Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Amoris laetitia – radość miłości

Amoris laetitia – radość miłości

08.04.2016
Czyta się kilka minut
W piątkowe południe została zaprezentowana długo oczekiwana posynodalna adhortacja o rodzinie. Pisze o niej Piotr Sikora.
Kardynałowie Lorenzo Baldisseri i Christoph Schönborn pokazują egzemplarz posynodalnej adhortacji apostolskiej „Amoris Laetitia” podczas konferencji prasowej w Watykanie, 8.04.2016 r. / Fot. Andrew Medichini/AP/FOTOLINK/EASTNEWS
D

Dwa zgromadzenia Synodu Biskupów, poprzedzone ankietą rozesłaną do wiernych i powiązane z burzliwą dyskusją, toczoną publicznie także przez kardynałów. Przedmiot namysłu i debaty bardzo ważny dla większości wierzących – życie małżeńskie i rodzinne, także w sytuacji, w której ktoś zawinił, coś się nie udało i pierwszy, sakramentalny, związek się rozpadł, a tworzy się i trwa nowy. Synod Biskupów to jednak ciało doradcze, nie decyduje. Dla ogromnej większości katolików kluczowe było, co z tymi wszystkimi głosami zrobi papież, czy napisze dokument, w którym autorytatywnie rozstrzygnie ważne a kontrowersyjne kwestie, czy dopuści, na przykład, do komunii rozwodników żyjących w powtórnych związkach.

I oto w piątek, w samo południe została zaprezentowana długo oczekiwana adhortacja. Franciszek nadał jej tytuł: Amoris laetitia – radość miłości. Sam papież przestrzega, że nie jest to dokument, który można przeczytać pospiesznie, że by go zrozumieć, trzeba nad treściami w nim zawartymi dłużej pomedytować. Dlatego poniższy komentarz to tylko wstępne rozeznanie – na głębszą analizę przyjdzie czas trochę później.

Właśnie słowo „rozeznanie” jest kluczem do znaczenia tego dokumentu. Owszem, papież prezentuje w nim chrześcijańską wizję rodziny – od strony teologii i duchowości, a także dokonuje teologiczno-społeczno-kulturowej analizy sytuacji rodzinnej rzeczywistości. Ale najważniejsza zmiana dotyczy stosunku ogólnych teologicznych ideałów i reguł do niepowtarzalnego życia człowieka. Tu adhortacja kreśli zupełnie nową perspektywę wobec dotychczas dominującej kościelnej praktyki.

Oto już na początku adhortacji czytamy: „Nie wszystkie dyskusje doktrynalne, moralne czy duszpasterskie powinny być rozstrzygnięte interwencjami Magisterium. Oczywiście, w Kościele konieczna jest jedność doktryny i działania, ale to nie przeszkadza, by istniały różne sposoby interpretowania pewnych aspektów nauczania lub niektórych wynikających z niego konsekwencji” (AL 3) W części dokumentu specjalnie poświęconej najbardziej dyskutowanym kwestiom, tj. tzw. „sytuacjom nieregularnym”, papież stwierdza: „Biorąc pod uwagę niezliczoną różnorodność poszczególnych sytuacji, takich jak te wymienione powyżej, można zrozumieć, że nie należy oczekiwać od Synodu ani też od tej adhortacji nowych norm ogólnych typu kanonicznego, które można by stosować do wszystkich przypadków. Możliwa jest tylko nowa zachęta do odpowiedzialnego rozeznania osobistego i duszpasterskiego indywidualnych przypadków, które powinno uznać, że ponieważ ‘stopień odpowiedzialności nie jest równy w każdym przypadku’, to konsekwencje lub skutki danej normy niekoniecznie muszą być takie same”, a w przypisie dodaje: „nawet, gdy chodzi o dyscyplinę sakramentalną, ponieważ po rozeznaniu można uznać, że w danej sytuacji nie ma poważnej winy” i zaznacza, że Eucharystia „nie jest nagrodą dla doskonałych, lecz szlachetnym lekarstwem i pokarmem dla słabych” (AL 300).

