Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

130 000 000 tytułów

130 000 000 tytułów

24.06.2013
Czyta się kilka minut
Tomasz Makowski, dyrektor Biblioteki Narodowej: W małej gminie biblioteka jest azylem społecznym, do którego każdy może przyjść, by bezpłatnie spędzić godzinę czy dwie, przeglądając prasę, korzystając z internetu...
Okładka dodatku
A

ANDRZEJ FRANASZEK: Czytamy badania Biblioteki Narodowej i tradycyjnie już dowiadujemy się, że w naszym kraju czytelnictwo jest coraz mniejsze...

TOMASZ MAKOWSKI: W ostatnich latach w spektakularny sposób nie tyle nawet zmniejszało się samo czytelnictwo, co poczucie wstydu przed przyznaniem się do nieczytania.
Najważniejsze są trzy badane grupy. Pierwsza to tzw. czytelnicy rzeczywiści, którzy książkę czytają częściej niż raz na dwa miesiące. Ta grupa w ostatnich latach znacznie się zmniejszyła, ale przynajmniej ustabilizowała, stanowiąc 11-12 proc. badanych. Druga – to osoby z wyższym wykształceniem. W tej grupie rzeczywiście zachodzą procesy dramatyczne: w ciągu 12 lat 98 proc. czytających absolwentów szkół wyższych zmniejszyło się do 66 proc.! Jest to świadectwo wystawione polskiej edukacji i oznacza, że wkrótce osoby decydujące o naszym życiu publicznym, politycznym, gospodarczym czy w ogóle o jakości naszego życia będą dużo gorzej wykształcone, bo nie tylko nie czytają dla przyjemności, ale też w celach zawodowych, a zatem nie poszerzają swoich kompetencji. Osoby, które kończą dziś studia, nie zasilają grupy tradycyjnie rozumianej inteligencji: studenci, a nawet doktoranci mówią, że czytanie książek nie jest im potrzebne, że w pełni zaspokajają ich serwisy internetowe!
I wreszcie trzecia grupa, czyli 60 proc. Polaków, którzy w ciągu roku nie wzięli do ręki jakiejkolwiek książki – ani papierowej, ani cyfrowej. Parę lat temu myśleliśmy, że czytelnicy uciekają od „papieru” do „cyfry”, dziś wiadomo już, że tak nie jest. Na tabletach czy w internecie czytają tylko ci, którzy równolegle pochłaniają książki papierowe. Pocieszeniem jest jednak wskaźnik pokazujący, że w grupie nieczytającej w ciągu 2 lat o 9 proc. wzrosło czytelnictwo tekstów dłuższych niż 3 strony lub 3 ekrany komputerowe. Oznacza to, że rośnie liczba osób, które co prawda nie sięgają po książki, ale którym przestają wystarczać newsy: szukają komentarzy, analiz.
Niewątpliwie jednak zmniejszył się snobizm na czytanie. W Polsce nie widzi się polityka albo celebryty z książką: specjaliści public relations im to odradzają, bo ludziom książka kojarzy się z faktem, że ktoś się wywyższa. Od kilku lat biblioteki raportują, że młodzi adwokaci przekazują im księgozbiory odziedziczone po rodzicach, także prawnikach. Księgozbiór przestał być symbolem prestiżu, już nie buduje zaufania do adwokata. Próbowaliśmy nawet wpłynąć na scenarzystów polskich seriali: w serialach amerykańskich adwokat spotyka się z klientem na tle ściany pełnej książek, w polskich na tle pustej, białej ściany...
Powinniśmy bardzo głośno mówić, że czytelnicy książek są nie tylko bardziej kompetentni, ale też bardziej ciekawi świata, aktywni, otwarci, częściej chodzą na wybory, a nawet uprawiają sport, bo takie korelacje potwierdzają badania krajowe i zagraniczne. Społeczeństwa, które nie czytają, mają niski poziom kreatywności, boją się obcych, wyjazdu z miejsca zamieszkania, poszukiwania innej pracy niż dotychczasowa.

Doszły do głosu pokolenia młodsze, niewychowywane już w cieniu inteligenckiego etosu? A może coś się stało, kiedy w debacie publicznej pojawiło się pojęcie „wykształciuchów”?

