Z 44 kandydatów zostało dwóch liczących się: obecny prezydent Hamid Karzaj i były minister spraw wewnętrznych antytalibańskiego Sojuszu Północnego dr Abdullah Abdullah. Pozostali, mimo sympatii części wyborców, nie mieli większych szans.
Obaj tuż po wyborach ogłosili się zwycięzcami. Ale wojna domowa krajowi nie grozi, bo pogrążony jest on w marazmie i depresji: Afgańczycy nie wierzą, że mają jakikolwiek wpływ na wybór prezydenta. Społeczeństwo uległo zombizacji - nie ma w nim inicjatywy i chęci do aktywnego życia. Po 30 latach wojen Afgańczycy marzą tylko, żeby choć dwa dni z życia były do siebie podobne.
Teraz poszli do urn, ale bez wiary w zmiany. Bo co może zdziałać ponownie wybrany "podrzuconymi" - jak wierzą - głosami Karzaj, skoro - jak mówią - nie zrobił nic przez osiem lat? Nastawiają się więc na kolejnych pięć jałowych lat rządów amerykańskiej marionetki.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.














