiego producenta samochodów. Pokazowe egzemplarze nieco tandetnych, monstrualnych SUV-ów nie wzbudzają jednak większego zainteresowania przeważnie młodych ludzi. Na elewacji budynku w tle majaczy czerwonawy napis „Zastava”. Wszystkiemu zdaje się towarzyszyć mniej lub bardziej jawne widmo przeszłości.

Koncert rozpoczyna się punktualnie. Wypełniający szczelnie plac tłum reaguje euforycznie, gdy na scenę wchodzi Momčilo Bajagić, legenda jugosłowiańskiego rocka. Na Bałkanach – a zwłaszcza w Serbii – cieszy się on statusem artysty prawdziwie kultowego.

Powodzenie polskich wersji kilku jego piosenek – jak „Ostatniej nocki” Maleńczuka czy „Mój przyjacielu” duetu Krawczyk & Bregović – pokazuje zresztą, że mają one potencjał wykraczający poza wyłącznie lokalny kontekst.

Kilka pokoleń rozkołysanych Serbów wyśpiewuje razem z zespołem jedną po drugiej piosenki, z których wiele powstało jeszcze w latach 80. XX w., w świecie sprzed końca, gdy Serbia była mózgiem i sercem wielkiej Jugosławii. Na prawo od sceny dostrzegam blady kształt dzwonnicy Starej cerkwi, którą godzinę wcześniej wskazał mi Vladimir.

Bunt zmęczonego społeczeństwa wzbiera od miesięcy

Gdy półtorej godziny później koncert dobiega końca, publiczność domaga się bisu, ale harmonogram wieczoru jest nieubłagany. W pobliżu jednego z namiotów rozmawiam ze Slobodanem, który pracuje przy organizacji festiwalu. Pytam o koncert. Mówi, że dobry. Ale Bajaga ma już swoje lata. On czeka na Massive Attack.

Kwadrans po 23 scenę rozświetlają transowe, zasiewające niepokój wizualizacje, integralna część tegorocznej trasy Brytyjczyków. Atmosfera nostalgii ustępuje miejsca często brutalnej krytyce dzisiejszego świata. Antywojenne i antykapitalistyczne przesłanie trafia do wyraźnie młodszej publiczności, która reaguje żywiołowo na każdy komunikat uderzający w różne formy systemowej opresji.

Choć to tylko jeden z wielu festiwalowych koncertów, doskonale wpisuje się w atmosferę buntu zmęczonego społeczeństwa, która wzbiera tutaj od wielu miesięcy. Wiele wskazuje, że jest ono gotowe do decydującej konfrontacji.

W Niszu przed burzą

Nazajutrz zaglądam do 180-tysięcznego Niszu leżącego na południu Serbii. Również tu na przedwiośniu studenci masowo protestowali. Dziś miasto jest ciche.

Udręczeni upałem ludzie przesiadują na ławkach na placu Kralja Milana, tuż obok słynnej twierdzy. Wpatrują się w niebo. W ciągu kilku godzin spodziewana jest potężna burza. Próbuję oszacować, ile czasu dzieli nas od ulgi, jaką przyniesie deszcz. Patrzę na witrynę punktu jednej z serbskich firm bukmacherskich. Zakłady sportowe – i wszelkie inne – należą do ulubionych rozrywek.

Pół godziny później w kawiarni przy miejskim deptaku rozmawiam z Bojanem, studentem niszańskiego uniwersytetu. Czy wybiera się na sobotni protest do Belgradu? Nie, ale będzie śledzić doniesienia ze stolicy.

Bojan nie potrafi powiedzieć, co będzie dalej. Ma nadzieję, że coś się zmieni. Czy byłby gotowy obstawić taki wynik u bukmachera? Śmieje się. Czemu nie. Choć nie wie, czy ktokolwiek przyjmuje takie zakłady. Znając życie, pewnie tak.

Belgradzkie barykady w Dzień Świętego Wita

Zdjęcia z sobotniej manifestacji w stolicy, zorganizowanej w Vidovdan – Dzień Świętego Wita, jedno z najważniejszych serbskich świąt – obiegają świat. Po raz kolejny dochodzi do starć z policją. Zatrzymanych zostaje kilkadziesiąt osób. Rozjuszeni studenci zapowiadają w odwecie paraliż miasta i wzywają do obywatelskiego nieposłuszeństwa.

W niedzielę wprowadzają słowa w czyn. Na ulicach pojawiają się barykady. W centrum Belgradu roi się od policji. Co rusz z różnych kierunków dobiega dźwięk gwizdków, za pomocą których protestujący ogłaszają miastu, gdzie w danej chwili organizowany jest protest.

Kluczowym elementem przyjętej strategii jest nieprzewidywalność. Miejsca zbiórki ogłaszane są z niewielkim wyprzedzeniem, skutecznie uniemożliwiając służbom porządkowym jakąkolwiek prewencję.

