Reklama

Ładowanie...

Aguna znaczy literatura

Aguna znaczy literatura

11.12.2016
Czyta się kilka minut
Agnon przekuwa stan bolesnego zawieszenia i nieprzystawalności w literaturę najwyższej próby – jego proza to zbiór fascynujących opowieści o uniwersum pisma.
A

Aby lepiej zrozumieć prozę Szmuela Josefa Agnona, należałoby w pierwszej kolejności przyjrzeć się pseudonimowi, który wybrał sobie na początku kariery literackiej. Urodzony w małym galicyjskim miasteczku w 1887 r., najbardziej zasłużony pisarz literatury hebrajskiej przyszedł na świat pod nazwiskiem Czaczkes. Dopiero gdy debiutował w 1909 r. opowiadaniem „Porzucone żony”, przyjął przydomek Agnon, który zaczerpnął z tytułu swojego tekstu, brzmiącego po hebrajsku Aguna. To stary termin prawniczy, oznaczający kobietę, której mąż w taki czy inny sposób zaginął (w wyniku przypadku bądź na wojnie). Taka kobieta nie jest ani rozwódką, ani wdową, a nieobecność męża (który najprawdopodobniej nie żyje, ale nie ma możliwości potwierdzenia tego) sprawia, że jej status żony również zostaje zawieszony. Jak sugeruje Piotr Paziński, tłumacz właśnie wydanego zbioru opowiadań izraelskiego noblisty, kondycję aguny można z powodzeniem rozszerzyć także na samego pisarza, a nawet na status przedwojennych żydowskich intelektualistów.
Dla Agnona jednak owo prawno-egzystencjalne limbo, stan permanentnego zawieszenia, z którego nie ma wyjścia, staje się podstawową sytuacją literacką.
„Przypowieść o skrybie i inne opowiadania”, tom krótkich utworów prozatorskich, w których Agnon całe życie się specjalizował, jest dopiero drugą pozycją tego autora wydaną po polsku (nie licząc pojedynczych rzeczy publikowanych w czasopismach). Słaba obecność w Polsce pisarza nagrodzonego w 1966 r. Nagrodą Nobla tłumaczona jest przede wszystkim kontekstem historycznym – wydarzenia marcowe skutecznie powstrzymały wydawców przed publikacją w okresie, w którym było o nim szczególnie głośno. Nie tłumaczy to jednak, dlaczego tak późno nadrabiane są te zaległości.
W przestrzeni literatury hebrajskiej status Agnona jest tyleż niepodważalny, ile problematyczny. Uważany za ojca założyciela nowoczesnej prozy izraelskiej, szybko mianowany na klasyka – jego wizerunek widniał nawet na banknocie pięćdziesięcioszeklowym. I jak to zazwyczaj bywa z klasykami – zyskał powszechny szacunek, ale został przesunięty na bezpieczną i oswojoną pozycję autora znanego, ale mało czytanego. Być może dlatego, że dla kolejnych pokoleń powojennych izraelskich pisarzy jego język był nieco zbyt archaiczny, mocno zakorzeniony w sferze religijnej, a jego proza, rozpięta między trudnymi początkami budowania izraelskiego państwa a wspomnieniami galicyjskiej prowincji, okazała się zbyt anachroniczna. Amos Oz (przytaczany przez Pazińskiego w posłowiu) twierdzi, że Agnon był dla niego jednocześnie błogosławieństwem i przekleństwem, od którego, bezskutecznie, próbował się całe życie uwolnić.
Kontekst prawodawcy i założyciela nowoczesnej literatury izraelskiej jest bez wątpienia bardzo ważny, jednakże dziś, prawie pół wieku po śmierci Agnona, warto spojrzeć na jego prozę inaczej, traktując poważnie konsekwencje, jakie płyną z wyboru takiego, a nie innego pseudonimu. Niemalże wszystkie opowiadania zgromadzone w tomie „Przypowieść o skrybie...” oscylują wokół problemu księgi i tekstu. Zawieszając na moment olbrzymią żydowską tradycję, w której Agnon był bez reszty zanurzony, można potraktować je jako fascynujące opowieści o samym uniwersum pisma. Świetnym tego przykładem jest późne opowiadanie „Na wieki”. Jego bohaterem jest Adiel Amze, izraelski uczony, który całe życie poświęcił zgłębianiu historii zniszczonego przed wiekami miasta Gomlidata. Obsesyjna precyzja oraz podporządkowanie życia dziełu przywodzą na myśl zeświecczoną wersję talmudycznego mędrca studiującego bez końca Torę i jej komentarze. Gdy poznajemy Amzego, jest on już bliski ukończenia swojego opus magnum, brakuje mu jednak ostatniego szczegółu, więc odwleka w nieskończoność publikację książki.
I tu wracamy do kwestii aguny, czyli zawieszenia. „Czy autor, który odkłada wydanie swojego dzieła, nie przypomina mędrca, dla którego odwlekanie jest błogosławieństwem?” – pyta narrator opowiadania. Zdanie to doskonale opisuje kondycję Agnona, który przekuwa ów stan problematycznego i bolesnego zawieszenia w błogosławieństwo nieskończonej potencjonalności – przestrzeń literatury najwyższej próby. Przeczytany w ten sposób nie tylko przestaje być przykurzonym klasykiem, a wręcz wyrasta na jednego z najważniejszych pisarzy nowoczesności. ©

Szmuel Josef Agnon, PRZYPOWIEŚĆ O SKRYBIE I INNE OPOWIADANIA, przeł. Piotr Paziński, Nisza, Warszawa 2016

Autor artykułu

Krytyk literacki, stale współpracuje z Tygodnikiem Powszechnym. Redaktor literacki Conrad Festival, doktorant na Wydziale Polonistyki UJ. Prowadzi podkast literacki „Book’s not dead”.

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]