Reklama

Artysta bez immunitetu

Artysta bez immunitetu

19.04.2007
Czyta się kilka minut
Rozmowy, które autor przeprowadził ze swoimi kolegami-artystami, układają się w rodzaj podsumowania pewnej epoki - epoki "sztuki krytycznej. Są manifestem, który pojawia się niejako ex post.
Grzegorz Klaman, "Flaga dla III RP", akcja w Galerii Wyspa w Gdańsku
T

To prawda, "sztuka krytyczna jako jedyna część polskiej kultury w wolnej Polsce potrafiła stanąć do otwartej konfrontacji ze społecznymi wyobrażeniami na temat nas samych". Prawdą jest też, że radykalizm tego nurtu zdaje się dziś wygasać, ustępując miejsca wyzwolonemu z ram malarstwu.

Zbiór rozmów, które Artur Żmijewski przeprowadził ze swoimi kolegami-artystami, staje się w tym kontekście rodzajem podsumowania pewnej (heroicznej?) epoki i szczególnym manifestem, który otrzymujemy niejako ex post. Nie oznacza to jednak, że wystąpienie powstało, gdy wszystko zostało już powiedziane: rozmowy, które się nań złożyły, odbywały się przez całe ostatnie dziesięciolecie XX wieku.

Stąd bierze się wielostopniowa forma "Drżących ciał": większość twórców (w tym także Grzegorz Kowalski - uznany za "ojca" sztuki krytycznej, jako że większość reprezentantów ruchu wyszła z jego pracowni) pojawia się w książce raz. Do Pawła Althamera i Katarzyny Kozyry Żmijewski powraca kilkakrotnie, pokazując nie tylko harmonie, ale i dysharmonie kolejnych etapów kształtowania się ich postawy - tak, jakby nie wszystko dało się opowiedzieć (i wysłuchać) od razu. Nawet jeśli rozmawiają sami artyści, bez udziału krytyka albo kuratora.

Zresztą autor książki jest jednocześnie jej bohaterem. Całość otwiera bowiem rozmowa, którą w 2006 roku ze Żmijewskim przeprowadził Sebastian Cichocki. Nie ma ona charakteru wstępu, ale wystąpienia artystycznego, równoważnego z tymi, które następują potem. Właśnie w tym miejscu znajdujemy definicję sztuki krytycznej, a także próbę odtworzenia jej źródeł i historii. Żmijewski mówi: "Artysta w społecznej optyce postrzegany jest jako szaman, demiurg, kolorowy ptak, trochę szaleniec, ktoś nieustannie chory, trawiony gorączką jakiejś nieusuwalnej dolegliwości. To jest oczywiście społecznie wyprodukowany fantazmat. I ten wszechobecny fantazmat chroni społeczeństwo przed rzeczywistym spotkaniem ze sztuką. Ale równocześnie chroni artystę przed rzeczywistą odpowiedzialnością za własne działanie".

Skutek jest samobójczy: swoisty immunitet twórcy obezwładnia go, odbierając wpływ na rzeczywistość. Dlatego zniszczenie obowiązującego społecznie fantazmatu stało się zadaniem, które przyjęli radykałowie lat 90. Sztuka, ich zdaniem, powinna stać się rodzajem holistycznego dyskursu - przyjmującego to, co wykluczone z innych jego form: emocje, sprzeczności, błędy... W tym sensie wszystkie skandale, które towarzyszyły prezentacjom twórców krytycznych, były mechanizmem koniecznym - świadczyły o ambiwalencji w odbiorze treści sztuki, a jednocześnie odbierały artyście jego immunitet. "Z jednej strony pełniły funkcję obronną przed treściami sztuki, z drugiej informowały o niewygodzie relacji z nią".

Dla Żmijewskiego sztuka jest rewolucyjnym elementem debaty politycznej i światopoglądowej - daleko wykraczającym poza ramy życia galeryjnego. Trawestując Czesława Miłosza, pyta: "Po co nam sztuka, skoro nie ocala narodów ani ludzi? Jeżeli nie potrafilibyśmy sztuką działać w rzeczywisty sposób w rzeczywistym świecie - to po co nam ona?". Ton tych słów przypomina zarówno utopie z początku XX wieku, jak i radykalne zaangażowanie z lat 60. (to argument przeciwko tym, którzy nurtu krytycznego nadal nie chcą wpisać do ciągu dziejów sztuki). I oczywiście o twórczości "rewolucjonistów lat 90." można mówić językiem debaty światopoglądowo-politycznej (nie bez powodu "Drżące ciała" ukazały się w serii "Krytyki Politycznej"). Obóz koncentracyjny z klocków Lego wykonany przez Zbigniewa Liberę zapoczątkował poważną dyskusję o recepcji Holokaustu i o sposobach przechowywania pamięci. Andrzej Karaś - kiedyś współlokator Katarzyny Kozyry i model pojawiający się w jej fotografiach, dziś niewystępujący już jako czynny artysta - był jednym z tych, którzy rozpoczynali w Polsce rozmowę o homoseksualizmie. W pracach Katarzyny Górnej powraca wynikająca z feminizmu zbitka skojarzeń: władza - opresja - ciało.

