Reklama

Ameryka zaczyna od nowa

Ameryka zaczyna od nowa

21.01.2009
Czyta się kilka minut
Korespondencja TP z Waszyngtonu: Przemówienie Baracka Obamy, choć pełne nadziei, pozbawione było łatwego optymizmu. Za to o powściągliwości w dwumilionowym tłumie, który słuchał przemówienia, nie było mowy. Wszyscy mówili bez wahania: przybyli do Waszyngtonu, bo to kawałek historii; Ameryka otwiera nowy rozdział.
"

"Stoję tu pełen pokory. Wyzwania, z którymi musimy się zmierzyć, są jak najbardziej prawdziwe.  Ale stawimy im czoła" - Barack Husejn Obama, syn afrykańskiego imigranta i 44. prezydent Stanów Zjednoczonych złożył przysięgę na egzemplarz Biblii, z której podczas swojej inauguracji półtora wieku temu korzystał jego bohater i poprzednik, Abraham Lincoln. "Zebraliśmy się tutaj, bo przedkładamy nadzieję ponad strach. ... Musimy powstać, otrząsnąć się z kurzu i na nowo podjąć wysiłek odbudowy Ameryki".

Tłum, który wypełniał waszyngtoński Mall - rozciągający się na długości ponad dwóch kilometrów trawnik między Kapitolem a Białym Domem - przypominał kolorowe reklamy firmy Benetton: biali i czarni, Latynosi i Azjaci, Indianie i Eskimosi; młodzi i starzy, na inwalidzkich wózkach i na szczudłach, z rowerami, z dziecięcymi wózkami, w długich do ziemi futrach i z kolczykami w nosie, w afrykańskich strojach i w kurtkach ze spandeksu, z dredami i z wygolonymi na głowach napisami Obama.

Od Alaski po Florydę, od Nowego Orleanu, po San Francisco, Detroit i Boston, niemal wszyscy bez wyjątku mówili bez wahania: przybyli do Waszyngtonu, bo to kawałek historii; Ameryka otwiera nowy rozdział, chcą być świadkami czegoś niezwykłego i opowiadać o tym swoim wnukom.

Mimo utrudnień w ruchu i wielogodzinnych kolejek przy kontroli bezpieczeństwa, nie słychać było narzekań - nawet wówczas, gdy posiadacze atrakcyjnych wejściówek do sektorów przy samym Kapitolu, w ostatniej chwili usłyszeli, że zabrakło dla nich miejsca. W tłumie, który mimo siarczystego mrozu, z kocami i pledami, jeszcze w nocy zaczął wypełniać Mall, panował ogromny entuzjazm i radość. Ludzie śpiewali i tańczyli; śmieli się i płakali. W powietrzu unosiło się niepowtarzalne napięcie.

Ale inauguracyjne przemówienie Baracka Obamy, choć pełne nadziei, pozbawione było łatwego optymizmu. Nowy prezydent mówił o ciemnych chmurach i szalejących burzach - wojnach i poważnym kryzysie gospodarczym, narastającej w całym kraju niepewności i obawom, że Ameryka musi zrezygnować z marzeń i ambicji.

Obama podkreślił, że obecna recesja nie jest li tylko wynikiem "chciwości i braku odpowiedzialności" indywidualnych ludzi, ale po części także konsekwencją zbiorowych zaniedbań i unikania trudnych decyzji.

Dodał jednak, że Amerykanie to naród, który nie chodzi na skróty i nie boi się ciężkiej pracy.  Swą wielkość i dobrobyt od pokoleń zawdzięczał tym, którzy tworzyli i produkowali, znanym i nieznanym wynalazcom, którzy odnosili sukcesy bo nie bali się ryzyka i ciężkiej pracy.

"Nadal pozostajemy jednym z najbogatszych krajów świata - nasi robotnicy nie są mniej produktywni, nasze umysły nie są mniej twórcze. Nasze możliwości nadal pozostają nieograniczone. Ale czas obrony interesu wąskich grup i odkładania trudnych decyzji minął".

"Gdziekolwiek spojrzymy, jest coś do zrobienia". Obama mówił o rozbudowie infrastruktury, inwestowaniu w naukę i nowe technologie. Podkreślał, że wolnorynkowa gospodarka nie ma w sobie równych, tkwi w niej bowiem siła tworzenia bogactwa. Musi jednak służyć wszystkim, nie zaś tylko wąskiej grupie najbogatszych.

"Imponujące wskaźniki ekonomiczne nigdy nie były jedynym wyznacznikiem dobrobytu Ameryki -mówił Obama - równie ważne było przekonanie, że wszyscy, którzy są gotowi do ciężkiej pracy powinni być w stanie zapewnić sobie lepszą przyszłość".

Obama mówił o konieczności powrotu do ideałów, w oparciu o które zbudowano Amerykę i które nadal stanowią inspirację dla całego świata. Podkreślił, że Ameryka znów jest gotowa, by owemu światu przewodzić i by wyciągnąć przyjazną dłoń do wszystkich, którzy szukają pokoju i godności.

"Odrzucamy fałszywy wybór między naszym bezpieczeństwem a ideałami.... Pamiętamy, że poprzednie pokolenia stawiły czoła komunizmowi i faszyzmowi nie tylko dzięki pociskom i czołgom, ale dzięki trwałym sojuszom i niezłomnym przekonaniom. Rozumieli, że sama potęga militarna nie może zapewnić nam bezpieczeństwa i nie uprawnia nas do tego, by postępować jak nam się rzewnie podoba. Zdawali sobie sprawę, że nasza potęga bierze się z roztropnego używania siły, że zawdzięczamy ją słuszności naszych przekonań.. pokorze i powściągliwości".

O powściągliwości w dwumilionowym tłumie, który słuchał przemówienia Obamy w Waszyngtonie, nie było jednak mowy. Dzieci machały chorągiewkami, staruszki wspinały się na słupy i drzewa. Mimo obecności ponad 35 tysięcy funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa, w Waszyngtonie - mieście, które przybyszom z zewnątrz często jawi się jako miejsce poważne i dość sztywne - od kilku dni panowała atmosfera fiesty. Uliczni muzycy przygrywali na bębnach, saksofonach i na własnoręcznie wykonanych instrumentach z hydraulicznych rur. Przybytki gastronomiczne kusiły specjalnymi "śniadaniami dla wodza" i wystawnymi obiadami, zainspirowanymi menu Abrahama Lincolna.

Inspiracji zdecydowanie nie brakowało także ulicznym handlarzom. Trzy Baracki za piętnaście" zachęcał mnie sprzedawca magnesów na lodówkę.  Chwilami trudno było oprzeć się wrażeniu, że w amerykańskiej stolicy ktoś ogłosił konkurs na najbardziej kiczowatą pamiątkę inauguracyjną: od kalendarzy i t-shirtów, po znaczki z Obamą, który wraz ze Snoopym kocha dzieci, na (życiodajnej?) wodzie mineralnej dedykowanej Pierwszej Rodzinie. Okolicznościowe wydanie komiksu ze Spidermanem, w którym z okazji Inauguracji gościnnie wystąpił Barack Obama, zniknęło z kiosków i księgarni w ciągu kilkunastu minut.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Ur. 1969. Reperterka, fotografka, była korespondentka Tygodnika w USA. Autorka książki „Nowy Jork. Od Mannahaty do Ground Zero” (2013). Od 2014 mieszka w Tokio. Prowadzi dziennik japoński...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]