Skuteczność tej metody polega także na jej dotkliwości, która niekiedy zupełnie dosłownie uderza także w protestujących – gdy wściekli kierowcy, najpewniej popierający obecną władzę, napierają na tłum samochodami.

Na ulicach Belgradu puszczają emocje 

Nowy tydzień przynosi w Belgradzie kolejne protesty.

We wtorek obserwuję, jak u zbiegu Glavnej i Karamatina, na jednym z głównych skrzyżowań Zemunu – może najpiękniejszej dzielnicy Belgradu, położonej nieopodal ujścia Sawy do Dunaju – w ciągu kilku minut ustaje jakikolwiek ruch. Na środku ulicy, po której przechadza się początkowo raptem kilkunastoosobowa grupa protestujących, pojawiają się metalowe kosze na śmieci.

I tu jeden z kierowców nie wytrzymuje: rusza wprost na studenta, który próbuje zagrodzić mu przejazd. Gdy w niego uderza, chłopak przytomnie kładzie się na masce, unikając poważniejszych obrażeń. Ale scena i tak jest szokująca.

Ludzie rzucają się w kierunku samochodu. Ktoś szarpie za drzwi, usiłując wyciągnąć ze środka kierowcę. Ten odjeżdża w amoku z piskiem opon. Całe zajście zostało nagrane. Pytanie tylko, czy w obecnej sytuacji odpowiednie służby zainteresują się zgłoszeniem.

Serbscy studenci i „London Calling”

Wieczorem zawziętość protestujących nie słabnie. U zbiegu Kralja Milana i Resavskiej, tym razem w samym centrum Belgradu, dochodzi do jeszcze jednej blokady.

Skrzyżowanie znajduje się – w linii prostej – jakieś pięćset metrów od siedziby serbskiego parlamentu. Resava, od której nazwę wzięła ulica, to prawy dopływ Wielkiej Morawy. Niespełna tydzień wcześniej przekraczałem ją w drodze do Kragujevaca.

Tutaj policja zabezpiecza manifestację, ale nie interweniuje. Atmosfera jest pokojowa. Z głośnika postawionego w oknie legendarnego Studenckiego Centrum Kultury płyną dźwięki „London Calling”, hymnu ulicznych rewolucjonistów, wzywającego do działania i solidarności w obliczu zagrożenia.

Asfalt naokoło upstrzony jest dziesiątkami napisów i malunków. Na środku skrzyżowania przesiadują grupki młodych ludzi. Jedni grają w karty, inni wpatrują się w ekrany telefonów.

Jeszcze inni przyglądają się sobie nawzajem z zaciekawieniem. Jakby nie dowierzali, że to wszystko dzieje się naprawdę.

Byle starczyło sił

Rano opuszczam Belgrad i ruszam na północ. Gdy mijam Nowy Sad, myślę o katastrofie budowlanej, do której doszło na początku listopada 2024 r.: zawalił się dach dworca kolejowego, zmodernizowanego tuż przedtem za kwotę 50 mln euro przez chińskie firmy. Zginęło kilkanaście osób.

Wydarzenie to – potraktowane jako symboliczne dla niewydolności państwa, dla wątpliwych relacji między światem polityki i biznesu – zapoczątkowało ostatnią falę protestów, która trwa do dziś. Choć od tego momentu upłynęło osiem miesięcy, społeczny sprzeciw wobec indolentnej i skorumpowanej władzy nie tylko nie słabnie, ale wręcz przybiera na sile.

Zanim przekroczę serbsko-węgierską granicę, zatrzymuję się na krótko w Suboticy, która z racji uwarunkowań geograficznych i historycznych odznacza się nie zawsze łatwo uchwytną odrębnością, jak cała zresztą Wojwodina.

Gdy właścicielka niewielkiego sklepu dowiaduje się, że jestem z Polski, pyta, skąd konkretnie. Nieco zaskoczony odpowiadam, że tym razem przyjechałem z Katowic. Zanim zdążę cokolwiek dodać, mówi, że zna Katowice. W reakcji na moje zdumienie, z rozbrajającym uśmiechem zdradza, że jej syn, siatkarz, gra w polskiej lidze.

Opowiadam, co widziałem w Belgradzie, i pytam, jak sytuacja wygląda na północy. Podobnie, mówi. Ludzie mają już dość. To jej zdaniem największa zmiana, jaką przyniosły ostatnie miesiące: powszechne odczucie, że zmiana jest konieczna. Żeby tylko starczyło nam sił do jesieni, dodaje z troską w głosie. Bo latem rewolucji nie będzie.

Wychodzę na pełne słońce. W duchu przyznaję jej rację. Secesyjna fasada pobliskiej kamienicy jest rozgrzana do białości. Lato jest tu zachwycające i bezlitosne.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru Nr 29/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Serbskie przesilenie