„Anselm” Wima Wendersa: hołd złożony przez artystę innemu artyście

Ekranowy portret Anselma Kiefera Wendersa jak mało który film o sztuce pozwala przemówić nie tyle portretowanemu twórcy, co przede wszystkim jego dziełu.
Czyta się kilka minut
Kadr z filmu „Anselm”, reż. Wim Wenders, 2024 r. // Materiały prasowe
Kadr z filmu „Anselm”, reż. Wim Wenders, 2024 r. // Materiały prasowe

Reżyser „Perfect Days” ma wyjątkową rękę – albo raczej wnikliwe oko – do artystów. W ciągu ostatnich dziesięciu lat zdążył mistrzowsko sportretować brazylijskiego fotografika Sebastião Salgada (dokument „Sól ziemi”) i niemiecką choreografkę Pinę Bausch. Za każdym razem wędrówka ich śladami, zapisanymi w ruchu czy w obrazie, na ekranie zaczynała przemawiać z nową mocą. W drugim przypadku reżyser twórczo wykorzystał technologię 3D i tak też zrobił przy najnowszym „Anselmie”. Ale nawet bez trójwymiarowych gogli film dokumentalny o Kieferze pozwala na daleko posuniętą imersję. 

  • ANSELM – reż. Wim Wenders. Prod. Niemcy/Francja/Włochy 2023. Nowe Horyzonty VoD 

Reżyser „Piny” zbyt kocha tę twórczość, by zamknąć ją w statycznym i statecznym biopicu złożonym z gadających głów. Woli za pomocą kamery wydobywać z obrazów całą ich przebogatą fakturę, okrążać i przenikać na wskroś obiekty rzeźbiarskie, widzieć je wszystkie w sposób jak najbardziej przestrzenny, często umiejscowione w pejzażu. Kino pozwala odczuć wielkoformatowość tych prac – zwłaszcza wtedy, gdy Wenders wędruje po gigantycznych, godnych pozazdroszczenia pracowniach Kiefera pod Paryżem. Przypominają fabryki, choć nie w rozumieniu Andy’ego Warhola i jego „taśmy produkcyjnej”. Czujemy się w nich raczej jak w zakładzie metalurgicznym, gdzie właśnie odbywa się spust surówki, i zarazem jak w wielkich magazynach Ikei z kilometrami wielopoziomowych półek wypełnionych różnorodnym tworzywem. Artysta, o którym mówi się, że „zdzierał skórę świata”, poniekąd zmusza filmowy obiektyw do podobnego nicowania.

Owo grzebanie w fakturze miało u Kiefera wymiar nie tylko fizyczny i półtoragodzinny wideoesej Wendersa również to wydobywa. Powracające tutaj formy skamieniałe czy wyschnięte odnoszą się często do niemieckiej pamięci, a zwłaszcza do zbiorowego wyparcia zaraz po wojnie i jeszcze długo po niej. Anselm w swoim dziele dokonuje także rozrachunku z niemiecką kulturą. Jakże dwuznacznie brzmią słyszane w tle ckliwe niemieckie pieśni. Między gigantycznymi płótnami krążą duchy – te jaśniejsze (Paula Celana, Ingeborg Bachmann) i te ciemniejsze (Martina Heideggera). „Nie mam pojęcia, kim byłbym w 1930 czy 1939 roku” – mówi współczesny artysta, urodzony tuż przed kapitulacją Trzeciej Rzeszy i dorastający w ruinach. Jak na ironię, to on musiał nie raz tłumaczyć się z rzekomego „neoreakcjonizmu”, kiedy w swoich pracach kreatywnie wykorzystywał germańską mitologię czy nazistowski mundur. W ojczyźnie, przez długi czas niegotowej do przepracowywania historycznej hańby, z rozmysłem podejmował takie ryzyko, nic więc dziwnego, że wcześniej doczekał się uznania za granicą.

„Anselm” nie ukrywa, że jest hołdem złożonym artyście przez innego artystę. Wenders też chętnie sięga po różnego rodzaju tworzywa: mamy tu naoczne (czy wręcz namacalne) obserwacje, archiwalne zapisy, teatralne ustawienia. A nawet fabularyzowane inscenizacje, kiedy reżyser cofa się do dzieciństwa swego bohatera. Złośliwi mówią, że wymyślił je i wyeksponował, by dać czas ekranowy swojemu małemu wnukowi (tak, ten chłopiec rysujący w pokoiku na poddaszu, zaczytany w greckich mitach, to Anton Wenders).  Lecz fragmenty odegrane czy wizualne metafory podane czasem ręką nazbyt ciężką nie odbierają filmowi dokumentalnej szlachetności. Zresztą Kunderowskie rozważania wokół ciężaru i lekkości są tutaj reinterpretowane, także w odniesieniu do tego, co kruche (w znaczeniu przemijania) i niszczące (przemoc, wojna, czas). Materializują się pod postacią betonu, kawałów gruzu, zasuszonych słoneczników, sczerniałych makówek, białych sukien zwieńczonych cegłami...

Podpatrując surowy warsztat pracy Kiefera i punktując jego artystyczną drogę, niemiecki dokumentalista jednocześnie otwiera szerokie pole do refleksji. Również o tym, że niewielu artystów może sobie dzisiaj pozwolić na tak nieograniczoną wolność w materializowaniu swoich najśmielszych wizji.   Przede wszystkim z czysto materialnych powodów.    

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”