Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Za kulisami listu biskupów

Za kulisami listu biskupów

09.11.2015
Czyta się kilka minut
Niemieccy biskupi i dyplomaci początkowo nie docenili „Orędzia”. Jego ciężar gatunkowy zrozumieli dopiero, gdy władze PRL uderzyły w polski Kościół.
Podczas Soboru Watykańskiego II Rzym znalazł się w centrum uwagi świata. Na zdjęciu: amerykańscy marynarze na placu św. Piotra, 1963 r. Fot. GETTY IMAGES
L

List polskich biskupów do „niemieckich braci w Chrystusowym urzędzie pasterskim” jest – jak dziś wiadomo – kamieniem milowym na drodze do polsko-niemieckiego porozumienia i pojednania. Okoliczności powstania tego dokumentu, a także niemieckiej odpowiedzi i gwałtownej reakcji władz PRL-u wciąż nie są w pełni wyjaśnione i nadal inspirują historyków.

W artykule tym chcemy przedstawić korespondencję dyplomatyczną, jaką w ostatnich miesiącach 1965 r. prowadziła zachodnioniemiecka ambasada przy Watykanie z bońskim MSZ. Depesze te dostępne są w Archiwum Politycznym niemieckiego MSZ od wielu lat, lecz dopiero niedawno, bo podczas prac nad wydaną w 2010 r. książką Władysława Bartoszewskiego „O Niemcach i Polakach. Wspomnienia. Prognozy. Nadzieje” trafiły one do rąk historyków i zostały tam we fragmentach wykorzystane.

Depesze te nie rewolucjonizują naszej wiedzy o reakcji strony niemieckiej na list polskich biskupów, lecz raczej weryfikują pewne przypuszczenia, inne zaś falsyfikują. Czynią to w sposób definitywny, gdyż w odróżnieniu od dostępnych dotąd informacji o losach „Orędzia”, pochodzących głównie z późniejszych wspomnień i wywiadów, depesze te pisane były równocześnie z rozgrywającymi się wydarzeniami.

Radca Jaeschke depeszuje
Treść „Orędzia” przygotował, jak wiadomo, biskup wrocławski Bolesław Kominek. Idea skierowania do Niemców fundamentalnego przesłania nurtowała go od lat, a obszerne fragmenty przyszłego listu powstały już w 1960 r. Stanowiły część niewygłoszonego przemówienia do członków ruchu Pax Christi, którzy chcieli odwiedzić Wrocław [patrz rozmowa z Robertem Żurkiem – red.].

Nie wiadomo dokładnie, kiedy bp Kominek zaczął i kiedy skończył pracę nad właściwym tekstem „Orędzia”. Bezdyskusyjne jest, iż już 4 października 1965 r. na zaproszenie Kominka odbyła się kolacja z biskupami Franzem Hengsbachem, Otto Spülbeckiem i Josephem Schröfferem, podczas której w serdecznej atmosferze dyskutowano o problematyce listu, a niemieccy goście zapoznali się z jego obszernymi fragmentami.

Niemiecka ambasada przy Watykanie w ciągu kilku dni dowiedziała się o spodziewanym liście i 10 października informowała o tym bońskie MSZ w depeszy. Podpisał ją chargé d’affaires Hans Wolf Jaeschke, a jej fragment brzmiał następująco: „Z bezwzględnie wiarygodnego źródła dowiaduję się, że polski episkopat przygotował obszerne pismo do niemieckiego episkopatu, które ma być 11 listopada przekazane przewodniczącemu fuldeńskiej konferencji biskupów kardynałowi Döpfnerowi. Pismo to, przedstawiając w sposób racjonalny historię obydwu narodów, ma wyrażać dążenie do wzajemnego zrozumienia. Starając się wzbudzić sympatię dla sytuacji Polaków, ma ono ze zrozumieniem potraktować położenie Niemców, a w szczególności wypędzonych, po wydarzeniach okresu wojennego i powojennego”.

