Bebel bez Schulza

Pomysł to piękny: teraz, gdy mija 80 lat od objęcia władzy w Niemczech przez Hitlera, przypomnieć w Berlinie o polsko-żydowskim poecie i malarzu Brunonie Schulzu. Ale okazuje się, że nie jest to takie proste.
Czyta się kilka minut
Kadr z filmu Benjamina Geisslera „Poszukiwanie rysunków” / Fot. Benjamin Geissler
Kadr z filmu Benjamina Geisslera „Poszukiwanie rysunków” / Fot. Benjamin Geissler

Trudno o lepsze miejsce do upamiętnienia Schulza w Berlinie niż BebelPlatz – z tamtejszą „zatopioną biblioteką”: miejscem pamięci, przypominającym o paleniu tutaj książek przez nazistów w marcu 1933 r.

Pomysł takiego upamiętnienia pochodzi od niemieckiego filmowca dokumentalisty Benjamina Geisslera, który w 2002 r. nakręcił film o swoich poszukiwaniach rysunków Schulza w Drohobyczu. Odnalazł tam rysunki z motywami z bajek, którymi artysta ozdobił pokój dziecięcy w willi zajmowanej przez prominentnego esesmana – zanim zginął, zastrzelony na ulicy Drohobycza 19 listopada 1942 r.

Wtedy, po odkryciu Geisslera, powszechną uwagę wywołała akcja przeprowadzona przez ludzi z izraelskiego miejsca pamięci Yad Vashem: przybyli oni potajemnie do Drohobycza i ukradli ze ścian część rysunków, niszcząc przy okazji całość dzieła. Teraz, po wieloletniej pracy, Geissler zrekonstruował zniszczony „pokój dziecięcy” Schulza, pod postacią mobilnej instalacji/wystawy. Ma być ona wystawiana w miejscach publicznych: od końca marca w Berlinie, a potem w Warszawie, Kijowie, Lwowie i na końcu w Krakowie.

Ale nagle pojawiły się problemy – i to akurat w Berlinie, mieście tak naznaczonym historią i podobno tak o historię dbającym. Stosowny urząd, wydający stosowne zezwolenia, poinformował mianowicie, iż nie może się zgodzić na taką instalację na placu Bebela. W uzasadnieniu czytamy: „Nie występuje tu optyczna i merytoryczna synergia między pomnikiem upamiętniającym spalenie książek (...) i czasowym miejscem pamięci, »pokojem dziecięcym Brunona Schulza«”; zdaniem urzędników zamysł Geisslera koliduje z „intencjami tego miejsca w aspekcie polityki pamięci”. Brzmi to nie tylko biurokratycznie, ale też arogancko. Warto przypomnieć, że w minionych latach na placu Bebela odbywały się najrozmaitsze imprezy rozrywkowe, bynajmniej nie mające nic wspólnego z pamięcią – od koncertów na wolnym powietrzu po pokazy mody.

Przeciw tej bezsensownej decyzji biurokratów organizuje się teraz ruch protestu. W artykule w stołecznym dzienniku „Tagesspiegel” głos zabrał Ernest Wichner, szef Literaturhaus, renomowanej instytucji kultury. „Jakież miejsce publiczne w Berlinie nadaje się lepiej do tego, aby przypomnieć o pisarzu, który w listopadzie 1942 r. (...) został zamordowany przez SS w swym rodzinnym mieście? (...) Los tego pisarza i jego dzieła artystycznego dotyka naszej teraźniejszości w sposób bardziej bezpośredni, niż są w stanie tego dokonać rytuały pamięci w wykonaniu polityków”.

Organizatorzy szukają teraz innego miejsca w Berlinie na wystawę. Koniec końców, pewnie się uda. Ale pozostanie niesmak. Uniemożliwienie upamiętnienia Schulza akurat na placu Bebela to dość kuriozalna polityka pamięci.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 12/2013