Afgańskie wybory

Dzień, w którym w Afganistanie dokonywała się pierwsza w jego dziejach demokratyczna sukcesja władców, nie wyglądał na wiosenną jutrzenkę, wypełniającą serca nadzieją.
Czyta się kilka minut
Afgańczycy stanęli w kolejkach, by móc zagłosować w wyborach prezydenckich. Frekwencja zaskoczyła nawet komisje wyborcze; w niektórych zabrakło kart. Kabul, 5 kwietnia 2014 r. / Fot. Shah Marai / AFP / EAST NEWS
Afgańczycy stanęli w kolejkach, by móc zagłosować w wyborach prezydenckich. Frekwencja zaskoczyła nawet komisje wyborcze; w niektórych zabrakło kart. Kabul, 5 kwietnia 2014 r. / Fot. Shah Marai / AFP / EAST NEWS

Wyborcza sobota 5 kwietnia wstała chmurna, zimna, a w kolejkach do wyborczych lokali Afgańczycy kulili się przed deszczem. Niepogodę znosili bez niecierpliwości. Podobnie jak życie, jakie zgotował im los. 40 lat ciągłych wojen nauczyło ich, by do elekcji nowego prezydenta odnieść się z należytą powagą, ale nie łudzić się, że sama zmiana władcy cokolwiek rozwiąże.

Afgańskie wybory byłyby punktem zwrotnym, gdyby zostały zerwane przez talibów. Byłoby to najboleśniejsze świadectwo klęski Zachodu pod Hindukuszem. Przeprowadzono je jednak, choć w huku bomb i karabinowej palby. Gdy zostanie ogłoszony zwycięzca – być może dopiero pod koniec lata – Hamid Karzaj, jako pierwszy z afgańskich królów, emirów i prezydentów, złoży urząd, nie tracąc przy tym życia ani wolności.

Wraz z nim odejdzie epoka wyznaczona przez jego panowanie. Gdy nastawał pod koniec 2001 r., wyniesiony do władzy przez Zachód, zachwycano się wszystkim, co robił i mówił, a nawet jak się ubierał. Ale tak naprawdę Zachód zachwycał się samym sobą. Karzaj uosabiał przekonanie Zachodu, że jego wynalazki – demokracja, prawa człowieka i wolny rynek – to wytrych, który otwiera wszystkie wrota świata, na Saharze, w rozlewiskach Mekongu i pod Hindukuszem.

Pożegnaniu z Karzajem towarzyszy zaś gorycz zawodu, wzajemnych pretensji i poczucie zmarnowanych możliwości. Zachód jest rozczarowany Karzajem, a Karzaj Zachodem. Karzaj wstydzi się, że jest dłużnikiem Zachodu, Zachód próbuje na niego zrzucić winę za swoje klęski, wynikające głównie z jego własnej pychy. Nie potrafią się już zejść, jak kiplingowski Wschód z Zachodem.


WOJCIECH JAGIELSKI jest dziennikarzem PAP.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 15/2014