Ale czy sztuka krytyczna zamyka się w obrębie takiego właśnie dyskursu: światopoglądowo-politycznego, a zatem publicystycznego? To byłoby dla niej potężnym zagrożeniem. Książka Żmijewskiego - która sama w sobie jest dyskursem - przeczy tezie o całkowitej polityczności intymności artystycznego świadectwa, nierzadko wstrząsającego dramatyzmem stawianych sobie (i doświadczanych na własnej skórze) pytań o sens, moralność, granice życia i śmierci, jawy i snu. Nawet jeśli odpowiedzi bywają negatywne.

Grzegorz Kowalski mówi wprost: "W gruncie rzeczy poszukuję etyki. Sztukę można nazwać poszukiwaniem na własną rękę transcendencji, która naszemu życiu nadaje sens". Dlatego twórczość może być niebezpieczna: "to jest coś, co jest tyle samo warte co życie, a rządzi się innymi, nie do końca rozpoznanymi prawami".

Katarzyna Kozyra opowiada o cenie, jaką zapłaciła za swoją pracę dyplomową. Kiedy wokół "Piramidy" wybuchła afera medialna, a do redakcji jednego z programów telewizyjnych zadzwonił psychiatra, prosząc o adres dziewczyny, której trzeba pomóc, ogarnął ją wszechogarniający lęk: "Całymi tygodniami nie mogłam spać, pompowałam w siebie neospasminę. Siedziałam godzinami w wannie, bo woda mnie uspokajała. Pomarszczona od wilgoci kładłam się spać. W łóżku doganiała mnie histeria, więc zrywałam się i natychmiast napuszczałam wody do wanny".

Jednak to nie medialne potępienie, ale artystyczna konsekwencja okazała się trudniejsza do przetrwania. "Ludzie zabijają zwierzęta, to normalne, ludzie wciąż to robią. Więc skoro zabijają zwierzęta, a ja jestem człowiekiem, to też muszę odczuć, jak to jest, prawda? Skoro chcę użyć w swojej pracy skóry konia, powinnam być przy tym, jak ją zdejmują. Świadomie zdecydowałam się ponieść emocjonalne konsekwencje tego, co robiłam. Jak czułam się w prosektorium? Byłam spanikowana. Okropnie przeżyłam zabicie konia". Do doświadczenia granicznego prowadzą nieubłagane prawa logiki.

Te przeżycia domagają się jednocześnie świadectwa. Niewątpliwie, najistotniejszym tematem, z którym zmaga się sztuka krytyczna, jest cierpienie i proces umierania, a zarazem śmierć i związany z nią rozpad. Artyści posługują się dokumentem (czymże innym - mimo sztafażu przejętego z tradycji malarskiej - jest "Olimpia" Kozyry albo oskarżane o świętokradztwo "Obrzędy intymne" Zbigniewa Libery), unikając nieprzyzwoitości voyeryzmu. Wprost przeciwnie, brutalność tych świadectw stanowi memento rodem wprost z "Siódmej pieczęci". A jednocześnie jest w nich niezwykłe, bo wynikające ze współczucia dobro.

Wystarczy posłuchać opowieści Zbigniewa Libery o tym, jak rejestrował kamerą powolne odchodzenie własnej babci: "Modliła się na różańcu, który zawsze miała na szyi. (...) Później kilka razy zacisnęła sobie z tego różańca pętlę na szyi. Rozmawialiśmy z matką, że moralnie wątpliwe jest zabieranie jej różańca, ale musimy, bo babka się zadusi. I zabraliśmy go. Wtedy w bardzo krótkim czasie pojawiło się kręcenie nocnikiem. Myślę, że tu jest cała tajemnica. Czy to był rodzaj schorzenia: uporczywe i monotonne wykonywanie tej samej czynności? Czy to było coś z dziedziny mistyki? Może ona miała bezpośredni kontakt z Bogiem? (...) Gdy moja babka umierała, zastanawiałem się, czy wziąć kamerę... nie wziąłem. (...) Śmierć bliskiej osoby jest niezwykle dramatyczna. Nie chciałem odgradzać się od niej kamerą. To było niezwykle silne doznanie, trzy dni byłem w stanie załamania nerwowego. Całkowita destrukcja".

W tej opowieści nie ma krzty fałszu albo manipulacji. Artysta rzeczywiście przestał być demiurgiem, stając się jednym z nas.

***

I jeszcze jedno: książka Żmijewskiego przypomina, że sztuka krytyczna nie narodziła się wraz ze słynną "Piramidą zwierząt" Katarzyny Kozyry. Wszystko zaczęło się być może wraz z koncepcją Formy Otwartej Oskara Hansena. Potem pojawiła się stworzona przez jego uczniów Galeria Repassage, wreszcie - słynna "Kowalnia" na warszawskiej ASP. A to dowód, że radykalne i krytyczne myślenie o sztuce wcale się nie kończy.

Artur Żmijewski, "Drżące ciała. Rozmowy z artystami"; Bytom-Kraków 2007, Galeria Kronika i Ha!art, Seria Krytyki Politycznej.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarka, historyk i krytyk sztuki. Autorka książki „Sztetl. Śladami żydowskich miasteczek” (2005).

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]