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, choć początek tego procesu to okolice roku 2006 i można domniemywać, że w związku z coraz ostrzejszą debatą publiczną ludzie przestali wstydzić się rozmaitych radykalnych poglądów.
Na pewno młodsi czytają mniej niż kiedyś: jedna trzecia studentów oraz uczniów szkół średnich potrafi sprawnie przejść proces edukacyjny posługując się jedynie brykami, streszczeniami, ekranizacjami... Ale też najmniej czytają ludzie starsi, ci na emeryturze. Mają czas, ale nie potrzebę sięgania do książek, a zatem to nie jest tak, że szkoła przed 40 albo 50 laty wychowywała nas do czytania. Polska ma bardzo długą tradycję analfabetyzmu, dość późno wprowadzono tu powszechną edukację. Musi minąć kilka pokoleń, by pewne nawyki społeczne, szczególnie poza wielkimi miastami, stały się faktem.
Czytają przede wszystkim duże miasta, dramatem zaś jest nawet nie wieś, tylko miasteczka. Kiedyś istniały tam mniejsze lub większe księgarnie, dziś, praktycznie rzecz biorąc, w ogóle już ich nie ma. Co roku w Polsce o kilka tysięcy wzrasta liczba wydawanych tytułów, przy czym średni nakład to w tej chwili 3-4 tys. egzemplarzy. Tymczasem bibliotek jest 30 tys., nauczycieli – 600 tys. Teoretycznie nakłady powinny być znacznie wyższe, ale biblioteki ciągle – mimo wzmożonych działań Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a po części także samorządów – mają za małe fundusze, ludzie wykształceni zaś – za małą potrzebę kupowania książek. Pociesza nieco informacja, że po raz pierwszy od siedmiu lat wzrosła liczba książek wypożyczanych w bibliotekach publicznych. Jest to niezwykle ważne, ponieważ po 1989 r. zlikwidowano w dużym stopniu domy kultury, świetlice, małe kina, zaś Kościół abdykował niemal całkowicie z roli kulturotwórczej, którą pełnił np. w latach 80. I nagle okazuje się, że biblioteka jest podstawowym, jeśli nie jedynym miejscem dostępu do kultury. Biblioteka w małej gminie jest jedynym azylem społecznym: tam nie ma innego miejsca, do którego każdy może przyjść, aby bezpłatnie i bez tłumaczeń spędzić godzinę czy dwie, przeglądając prasę, korzystając z internetu, czytając książki lub zwyczajnie rozmawiając z bibliotekarką – bez względu na to, ile ma lat i w jakiej jest sytuacji materialnej.
Dokąd ma pójść dziecko rozwodzących się rodziców? Nie jest przyjemnie w domu, nie pójdzie do szkoły, bo ta jest zamknięta, ani do kawiarni, bo musi mieć pieniądze, ani do rodziny, bo będzie musiało tłumaczyć, co się dzieje w domu... Dokąd ma pójść starsza pani, która jest samotna, chce pobyć wśród ludzi bez tłumaczenia się i bez płacenia?
Jeszcze inna funkcja bibliotek to edukacja dorosłych. Dokąd ma pójść 60-, 70-latek i powiedzieć: nie umiem skajpować, a moja córka mieszka w Sydney, czy może mnie pani nauczyć? Biblioteki prowadzą kursy komputerowe, a bibliotekarze znajdują się nieodmiennie bardzo wysoko w rankingach zaufania społecznego, ludzie nie wstydzą się do nich przyjść i powiedzieć: nie umiem, proszę mi pomóc. Proszę też pamiętać, że m.in. z tych przyczyn biblioteki będą stale potrzebne. Dzisiejsi 20- i 30-latkowie za 40 lat też będą pewnie musieli uczyć się nowych technologii i prawdopodobnie część z nich będzie wykluczona z technologii cyfrowych, jak dzisiejsi starsi.

Pożegnaliśmy się z domem kultury, świetlicą, małym kinem, księgarnią na rynku miasteczka... Ta kruchość instytucji kultury jest spowodowana polską historią?