Jak wynika z depeszy, w niemieckim środowisku w Rzymie prędko zaczęły krążyć wieści dość trafnie oddające treść przygotowanego listu. Niemieccy dyplomaci nie mieli natomiast ani w połowie października, ani przez cały prawie listopad wglądu w jego treść. Skutkiem tego w sprawie „Orędzia” zapanowało długie milczenie. Dopiero 30 listopada 1965 r. Jaeschke depeszował do Bonn: „Polscy biskupi przekazali w tych dniach niemieckiemu episkopatowi w ramach obszernego posłania zaproszenie do wzięcia udziału w uroczystościach tysiąclecia w Częstochowie w maju 1966 (...). Ze względu na polityczną doniosłość ewentualnego przyjęcia zaproszenia do Częstochowy, upraszam o kablową lub telefoniczną instrukcję w sprawie kroków, jakie należy podjąć wobec niemieckiego episkopatu”.

Bońskie MSZ zareagowało szybko i stanowczo: 1 grudnia przed południem dyrektor II Wydziału Politycznego, Franz Krapf, skierował do Jaeschkego depeszę treści: „Nie przewiduje się wpływania na decyzję niemieckiego episkopatu. Krapf”.

Prace nad odpowiedzią
Zważywszy, że „Orędzie” zostało przekazane do biura kardynała Josefa Fringsa już 18 listopada, zaskakuje trwająca prawie dwa tygodnie niewiedza niemieckiej ambasady. Niemniej zdaje się być zgodna z przebiegiem wydarzeń, jaki odtwarza historyk Karl-Joseph Hummel na podstawie kwerend w archiwum kardynała Döpfnera. Twierdzi on mianowicie, że Frings – ustępujący z funkcji przewodniczącego episkopatu – dopiero 27 listopada 1965 r. przekazał dokument swemu następcy kardynałowi Juliusowi Döpfnerowi, arcybiskupowi Alfredowi Bengschowi z Berlina i trzem biskupom, uczestnikom kolacji u Kominka. 29 listopada list otrzymali pozostali niemieccy biskupi obecni w Rzymie. I wieczorem tego dnia pracę nad tekstem odpowiedzi zaczęli abp Bengsch i jego współpracownik prałat Theodor Schmitz oraz – odrębnie – biskup Gerhard Schaffran z Görlitz.

30 listopada o dziesiątej rano zebrał się komitet redagujący odpowiedź, w skład którego weszli też biskupi Hengsbach, Spülbeck i Schröffer, którzy 4 października jako pierwsi poznali ducha i prawie na pewno treść polskiego listu. Zespół ten scalił dotychczasowe projekty.

Następna depesza w sprawie „Orędzia” wyszła z niemieckiej ambasady przy Watykanie 3 grudnia 1965 r. wieczorem. Jaeschke pisał m.in.: „Z bardzo wiarygodnego źródła dowiadujemy się, że zebrana w Rzymie niemiecka konferencja biskupów po dwukrotnych obradach nad treścią odpowiedzi (...) postanowiła dziś przed południem, że zostanie ona przekazana polskiemu episkopatowi na dzień przed zakończeniem Soboru, to jest w poniedziałek 6 grudnia 1965. Poruszone w niej mają być tylko te momenty niemieckiej i polskiej historii, które obydwa narody traktować mogą jako łączące je, inne zaś kwestie mają stać się przedmiotem dialogu, jaki zaproponowali polscy biskupi”.

7 grudnia 1965 r. ambasada RFN przy Watykanie przetelegrafowała do Bonn pełną treść odpowiedzi niemieckich biskupów. Mimo że radca Jaeschke nie był najlepiej poinformowany, o czym świadczy duża zwłoka, z jaką otrzymywał informacje z kręgów kościelnych, to jednak zastanawia pewność, z jaką pisze o dwukrotnych obradach biskupów nad odpowiedzią.

Informacja ta nie była dotąd znana – i nawet jeśli miałoby się okazać, że Jaeschke był i w tej sprawie nieprecyzyjny, to przyjąć trzeba za pewne, iż odpowiedź niemieckich biskupów nie powstawała bynajmniej „na kolanie”, lecz że przez co najmniej cztery, pięć dni poddawana była osądowi wielu niemieckich biskupów i innych duchownych, zorientowanych w polsko-niemieckich stosunkach politycznych i kościelnych.

Siedem tygodni ciszy
Akta bońskiego MSZ nie dostarczają informacji, co działo się z „Orędziem” między 4 października (tj. kolacją u Kominka) a 18 listopada 1965 r., czyli dniem przekazania go niemieckiemu adresatowi, a nawet 27 listopada 1965 r., gdy Frings przekazał go swym kolegom.

