Bogu dzięki, Bóg nie istnieje.
A jeżeli jednak, przed czym Bóg niech nas ustrzeże,
Bóg istnieje mimo to?
Przysłowie rosyjskie
W naszych oświeconych czasach problematyka istnienia Boga straciła na znaczeniu. Przestał nas interesować "Bóg" abstrakcji, który rzeczywiście nie istnieje. Istnieje natomiast Bóg życia, Bóg ubogich i społecznego wyzwolenia, Bóg Jezusa.
Znacznie ciekawsza jest obserwacja, że ateizm niejako przechodzi lub już przeszedł na emeryturę. Warto tu bliżej określić pojęcie ateizmu w nowszej epoce. Jest on, najogólniej, wypieraniem się chrześcijańskiego pojęcia Boga, a więc wyrzekaniem wszechmocnego Stworzyciela nieba i ziemi, który w swych rękach nadal utrzymuje swe stworzenie i w dzień ostateczny będzie nad nim sprawować swój sąd, oddzielając dobrych od złych, dla dobrych otwierając niebo, a złych skazując na piekło.
W starożytności główny zarzut przeciw chrześcijanom posądzał tychże o ateizm, ponieważ nie oddawali czci bóstwom państwowym, a przede wszystkim odmawiali boskiego kultu cesarzowi. Także Sokrates, który w głębi swej egzystencji odcinał się od groteskowej gadaniny o greckim niebie bożków, i jako filozof znajdował się na drodze do wiary w jednego Boga, umierał z oskarżenia o ateizm.
Wina
Problemem naszej epoki nie tyle jest ateizm, ile kult bożków. Nie w tym rzecz, że Boga pozbawia się istnienia. Na naszych oczach niespodziewanie wyrasta fenomen oblicza Boga, które uległo perwersyjnej transformacji w wielobóstwo. Na co dzień sprawowany jest kult idoli. Panteon współczesnych bóstw wypełnia kult pieniądza, seksu, sportowych widowisk czy egzotycznych podróży w siną dal.
Era ateizmu wojującego w niedalekiej jeszcze przeszłości (w niemieckim narodowym socjalizmie, w zorganizowanym i bezpardonowym ateizmie Związku Radzieckiego oraz satelitarnego bloku państw socjalistycznych) - dziś należy do czasu zaprzeszłego.
Materializm, orientacja konsumpcyjna i światopoglądowa oraz religijna obojętność - oto znamiona współczesnego "praktycznego ateizmu". A mimo to wypowiedzi i twierdzenia "klasycznej" krytyki religii pojawiają się - choć w uproszczonej formie - wciąż od nowa.
Dla przykładu: że Bóg jest li tylko wytworem fantazji człowieczej, tego zdania jest już Ludwig Feuerbach (1804-1872). Według Feuerbacha sam człowiek "projektuje" (przerzuca) świadomość swej własnej istoty na "Boga" jako obiektywną rzeczywistość, czyli wszystkie swe niespełnione ludzkie życzenia, tęsknoty i nadzieje. Karol Marks natomiast reprezentuje pogląd, że tak "projektowana" religia jest złudzeniem, a niezaspokojonego swym losem człowieka pociesza wyimaginowanym istnieniem świata ponad-doczesnego, odciągając ludzi od wykuwania "rzeczywistego życia" na ziemi. Ten wytwór człowieczej fantazji Marks nazywa "zwichniętą świadomością świata"; taka religia jest "opium ludu", narkotykiem usypiającym jego czujność. Ta religijna krytyka jest w swym jądrze ostrą krytyką niesprawiedliwych stosunków społecznych i kończy się wezwaniem do ich obalenia, co w efekcie przyniosłoby uwolnienie się od wyobcowania i wyzysku człowieka.
Uwagę zwrócić należy wreszcie na okoliczność, że hasło "Bóg umarł" zwrotnie sprowadzić można do Fryderyka Nietzschego (1844-1900), który kategorycznie odrzuca chrześcijańskie wyobrażenia o Bogu. W ujęciu tego filozofa wiara w Boga jest szkodliwa i wroga dla życia.