Cały wiek XIX, duża część XX to był czas, kiedy nie mieliśmy zaufania do władzy publicznej i nie budowaliśmy, poza krótkimi okresami, nowoczesnych instytucji podtrzymujących więzi kulturalne. Przed rozbiorami Polska dysponowała największą biblioteką oświeconej Europy. To była pierwsza biblioteka narodowa, czyli biblioteka braci Załuskich, utworzona w 1747 r. – przed francuską i brytyjską. To był też czas, gdy przy niemal każdym dworze i klasztorze funkcjonowała duża biblioteka. Wiek XIX to czas likwidacji nie tylko majątków, kasaty klasztorów po kolejnych powstaniach, ale także tych bibliotek. Do tego dochodzi słabość mieszczaństwa, może też mniejsza niż w państwach protestanckich zachęta do samodzielnej lektury Biblii. Ale to w dużej mierze sąd uproszczony, bo np. szkoły jezuickie, które w Polsce dominowały jeszcze w XVIII w., stawiały na czytanie i ich absolwenci byli całkiem dobrze wykształceni.
Musimy na nowo zdefiniować rolę bibliotek, jako podstawowych instytucji dla podtrzymywania zainteresowania kulturą na poziomie lokalnym. Temu służy Narodowy Program Rozwoju Czytelnictwa, zapowiedziany przed kilkoma dniami przez ministra Bogdana Zdrojewskiego, zachęcający biblioteki m.in. do pełnienia funkcji centrów dla organizacji pozarządowych. Chodzi o rozbudzenie aktywności na poziomie lokalnym, gdy roli kulturotwórczej nie spełniają już jak dawniej tradycyjne elity – nauczyciel, ksiądz, lekarz. Dlaczego liczba ludzi wypożyczających książki w Helsinkach jest mniej więcej identyczna z liczbą mieszkańców? Biblioteka jest częścią ich życia, idzie się do biblioteki po drodze z pracy czy sklepu. U nas nie ma tego odruchu. W Polsce rynek książki oceniany jest rocznie na ok. 2,5 miliarda złotych, tyle co w Holandii, kraju zdecydowanie mniejszym – obroty na naszym rynku powinny być dwukrotnie wyższe! Także na tle krajów regionu wypadamy źle: Czechy mają tylko 17 proc. nieczytających obywateli. A przecież od wynalezienia druku wydano mniej więcej 130 mln tytułów książek, w samej Polsce – 1,1 mln. I naprawdę w tej liczbie są książki na każdą okazję i dla każdego umysłu.

Jak zatem definiuje się rolę biblioteki centralnej?

Biblioteka Narodowa się zmienia. Dzięki cyfryzacji oraz internetowi staliśmy się największą biblioteką publiczną, jesteśmy czynni 24 godziny na dobę, w każdym miejscu świata można skorzystać z naszych zasobów – kilka dni temu minister kultury dokonał otwarcia ultranowoczesnej wersji cyfrowej Biblioteki Narodowej Polona. Wybudowaliśmy ogromny magazyn cyfrowy, czyli repozytorium, które starczy na wiele lat, jest to największe w krajowej kulturze repozytorium cyfrowe. W najbliższych latach chcemy zdigitalizować niemal całość polskiej produkcji wydawniczej, oczywiście z pełnym poszanowaniem praw autorskich. Coraz częściej zresztą autorzy przekazują nam tzw. licencję niewyłączną na prezentację w cyfrowej bibliotece – niedawno np. Krzysztof Varga przekazał nam prawa do niektórych swoich tekstów. Gromadzimy też publikacje elektroniczne: w zeszłym roku w Polsce zarejestrowano 36 tys. tytułów książek papierowych, publikacji elektronicznych – 22 tys.
Tak więc Biblioteka Narodowa chce udostępniać nasz dorobek kulturowy i naukowy, po to zresztą została powołana przez Prezydenta Mościckiego 85 lat temu: by być miejscem, w którym znajduje się cały dorobek piśmienniczy Polaków. Jednocześnie wspomagamy biblioteki w całym kraju: organizujemy kursy, wydajemy własne podręczniki. Gromadzimy także archiwa twórców polskiej kultury. Nie tylko pisarzy, ale też muzyków. Otworzyliśmy projekt Archiwum Jazzu Polskiego. Spadkobiercy Krzysztofa Komedy przekazali nam jego archiwum, w tej chwili rozmawiamy z kolejnymi twórcami, planuję za kilka lat wystąpienie do UNESCO o uznanie tego jazzowego archiwum za jeden z elementów pamięci świata, jakim jest np. muzyka Chopina. Rozmawiamy również z naukowcami, intelektualistami: przełomowe znaczenie miało archiwum Leszka Kołakowskiego, które przekazała nam pani Tamara Kołakowska.

