Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Artysta pracowity

Artysta pracowity

21.07.2014
Czyta się kilka minut
To grafika, a nie wielkoformatowe obrazy, pozwala w pełni zrozumieć osobowość Rubensa. Jednego z największych intelektualistów w dziejach sztuki.
„Święta Katarzyna w chmurach” Fot. Miejska Galeria Sztuki w Zakopanem
A

AGNIESZKA SABOR: Pierwsze skojarzenia z Rubensem: intensywne kolory i tęgie kobiety...
Prof. dr URSULA BLANCHEBARBE: To krzywdzący, wręcz upokarzający stereotyp artysty, który był jednym z największych intelektualistów w dziejach sztuki. Rubens to wyrafinowany znawca Biblii i mitologii, polityk i dyplomata znający biegle kilka języków. Pozostawił mnóstwo arcyciekawych listów (część z nich dyktował po łacinie), interesowała go literatura piękna i architektura. Miał rzadką umiejętność skupienia się na kilku rzeczach naraz. Lubił eksperymentować (np. z technikami). Wszystko to znalazło odzwierciedlenie w jego twórczości. Mam nadzieję, że zakopiańska prezentacja 80 grafik Rubensa dobrze to udowodni. Jestem przekonana, że grafiki bardziej niż obrazy (które ze względu na duże formaty muszą być nieco „plakatowe”) pomagają zrozumieć osobowość tego artysty.
W Zakopanem pokazują Państwo fragment kolekcji znajdującej się w Muzeum w Siegen, miejscu urodzenia Rubensa.
Dość przypadkowym: Rubensowie znaleźli się tutaj, gdy ojca artysty oskarżono o romans z kobietą „z wyższych sfer”, wyjechali, gdy tylko udało im się zdobyć pozwolenie, zaś Peter Paul nigdy później do Siegen nie wrócił, czemu trudno się zresztą dziwić. Nasze muzeum mieści się o krok od miejsca narodzin malarza, na tzw. Górnym Zamku, który był siedzibą rodową niderlandzkiego rodu królewskiego.
Część ekspozycji poświęcamy starszej gałęzi dynastii Oranje-Nassau. Przypominamy też historię gospodarczą regionu, którego bogactwem były od zawsze rudy żelaza. Oczywiście istotne miejsce zajmuje w naszych zbiorach Rubens – reprezentowany kilkoma obrazami wielkoformatowymi i kolekcją 1500 grafik. Ważne, że pokazujemy go w Siegen w kontekście malarzy z jego najbliższego otoczenia: Antona van Dycka, Jacoba Jordaensa i Abrahama van Diepenbeecka.
Jaką rolę pełniła grafika w twórczości Rubensa?
Ogromną! Po pierwsze, była skuteczną formą „reklamy”, pomagającą rozszerzać krąg klientów i ustalać szczegóły przyszłych zamówień na obrazy. Po drugie, dało się na niej zarabiać: ten, kto nie mógł sobie pozwolić na obraz, zamawiał odbitkę miedziorytu. Zaś fakt, że wiele grafik odnosiło się do konkretnych obrazów, nie pomniejsza ich znaczenia: za każdym razem trzeba je było „przeliczyć”, wpisać w zupełnie inny format i kontekst. Na obrazy patrzymy przecież, gdy wiszą na ścianie, tymczasem grafiki bierzemy do ręki. Przekład jednej formy na drugą jest trudny.
W dodatku Rubens był perfekcjonistą, zwracał uwagę na każdy drobiazg. Zatrudniał najlepszych sztycharzy, bywając dla nich trudnym szefem. Dobrze ilustruje to pewna anegdota. W Zakopanem pokazujemy miedzioryt z 1623 r., przedstawiający bitwę Greków z Amazonkami, którego malarski pierwowzór znajduje się w Monachium. Rubens przywiązywał do tej pracy szczególną wagę: nie tylko wymagała ogromnej precyzji (skomponowana została z 6 kart o różnej wielkości), ale dedykowana była Alathei Talbot, chrześnicy Elżbiety I, żonie wpływowego angielskiego dyplomaty.
Rubens powierzył wykonanie płyty miedziorytniczej niezwykle zdolnemu sztycharzowi, Lucasowi Vorstermanowi. Ten, mając serdecznie dosyć pracodawcy, postanowił się zemścić: w dedykacji świadomie przestawił litery w nazwisku klientki... To był koniec ich współpracy. Niestety.
Trochę nie dziwię się Rubensowi. Jako przedsiębiorca musiał dbać o jakość produktów wychodzących z jego „fabryki”.