W swym znakomitym szkicu "Chrześcijaństwo i Kościół w Europie. Pytanie o Boga jako pytanie o przyszłość" kard. Walter Kasper, jeszcze do niedawna przewodniczący Papieskiej Rady ds. Ekumenizmu, z zakłopotaniem diagnozuje dzisiejszy stan Kościoła w Europie. Przytoczmy ów werdykt: "Psalmista mówi: »Rzekł głupiec w swoim sercu: Nie ma Boga!«" (Ps 14, 1). Kardynał pyta: "Czy nie są to mędrcy, względnie wielu mających się za mądrych, którzy tak właśnie mówią? I w ten sposób dowód za istnieniem Boga z powszechnej zgody ludów zatracił, zdaje się, przynajmniej dla nas - Europejczyków Zachodu, swą przekonującą moc. Potwierdzają to ankiety. Jak wykazują poważne badania, w sprawach religii lokujemy się my, Europejczycy, w skali światowej jako tylne światło, a ludzie innych kultur dziwią się temu stanowi rzeczy".
Karykatura
Zatrzymajmy się zatem przy tych dwu argumentach, które przeciw Bogu wytacza ateizm: Bóg jest projekcją człowieka oraz Boga nikt nigdy nie widział, a więc Boga nie ma.
Padło już nazwisko Feuerbacha jako głosiciela tezy o projekcji. Sama jej myśl jest o wiele starsza. W tych kategoriach myślał grecki filozof Ksenofanes (ok. 570-470 przed Chr.). A wielcy poeci Homer i Hezjod, powiada Ksenofanes, opisywali bogów jako odwzorowanie świata ludzkiego i wyposażali ich w liczne, najróżniejsze atrybuty ludzkie (bogowie kradli jak ludzie, byli wiarołomni w swoich małżeństwach, rodzili się na tym świecie jak ludzie, nosili się jak oni i mówili po grecku).
Ksenofanes nie jest jednak ateistą, on tylko krytykuje naiwne obrazy bogów. Ksenofanes niszczy - aby użyć języka Marcina Lutra - obrazy obrazami. To zaś dowodzi, że o Bogu mówić można tylko nie wprost, tzn. wyłącznie analogicznie. O Bogu nie sposób mówić inaczej jak tylko właśnie przez sięganie po figury "projekcji". Ale już w następnym kroku wszystkie te ludzkie sądy i obserwacje należy zanegować i wznieść się ponad nie.
Feuerbach był zdania, że człowiek jako jednostka jest niedoskonały - lecz tenże człowiek jako istota i ogniwo gatunku jest nieograniczony, perfekcyjny, a tym samym boski. Filozof staje wobec konieczności uzupełnienia niedoskonałej jednostki innością drugich. Feuerbach buduje jednak na chwiejnym gruncie. Skąd bowiem wie, czy człowiek nie udoskonali tego, co zdrożne, nieludzkie. A nawet i wówczas, gdy człowiek etycznie osiągnie wysoki szczebel doskonałości, czy wtedy będzie już istotą boską? Chrześcijańska teologia mówi wprawdzie o "przebóstwieniu" człowieka. Ten rodzaj boskości nie wypływa jednak z jego natury, lecz jest czystym darem, uczestnictwem w Bożym synostwie Jezusa Chrystusa.
Wiek XIX mocno ostudził tę mrzonkę w konsekwencji wspaniałego rozwoju nauk, lecz marzenie śniono nadal. I dopiero wiek XX radykalnie podminował wiarę w samouwielbienie człowieka, wystawiając ją na ciężką próbę. To, co przy tym się wydarzyło, było straszliwe ponad wszelką miarę. Krótko mówiąc: społeczeństwo, które już więcej nie czuje się związane Dziesięciorgiem Przykazań, ponieważ samo siebie uważa za doskonałe, wyzbywa się wszelkich etycznych hamulców w poniżaniu i pogrążaniu człowieka w błocie.