Co to oznacza dla konkretnego człowieka? Ano to, że Franciszek wyraźnie stwierdza, iż to nie on, ani Synod, ani biskup, czy nawet spowiednik powinien rozstrzygać, czy dana osoba – choćby rozwiedziona i żyjąca w powtórnym związku – może w pełni uczestniczyć w Eucharystii – lecz tylko ona sama. Owszem, papież podkreśla, że potrzebne tu jest pokorne i dogłębne rozeznanie, którego nie można dokonać samemu – lecz tylko w dialogu z innymi członkami wspólnoty (choć, zgodnie ze słowami 312 punktu adhortacji, nie muszą to być koniecznie księża: „Zachęcam wiernych, którzy żyją w sytuacjach skomplikowanych, aby z ufnością podchodzili do rozmowy ze swoimi duszpasterzami oraz osobami świeckimi oddanymi Panu. Nie zawsze znajdą u nich potwierdzenie swoich własnych idei i pragnień, ale na pewno otrzymają światło, które im pozwoli lepiej zrozumieć to, co się dzieje, i będą mogli odkryć drogę dojrzewania osobistego.”). Na końcu jednak, to dany człowiek musi we własnym sumieniu rozeznać, jaka jest jego sytuacja przed Bogiem – czy dopuszcza ona pełnię uczestnictwa w Eucharystii. A możliwe jest, zdaniem papieża, że ta pozytywna sytuacja nie będzie w stu procentach odpowiadać ewangelicznemu ideałowi: „Sumienie może jednak uznać nie tylko to, że dana sytuacja nie odpowiada obiektywnie ogólnym postanowieniom Ewangelii. Może także szczerze i uczciwie uznać to, co w danej chwili jest odpowiedzią wielkoduszną, jaką można dać Bogu i odkryć z jakąś pewnością moralną, że jest to dar, jakiego wymaga sam Bóg pośród konkretnej złożoności ograniczeń, chociaż nie jest to jeszcze w pełni obiektywny ideał.” (AL. 303)

Podsumowując: papież bardzo wyraźnie podkreśla, że Kościół musi głosić pełnię Dobrej Nowiny, nie może więc nie głosić ewangelicznego ideału małżeństwa, jako wyłącznego związku, prowadzącego do pełnej jedności i trwającego całe życie. Z drugiej strony, i to jest rewolucyjna zmiana, Franciszek uznaje, że ów ideał musi być pociągającym wyzwaniem, a nie przygniatającym ciężarem dla tych, którzy nie mogą go osiągnąć w danych uwarunkowaniach życia. Możliwa jest zatem sytuacja, że konkretni rozwodnicy żyjący w powtórnym związku, uznawszy niedoskonałość swojej sytuacji, rozpoznają jednak, iż najlepszą dla nich drogą do Boga jest pogłębianie swojej wzajemnej relacji miłości i że integralnym elementem postępu na tej drodze jest pełne uczestnictwo w Eucharystii.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Teolog i filozof, publicysta, bloger, redaktor działu „Wiara”. Doktor habilitowany, adiunkt w Katedrze Filozofii Boga i Religii w Akademii Ignatianum w Krakowie. Członek Krakowskiej Grupy...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

No to czekam na naszego Nadpapieża Pana T, oraz innych wiedzących najlepiej, na przetłumaczenie przemyśleń Papieża Franciszka na język polsko-narodowo-katolicki i udowodnienie, że to nie rozwodnicy, ale ich biskupi a jeszcze lepiej komisje parafialno - diecezjalne mają decydować o pełnym uczestnictwie w Eucharystii tychże.

A poza tym, co ci Kardynałowie na zdjęciu powyżej tak się cieszą i uśmiechają? Wiadomo, że to nie przystoi. Popatrzcie na wystąpienia naszych purpuratów.

każdego grzesznika(człowieka), któremu "brak jest chwały Bożej". A ci purpuraci chcą ogłosić ewangeliczne miłosierdzie dla wszystkich(czy może tylko pokutujacych?)grzeszników w imię "szalonej" miłości Boga do człowieka. No i się cieszą z tego, nie przymierzając, "jak głupi baterią"...

Państwa nie irytuje moda na określanie Terlikowskiego mianem nadpapieża? Przecież supergamoń mu o wiele lepiej pasuje.

Bo Kardynalowie Baldisseri i Schönborn szanowny Melchiorze ciesza sie szczesciem innych.

Dobrze napisane. Nasi współrodacy, jak wiadomo, cieszyć się potrafią nieszczęściem rodaków. Niestety tacy jesteśmy.