Staracie się także promować czytelnictwo – m.in. za pomocą tzw. „Imienin Jana Kochanowskiego”...

Trzy czwarte nakładów beletrystyki to tłumaczenia z języków obcych. Dlaczego polscy pisarze są tak mało popularni we własnym kraju? Niejednokrotnie pisarze, tacy jak Olga Tokarczuk albo Andrzej Stasiuk, mają wyższe nakłady w tłumaczeniach np. w Niemczech niż w Polsce! I nawet jeśli takie bestsellery jak książki Kalicińskiej albo rozmowa z Danutą Wałęsową, osiągają pół miliona egzemplarzy, to tak naprawdę powinny osiągnąć milion. Skoro w telewizjach seriale amerykańskie zostały w dużej mierze zastąpione przez polskie, może przyszedł także czas na większe zainteresowanie naszymi pisarzami? Stąd pomysł na odbywające się w okolicach nocy świętojańskiej „Imieniny Jana Kochanowskiego”, czyli spotkania poświęcone polskim książkom.
Co roku Kochanowski będzie zapraszał na swoje imieniny innego twórcę – w tym roku był nim Julian Tuwim, a Jan Peszek wykonał „Bal w Operze” w podziemiach Świątyni Sybilli. Ponieważ są to imieniny, więc wszystko – w tę najkrótszą noc w roku – kończy się wielkim dansingiem w Ogrodzie Saskim. Stałym elementem jest też wykonanie „Pieśni świętojańskiej o Sobótce”, w zeszłym roku przez Barbarę Wysocką z Tomaszem Stańką, w tym roku przez Stanisławę Celińską. Organizujemy mecze poetyckie, podczas których dziennikarze, aktorzy konkurują ze sobą na znajomość wierszy, oraz oczywiście kiermasz książek i specjalny program dla dzieci.

Coraz więcej jest programów adresowanych właśnie do dzieci. One będą już miały nawyk czytania?

Przemysław Czapliński bardzo słusznie przypomina, że rodzimy się analfabetami. Sami z siebie nie rozumiemy przyjemności ani potrzeby czytania książek, jeżeli ktoś nas nie nauczy, to nigdy nam tego nie będzie brakowało. Wiemy – przynajmniej na podstawowym poziomie – jak osiągnąć przyjemność z jedzenia albo seksu, natomiast do czytania książek trzeba nas wychować. Dzieci widzące rodzica z książką reagują na nią inaczej niż te, które nie kojarzą dorosłości z lekturą.
W gruncie rzeczy jestem dobrej myśli. Jeżeli czytelnictwo jest na niskim poziomie, to na bardzo wysokim poziomie mamy piśmienność. Nigdy nie było w dziejach świata takiej sytuacji, by prawie 100 proc. populacji zastanawiało się, jak swoją myśl streścić w jak najmniejszej liczbie słów. A do tego nas zmusza SMS, e-mail, Facebook...

TOMASZ MAKOWSKI (ur. 1970) jest bibliotekarzem i historykiem, dyrektorem Biblioteki Narodowej i przewodniczącym Krajowej Rady Bibliotecznej.

Biblioteka Narodowa – liczby na koniec 2012 r.


35 x 30 mm najmniejszy dokument (XV w.)

1 900 lat wiek najstarszego rękopisu

3 290 564 wykonanych reprodukcji

7 492 757 odsłon witryny BN.org.pl

9 455 611 ogólna liczba zbiorów

49 079 708 razy odwiedzono Cyfrową Bibliotekę Narodową Polona od 2006 r.

Najczęściej oglądano Psałterz Floriański

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Ur. 1971 r. Redaktor działu kultury „Tygodnika Powszechnego”, krytyk literacki, pracownik Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, sekretarz Międzynarodowej Nagrody Literackiej im. Zbigniewa...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]