Czy jest możliwe, aby coś, co w pierwszej dekadzie października zelektryzowało zachodnioniemieckich świeckich i duchownych, znawców stosunków z polskim sąsiadem, zniknęło nagle aż na siedem tygodni z agendy niemieckiego Episkopatu i niemieckiej polityki? Jest to tym bardziej niezrozumiałe, gdyż dzięki upowszechnionemu w październiku 1965 r. tzw. Memorandum Wschodniemu Kościoła Ewangelickiego w Niemczech kwestia stosunku niemieckich chrześcijan do ówczesnej Polski była w RFN żywo dyskutowana. Zastanowienie budzi też cytowana już odpowiedź, jakiej MSZ udzieliło Jaeschkemu, zakazując mu wpływania na niemieckich biskupów w kontekście „Orędzia”.

Czy rzeczywiście sternicy niemieckiego MSZ byli tak wielkimi wyznawcami rozdziału Kościoła od państwa, że „przez noc”, bez namysłu, gotowi byli osadzić dyplomatę z ambasady przy Watykanie? Czy też może stanowczość wobec radcy Jaeschkego wynikała z tego, że biskupi odbyli już wcześniej konsultacje na zupełnie innym szczeblu?

Basil Kerski i Robert Żurek, autorzy książki o „Orędziu”, skłaniają się do wytłumaczenia, iż biskupi niemieccy w gruncie rzeczy nie przywiązywali większego znaczenia do polskiego „Orędzia”. „Póki chodziło o przyjacielskie rozmowy w kuluarach Soboru i o wzajemne zaproszenia na kościelne uroczystości, niemieccy biskupi byli otwarci. Działania na rzecz pojednania, które wymagały ryzyka i ofiarności, budziły jednak ich wątpliwości” – twierdzą obaj historycy.

Moment dezorientacji
Niemieccy dostojnicy kościelni, a także dyplomaci nie doceniali ani roli Kościoła w Polsce, ani politycznego kalibru i przenikliwości kardynała Wyszyńskiego, którego uważali za niepoprawnego nacjonalistę i zatwardziałego przeciwnika Niemiec. Irytowało ich, że wywód o historii stosunków polsko-niemieckich, stanowiący znaczną część „Orędzia”, odzwierciedla polski pogląd na tę kwestię, a nie zauważyli np., że polscy autorzy – nie wspominając ani słowem o NRD – deklarują de facto, iż podział Niemiec jest stanem nienormalnym i przejściowym. Ani tym bardziej nie zrozumieli, jak dalekosiężne oraz zbawienne skutki dla przyszłości Polski i Niemiec ma to jedno zdanie – o przebaczeniu.

Stopień dezorientacji ówczesnej niemieckiej polityki zagranicznej co do intencji polskiego Episkopatu i władz komunistycznych PRL ilustruje dobrze fragment raportu Alfreda Blumenfelda, zastępcy kierownika Misji Handlowej RFN w Warszawie (od 1963 r. była ona namiastką ambasady RFN). Pisał on 6 grudnia 1965 r.: „Pomimo iż od przekazania pisma polskich biskupów biskupom niemieckim minęło już wiele dni, ani tutejsza prasa, ani radio i telewizja nie odnotowały tego faktu”.

W tym samym czasie, gdy Blumenfeld pisał swój raport, Komitet Centralny PZPR przygotował już plan kampanii przeciw autorom „Orędzia”, która zaczęła się 10 grudnia...

Dopiero te wydarzenia oraz gwałtowne reakcje Moskwy i Berlina Wschodniego uzmysłowiły stronie zachodnioniemieckiej, jaki ciężar gatunkowy miał – zlekceważony przez nią początkowo – dokument. A także, jak wiele odwagi i wiary w słuszność swych przekonań potrzeba było, aby go sygnować. ©
Współpraca RAFAŁ ROGULSKI

Prof. JAN RYDEL jest historykiem, zajmuje się Europą Środkową i Wschodnią oraz relacjami polsko-niemieckimi w XIX i XX w. Koordynator strony polskiej w Europejskiej Sieci Pamięć i Solidarność (www.enrs.eu). Tekst w wersji rozszerzonej ukazał się w miesięczniku „Więź” nr 1/2011; skróty, tytuł i śródtytuły od redakcji „TP”.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]