Reklama

Ambicje i motywacje Emmanuela Macrona

Ambicje i motywacje Emmanuela Macrona

10.02.2020
Czyta się kilka minut
Historia się nie powtarza. Bywa jednak, że powtarzają się mechanizmy i motywacje.
7

75 lat temu, 5 lutego 1945 r., Charles de Gaulle – niezaproszony do Jałty – zażądał dla Francji statusu „zwycięskiego mocarstwa” (zastrzeżony dla USA, Wlk. Brytanii i Sowietów, dawał on wtedy przywilej kształtowania świata). Generał, który od niedawna był premierem (nieco samozwańczym, bo ciągłość państwa uosabiał obalony rząd Vichy), zagrał va banque. Jego aktywa były minimalne: przez cztery lata Francja była sojusznikiem Rzeszy, a jej wkład w pokonanie Hitlera był znikomy i nieporównywalny z wkładem Polski. Jednak de Gaulle wygrał (czemu, to osobny temat), a jego motywacje – w tym chęć ograniczenia wpływów USA i przekonanie, że przywódcza rola po prostu się Francji należy – miały charakter założycielski dla powojennej francuskiej polityki.

Dziś timing też nie jest przypadkowy. Zaraz po tym, gdy Wielka Brytania opuszcza Unię, prezydent Francji zaczyna przemyślaną grę. Jej elementami są starannie aranżowane wystąpienia – jak w paryskiej École de Guerre (Akademii Wojennej) w ostatni piątek; kolejne będzie w ten weekend, na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium – i równie starannie kreowane „nowe otwarcia”. Zwłaszcza to podczas wizyty w Polsce – najważniejszym kraju Europy Środkowej, który ostatnio stał się, mówiąc językiem analityki, proamerykańskim hubem polityczno-militarnym w regionie, i który nieufnie odnosi się do francuskiego flirtu z Putinem. Cel jest jasny: Macron wzywa Unię do budowania wspólnoty obronnej pod przywództwem Francji. Inaczej niż de Gaulle, nie musi grać va banque: kusi argumentem, że po brexicie Francja to jedyny kraj Unii mający broń atomową (w wielu komentarzach pojawia się więc już wizja francuskiego parasola atomowego chroniącego Unię). Natomiast, podobnie jak u de Gaulle’a, dużą rolę w grze Macrona odgrywa zapewne pogląd, że nie byłoby nic złego, gdyby USA ograniczyły swą obecność w Europie.

Zabiegi te warto obserwować. Podobnie jak reakcje w Unii, zwłaszcza w Niemczech. Koniec końców to one mogą być ważniejsze niż ambicje Macrona. ©℗

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz, kierownik działów Świat i Historia. Ur. 1967 r. W „Tygodniku” zaczął pisać jesienią 1989 r. (o rewolucji w NRD; początkowo pod pseudonimem), w redakcji od 1991 r. Specjalizuje...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Pan Pięciak potrafi wyjść ponad ten dominujący także w Tygodniku model dziennikarstwa "my-oni", "nasi-obcy", "obrońcy demokracji-wrogowie demokracji" itp. Nie sądzę aby pozycja Francji w Europie i na świecie miałaby wzrastać. Bardziej mnie przekonują amerykańscy analitycy, którzy wróżą wzrost znaczenia Europy Środkowej w tym i Polski. A z Francją warto robić interesy pod oczywistym warunkiem, ze będą to interesy korzystne także dla nas. Warto korzystać z doświadczenia Francji w dziedzinie energetyki jądrowej. Czyli elektrownie jądrowe w miejsce "karakanów".

ciekawie. Jego spojrzenie na Francję jako sojusznika nazistów i de Gaulle'a jako samozwańca zrywającego ciągłość państwową rozpoczętą rządami Vichy jest po prostu głupie i to do potęgi. Widocznie pan Pięciak łączy genezę Francji z rokiem 1940. Nawet nie widzę powodu by zniżać się do prób uargumentowania mojej oceny.

Wyróżnia się pozytywnie spośród koleżanek i kolegów z redakcji. Nawet jeśli geneza Francji nie jest specjalnie udana.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]