W żadnej epoce nie wylały się takie strumienie krwi jak w wieku XX. W żadnym stuleciu nie podejmowano szaleńczej próby eksterminacji całych narodów. Zauważono gdzieś, że ten, kto nie wierzy w Boga, wierzy w cokolwiek, wierzy w byle co i w byle kogo. Do rangi bóstw zaczęły awansować więc takie postacie, jak Lenin, Hitler, Stalin, Mao Tse Tung...
W tym świetle niewierzący nie znajduje się w doborowym towarzystwie. Może tu ktoś oczywiście zauważyć, że przecież nie każdego ateistę wolno inkorporować w szeregi wymienionych "tytanów ateizmu", wśród których też nie wszyscy byli ludobójcami czy inspiratorami Holokaustu. Jest to jednak nader poglądowy obraz sytuacji, jak łatwo humanizm bez Boga wynaturzyć się może w horrendalne bestialstwo.
Być może jest jednak i tak, że ludzi przeczących istnieniu Boga w ogóle nie należy nazywać niewierzącymi czy ateistami. Czyż wszyscy oni nie są raczej wierzącymi "inaczej"? Częstokroć odrzucają istnienie nie tyle Boga, ile obrazy, jakie sobie o Nim wyrobili, lub Jego karykatury, jakie im wpajano w wychowaniu rodzinnym lub szkolnym. W rzeczywistości również ich spokojnie nazywać można wierzącymi, ponieważ wierzą w nieistnienie Boga, pod ręką nie mając po temu żadnych obalających argumentów.
Kiedy w 1706 r. stary francuski i ateistyczny hrabia Gramont leżał na łożu śmierci, usłyszał, jak jego małżonka odmawia "Ojcze nasz", i odezwał się do niej: "Comtesse, ta modlitwa jest bardzo ładna, któż ją ułożył?".
Obłęd
A czy - odzywając się raczej z bocznej trybuny i otwarcie - jedną z przyczyn dzisiejszego ateizmu nie jest wcale kwestia Boga, lecz raczej grzeszny Kościół, który członkostwa licznych aktualnych ateistów rzekomo nie jest godzien?
Porównaj: dzisiejsza skandaliczna afera księży uwikłanych w seksualne nadużycia, konsekwencją której jest na Zachodzie potężna fala oficjalnego występowania wiernych z Kościoła, a na której to fali coraz częściej podnoszą się głosy: opuszczamy Kościół, lecz się nie staczamy na niziny ateizmu. Bóg nade wszystko! "Kościół nie, Bóg tak!" - brzmiało hasło sprzed kilkunastu już lat.
Immanuel Kant, XVIII-wieczny książę filozofów i arcymistrz dyskursywnego myślenia, skonstruował dziesięć dowodów za i dziesięć dowodów przeciwko istnieniu Boga. Filozoficzny remis?
A Richard Dawkins, biolog nauczający w Oxfordzie ewolucji, napisał w 2006 r. książkę "Bóg urojony" - oryg. "The God Delusion", czyli w istocie "Boski obłęd". Sam tytuł mówi za siebie: kto wierzy w Boga, ten pogrąża się nie tylko w błędzie. Jest zaślepiony. Cierpi na maniakalne wyobrażenia. Książka ilustruje to jeszcze wyraźniej: wierzący w Boga są niebezpieczni dla społeczeństwa. Pilnie potrzebują pomocy, która wyzwoli ich spod określonych chorobliwych nacisków działania.
Ślepota
Drugi blok problematyki Boga w zetknięciu z ateizmem sprowadza się do twierdzenia, że Boga nie oglądało nigdy ludzkie oko, co świadczy o tym, że On nie istnieje.
Sąd ten opiera się na naczelnej zasadzie nauk przyrodniczych o możliwości przewidywania, względnie sprawdzania danej tezy. Słynne zdanie Galileusza głosi, że nauki przyrodnicze mierzą nie tylko wszystko, co jest wymierzalne, lecz miarce i wadze próbują poddać wszystko, czego zmierzyć się nie da. Niepohamowany ów trend - mimo wielu sukcesów w poszczególnych dziedzinach - obejmuje jednak tylko bardzo określony wymiar rzeczywistości.
