Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Auschwitz jest w nas

Auschwitz jest w nas

26.01.2015
Czyta się kilka minut
70. rocznica wyzwolenia obozu w Auschwitz to wydarzenie, które wywołuje szereg skojarzeń u Polaka i historyka, który – jak ja – urodził się 15 lat po zakończeniu wojny.
Auschwitz, 19 stycznia 2015 r. Fot. Paweł Ulatowski / REUTERS
W

Wytężając pamięć, przypominam sobie, ilu byłych więźniów dane mi było w życiu poznać. Myślę, że bliżej znałem dwunastu, w tym dwie kobiety. W poprzednich dziesięcioleciach nazywano ich potocznie „oświęcimiakami”, tak jak o KL Auschwitz mówiono wówczas z reguły „Oświęcim”. Obecna norma nazewnicza, nabierająca w naszym języku znamion normy językowej – przewidująca, że na określenie tego obozu używa się niemieckiej nazwy miasta, w którym w 1940 r. zorganizowali go Niemcy – jest pod każdym względem słuszna.
Niemniej to właśnie słowo „Oświęcim” wrosło od młodości w moją świadomość jako reprezentacja czegoś, co jest najstraszniejsze na tym świecie. Jako żywo, nie znajduję w moim wewnętrznym słowniku wyrażenia, które – zasłyszane – byłoby w stanie wywołać podobnie silny impuls zgrozy. Za „tamtym” słowem ciągną się i inne groźne skojarzenia. Na przykład słowo „obóz”: pamiętam, jak żołądek podchodził mi do gardła, gdy dawno, dawno temu, będąc juniorem, wyjeżdżałem na obóz... treningowy. A obraz „drutu kolczastego”...
Z czasem wszystko niby spowszedniało. Przecież zawodowo zajmuję się historią XX w. Przez dwa czy trzy lata bywałem co tydzień w Oświęcimiu, tuż obok obozu. Pracowałem tam jako wykładowca. Polubiłem wtedy to miasto i nauczyłem się cenić jego pełnych inicjatywy mieszkańców. Z czasem, z konieczności, musiałem też wziąć do ręki drut kolczasty, który potrzebny był przy montowaniu ogrodzenia w domu; do dziś w moich przepastnych piwnicach rdzewieje gdzieś jego szpula. Z czasem wszystko spowszedniało. No, może nie wszystko. Została przecież alergia na antysemityzm, motywowane rasowo i ideologicznie poniewieranie godności człowieka i wszelkie formy zorganizowanego państwowego terroru i przemocy.
Ale przed kilkoma laty przyszedł dzień, gdy zmarł pewien „oświęcimiak”. Był to mój nauczyciel i dobrodziej, a potem – jak myślę – również przyjaciel. Bardzo rzadko wspominał tamte dwa lata w Auschwitz. Błyskotliwy racjonalista, człowiek spełniony, pełen humoru i radości życia, mający rozległe i serdeczne kontakty w Niemczech. I ten oto niezwykły człowiek, gdy ostatecznie opuszczały go siły, widział znów dymiące kominy krematoriów i jako zbiegły, czyli ocalony więzień zakrywał numer obozowy na przedramieniu, „żeby go nie rozpoznali”. Auschwitz był w nim do końca, Auschwitz jest w nas wciąż jeszcze!
Nie przeceniając znaczenia tego subiektywnie poruszającego, ale przecież chwilowego i indywidualnego rozbłysku poznania, cieszę się, że w Europie formuje się szeroka koalicja instytucji, organizacji i inicjatyw, które pragną służyć sprawie pogłębiania i upowszechniania wiedzy o historii XX w., o jakże wielu jej mrocznych aspektach, a szczególnie o bezprecedensowej, zbrodniczej Zagładzie Żydów, której ogólnoświatowe upamiętnienie obchodzimy 27 stycznia, w rocznicę wyzwolenia Auschwitz.
Ważnym składnikiem tej koalicji jest Europejska Sieć Pamięć i Solidarność – organizacja, której członkami są Polska, Niemcy, Rumunia, Słowacja i Węgry, a stały Sekretariat mieści się w Warszawie. Sieć stawia sobie za cel inicjowanie i wspieranie międzynarodowego dialogu o historii minionego stulecia. Chcemy, by dialog ten wykorzystywał najnowszy dorobek nauki i był w pełni, czyli jak się potocznie mówi, do bólu szczery.
Pragniemy zarazem, aby dyskurs prowadzony był z poszanowaniem doświadczeń i wrażliwości partnerów, czyli tak, aby jego uczestnicy wzajemnie się wzbogacali, a nie zasiewali nieufność i lęk. Spodziewamy się, że działając w ten sposób, sprawimy z czasem, iż historia XX w. przestanie być polem dla manipulacji, służących realizowaniu doraźnych celów politycznych.
Warunkiem koniecznym jest w tym przypadku nie tylko wiedza o historii, ale przede wszystkim pamięć o „oświęcimiakach”. Bez nich nas nie ma, to jeden z fundamentów naszej tożsamości. ©

Prof. Jan Rydel jest koordynatorem strony polskiej Europejskiej Sieci Pamięć i Solidarność.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Uwaga! Przypominamy o ciszy wyborczej. Trwa ona od północy z 19 na 20 października do momentu zakończenia głosowania w wyborach samorządowych 21 października. W tym czasie nie wolno prowadzić agitacji wyborczej - czyli publicznie nakłaniać lub zachęcać do głosowania w określony sposób, również w internecie. Za złamanie zakazu agitacji grozi kara grzywny od 500 tys. do miliona zł.  

 

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]