Był niezwykle zdolnym przedsiębiorcą! Zdawał sobie np. sprawę, że jego grafiki mogą być fałszowane (wiele kłopotu miał z tym procederem jego wielki poprzednik Albrecht Dürer). Dlatego usilnie starał się o tzw. „przywileje” chroniące jego prawa autorskie. Nie było o nie łatwo, sporo kosztowały, co kilka lat trzeba było je przedłużać. W dodatku Rubens nie chciał prowadzić działalności wyłącznie na rynku lokalnym: zdobywał przywileje rządów południowych i północnych Niderlandów, a także Francji, gdzie zobowiązał się regularnie wysyłać egzemplarze-dowody, które wzbogacały bibliotekę królewską. Nie znaczy to oczywiście, że całkowicie udało mu się wyeliminować fałszerzy.
Trzeba zdać sobie sprawę, jak potężny był warsztat Rubensa w Antwerpii. Zarządzanie nim wymagało wielkich zdolności menadżerskich. Zwłaszcza że Rubens – aktywny dyplomata – często wyjeżdżał w długie podróże: do Hiszpanii, Holandii, Anglii.
Czy w natłoku zajęć miał w ogóle czas, by samodzielnie przygotowywać ryciny?
W miarę postępu badań naukowcy znacząco ograniczyli liczbę rycin, co do których jesteśmy przekonani, że w całości wyszły spod ręki Rubensa. W Zakopanem pokazujemy dwie z nich: „Świętą Katarzynę w chmurach” oraz „Starą kobietę z chłopcem i świecą”.
Na szczególną uwagę zasługuje przedstawienie męczenniczki, którą widzimy w chwili niebiańskiego triumfu, gdy stawia stopę na najeżonym kolcami kole – narzędziu tortur. Obserwujemy wyzywające spojrzenie, wojowniczy gest dłoni, w której trzyma miecz, powiewające na wietrze fałdy sukni. Wrażenie potęguje fakt, że patrzymy na świętą z dołu, Rubens zastosował tu tzw. „żabią perspektywę”.
Zresztą, był wirtuozem nieoczekiwanych rozwiązań kompozycyjnych. Wypożyczyliśmy do Zakopanego również drugie co do wielkości dzieło graficzne Rubensa – złożone z trzech płyt „Podniesienie krzyża” (rytownikiem był w tym przypadku Jan Witdoeck), którego pierwowzór malarski powstał dla kościoła św. Walpurgii w Antwerpii, a od 1815 r. znajduje się w tamtejszej katedrze.
Żołnierze wznoszą właśnie krzyż i wiemy, że kiedy go ustawią, znajdzie się poza polem kompozycji, jakby „w innym świecie”. Na razie dzieli środkową część „tryptyku” (bo grafika przypomina ten typ ołtarza) w poprzek. Ten zabieg niesłychanie dynamizuje przedstawienie, przydaje mu dramatyzmu. Artysta zdecydował się na to rozwiązanie wiedząc, że obraz zawiśnie tuż pod wyobrażeniem Boga Ojca i Ducha Świętego. I powtórzył je w wersji graficznej.
Wystawa grafik wydaje się trudniejsza w przygotowaniu niż wystawa malarstwa. W dodatku Rubens ma dziś specyficzną recepcję. Z jednej strony wiemy, że to arcymistrz, z drugiej – nie jest tak popularny jak np. Caravaggio.
Myślę, że o popularności Caravaggia – nic nie ujmując dziełu tego geniusza – decyduje mroczna, tajemnicza, skomplikowana biografia. Rubens wiódł życie pracowite, stabilne i szczęśliwe. Trudno wykroić z tego scenariusz na spektakularny film. W dodatku był intelektualistą niezwykłej klasy, a to onieśmiela.
A jeśli chodzi o trudności związane z wystawianiem grafiki: ona jest trochę jak książka. Bardzo prywatna. Nie powinno się jej oprawiać w ramy, wieszać na ścianie, ale wziąć do ręki i pomału czytać. Oczywiście nie możemy takiej „lektury” zaproponować szerokiej publiczności. Możemy jednak sprawić, by widz zatrzymał się przed grafiką na dłużej, powoli rozczytując jej detale. W Siegen staramy się też od czasu do czasu zestawiać Rubensa z innymi artystami – np. Goyą czy Picassem (w twórczości ich wszystkich powraca temat wojny). Marzy mi się pokazanie razem Rubensa i Rembrandta, którzy reprezentują dwa oblicza Europy: katolickie i protestanckie.
Kiedy słyszy się Panią opowiadającą o Rubensie, odnosi się wrażenie, że ma Pani do tego artysty szczególnie emocjonalny stosunek.
Zajmuję się nim od wielu lat. To uczy pokory: czy w naszym pokoleniu odnajdziemy wiele osobowości takiego formatu, łączących w sobie tak wiele wartości – intelektualnych, estetycznych i etycznych? Świat z początku XXI w. nie dorasta Rubensowi do pięt.

Prof. dr URSULA BLANCHEBARBE jest historykiem sztuki, dyrektorem Instytutu Muzeów w Siegen, współkuratorem wystawy „Siła i patos” w Zakopanem.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarka, historyk i krytyk sztuki. Autorka książki „Sztetl. Śladami żydowskich miasteczek” (2005).

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]