XIX-wieczny triumf nauk przyrodniczych i techniki doprowadził do absolutyzacji metody tych nauk, które podniesione zostały nawet do rangi światopoglądu. Nie mówiono już więcej: "my ograniczamy się do tego, co można policzyć i zmierzyć", lecz zaczęto hołdować hasłu: "istnieje tylko to, co się da policzyć i zmierzyć". To posunięcie zdecydowało o tym, że z rzeczowego metodycznego samoograniczenia wyrosła naukowo-przyrodnicza światowa teoria, roszcząca sobie prawo do monopolu w interpretowaniu świata - interpretowaniu abstrahującym od Boga. Z metodycznie sensownej i selektywnej wizji świata powstała teoria rzeczywistości. Był to ciężki błąd metodyczny, jaki poważnym naukowcom przydarzyć się nie powinien. Teoria ta prowadzi do wiedzy o tym, jak przebiegają procesy materialnego świata. Nie jest natomiast w stanie odpowiedzieć na wielkie pytanie: dlaczego świat istnieje i jaki jest cel jego istnienia.
Mówmy konkretniej: straszna byłaby to rzeczywistość, gdybyśmy mogli stojącego przed nami człowieka zredukować do tego, co jest w nim wymierzalne. Jest tego wprawdzie bardzo dużo: wiek, waga, wzrost, objętość pasa, kolor włosów, grupa krwi itd. Ale czy te laboratoryjne dane otwierają nam oczy na to, kim człowiek jest sam w sobie?
Wysoce wskazane byłoby skonsultowanie Starego (Pierwszego) i Nowego Testamentu. Biblia jest zbiorem doświadczeń określonej grupy ludzi. Chrześcijańska wiara stanowi owoc długich dziejów wiary generacji, które wraz z Bogiem Izraela zaskarbiły wiele przeżyć. Były to doświadczenia mężczyzn i kobiet w szczęściu i nędzy, w zdrowiu i chorobie, świętości i poczuciu przewinień.
Dla chrześcijan wszystko, czego z Bogiem doświadczył Izrael, koncentruje się w Jezusie Chrystusie. To o Nim mówi Ewangelia św. Jana w jednym z najcenniejszych zdań nowotestamentowej teologii: "Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył" (1, 18).
Tymi słowy potwierdzone zostaje ateistyczne zdanie: "Boga nikt nigdy nie widział" - jest ono zarazem pozbawione swego działania. Boga istotnie nikt nie widział. Jest On Bogiem ukrytym i ukrytym być musi, ponieważ człowiek nie mógłby znieść splendoru Jego chwały. W historii ludzkości mamy jednak do czynienia z procesem poznawania Boga. A w Izraelu funkcjonują dzieje spotkania z Bogiem, które w Jezusie osiągnęły swój cel. W nim Bóg dał się ostatecznie poznać. Ten moment jest Jego ostateczną obecnością w świecie. Kto widzi Jezusa, ten widzi Boga.
Natomiast mówienie, że istnieje tylko to, co można widzieć i zmierzyć, tak samo zakłada wiarę. Jakkolwiek by było, na korzyść swojej pozycji chrześcijanin zawsze może powoływać się na to, że w świecie od początków homo sapiens istniała religia oraz że od XIX wieku religia, wciąż noszona do grobu - nadal żyje i życiem tryska.
Rosyjski teoretyk literatury Michaił Bachtin wypowiedział święte słowa: "Wiara żyje tuż na granicy z ateizmem, spogląda nań i go rozumie; ateizm żyje tuż na granicy z wiarą i rozumie wiarę".
Ks. prof. Alfons Józef Skowronek (ur. 1928) jest jednym z najwybitniejszych polskich teologów, emerytowanym wykładowcą UKSW, ekumenistą, członkiem redakcji międzynarodowego pisma "Concilium". Ma w dorobku ponad 500 artykułów i 18 książek, m.in. "Aniołowie są wśród nas", "Kim jest Jezus z Nazaretu?", "Kościół w burzliwych czasach".
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