Proszę Państwa, piszcie sobie co chcecie, komentujcie jak potraficie - ten dokument nie dotyczy polskiego kościoła katolickiego. Ten jest już bytem całkowicie od Watykanu niezależnym. Polscy biskupi - ba, nawet wiejscy plebani - otwarcie śmieją się papieżowi w nos. Można udawać, że się tego nie widzi, ale tak jest. Zaś król wcale nie jest nagi - ubiera się wporzo, mówili, że jeździ niezłą bryką, mieszka w Toruniu.

na przemian z rodu Borgiów lub Medyceuszy; i były to typy ojców mafii, dla których liczyła się przede wszystkim władza i kasa(jedno z drugim zresztą idzie nieodłącznie w parze). Teraz w Watykanie nie ma papieża-monarchy, tylko taki, co przybrał imię tego, który był "bratem najmniejszym". I tak ten papież próbuje się prowadzić. Tymczasem mentalni monarchowie pojawiają się(nie tak znowuż często) w kościołach kraju na Wisłą-lepsza taka zamiana, bo z globalnej perspektywy, najpierw widać Rzym, a potem jakiś Toruń...

dziwne, że o rodzinie autorytarnie wypowiadają się ludzie, którzy ten termin znają na ogół tylko ze wspomnień.

Szanowny Jarosław Nejno - nie chcę obrazić uczuć religijnych nikogo z otoczenia ani, tym bardziej, nikogo z forum, ale Pańska mowa o układach mafijnych sprzed 500 lat nakłoniła mnie do uczynienia wysiłku myślowego. I wyszło mi: jakie 500 lat temu, a czy obecnie nie kojarzą Panu się działania, organizacja, obrona swojego, z układami mafijnymi? Czy w naszym, podnoszącym się z kolan kraju, wdrożono zasady wynikłe z II Soboru Watykańskiego? Czy ktoś z "ludu bożego" zna do końca majątek naszego kościoła? Kto śledzi gospodarowanie setkami hektarów ziemi? kto wie jakie profity z tej ziemi wpływają i gdzie wpływają? Czy ja mogę mieć 100% pewności, że na "Panama papers" nie ma nazwisk naszych przewielebnych? Jaka kasa wpłynęła i jaka wpływa w struktury kościelne? Kto nią rządzi? No i tak dalej, im więcej myślę, tym więcej takich myśli mi się przewija. A to prowadzi mnie do wniosku jednego - działania mafijne. I w tym wszystkim biedny Franciszek próbujący coś zdziałać. I nic więcej.

Stawia mnie Pan w kłopotliwej sytuacji, bo mam oto odpowiedzieć na kwestie b. trudne i żłożone, a wszystko to najlepiej ujać w lapidarną wypowiedzić, może jakiegoś zręcznie podsumowującego problem bonmotu. Tego nie potrafię, tym bardziej, że problem "kościół" można rozpatrywać w róznym aspekcie-widzę,że Pana obchodzi przede wszystkim jego wymiar instytucjonalny. To mocno zawęża problem i w zasadzie niewiele jest w stanie wyjaśnić problem Kościoła w "jego wymiarze duchowym"(metafizycznym?). Spróbuję odwołać sie do historii i postaci Franciszka-tego świętego sprzed 800 lat, na którego imię i charyzmay powołuje się obecny papież: Otóż te 800 lat temu istytucja koscielna, była w poważnym kryzysie mentalnym("duchowym"), pomimi dość mocnej pozycji społecznej, jako współuczestnik świckiej władzy. Czy problemem była sama władza? Być może, bowiem Kościół Chrystusa miał być(jest)wspólnotą wiary, miłości i posługi drugiemu-przede wszytkim "nie-bratu wierze". Średniowieczne krucjaty(m.in.) pokazały,ze z tym duchem ewangelicznej posługi jest coś nie tak. Ale pzryszedł "szalony reformator" jako żebrzący kaznodzieja i nastapiła wielka odnowa społeczna w duchu wiekszego solidaryzmu miedzyludzkiego. Można powiedzieć, że ta historia powtarza się co jakiś czas-hierarchiczna instytucja jest coś jakiś czas nawiedzana przez "braciszka najmniejszego", dochodzi do zmian, a kościół dalej asystuje w tworzeniu historii świata. A papa Franciszek, to chyba obecne postać nr1 w życiu publicznym-o czymś to chyba świadczy?

Czego sobie i mnie podobnym życzę. Jestem za prosty użytkownik tego świata, nie wdaję się w rozważania teologiczne, historyczne, nie jest mi dany dar wiary bezwzględnej, bez pytań i wahań. Dlatego narzucają mi się takie myśli o jakich pisałem. Cóż mogę począć? Przez takie i podobne problemy oceniam naszych głównodowodzących polskim kościołem i ich przybocznych. Stąd moje rozgoryczenie, czasami, nie ukrywam, przechodzące w złość. Taki chudopachoł ze mnie. Jednakowoż, dziękuję za próbę tchnięcia otuchy we mnie.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]