Źródło pocieszenia i radości

Na naszych oczach w Krakowie powstał jeden z najciekawszych festiwali muzyki dawnej. Nie tylko w polskiej skali...

18.04.2007

Czyta się kilka minut

Kiedy w 1963 r. Nikolaus Harnoncourt (rocznik '29) wraz ze swoim Concentus Musicus nagrywał "Koncerty Brandenburskie" Bacha, musiał to robić w dziesięciosekundowych sekwencjach - tak długo blacha instrumentów dętych mogła utrzymać się we właściwym stroju. Drugie pokolenie wykonawców (Christopher

Hogwood, John Eliot Gardiner, Paul McCreesh, Alan Curtis czy Philippe Herreweghe) nie miało już tego typu problemów: technika grania na dawnych instrumentach, a także sposób ich rekonstrukcji, bardzo się rozwinęła. Późne lata 90. to wysyp zespołów spod znaku "nowego konserwatyzmu", który jednak (jak zauważył Trevor Pinnock) niesie ze sobą ryzyko utraty "intuicji odkrywcy", niezbędnej choćby po to, by nie popaść w rutynę.

Fabio Biondi, Hervé Niquet, Giovanni Antonini i Ottavio Dantone - goście tegorocznego Festiwalu - to już trzecia generacja tego artystycznego odłamu. Pokolenie czterdziesto-, pięćdziesięciolatków zachowujące świeżość spojrzenia, a przy tym imponujące rzemiosłem. Prezentujące wszystko, czego można oczekiwać od muzyki baroku: entuzjazm, radość ze wspólnego muzykowania, wiedzę i profesjonalizm oraz - co dziś w cenie - niekwestionowaną indywidualność.

Weźmy Biondiego - niegdyś kontestator, pragnący za wszelką cenę dowieść prymatu muzyki weneckiej i przywracający jej dawne, pulsujące życiem kształty - dał się poznać od strony bardziej refleksyjnej. Przedstawił polską premierę oratorium "La Santissima Annunziata" Alessandra Scarlattiego, alegorycznej przypowieści opartej na biblijnej historii Zwiastowania. Ale nie dajmy zwieść się pozorom: to ciągle ten sam genialny, trochę szalony artysta, choć może bogatszy o parę pomysłów, eksperymentów, badań. Miast dotychczasowych fajerwerków, zdrowego szaleństwa w połączeniu z nadzwyczajną, nieomal "zwierzęcą" muzykalnością serwuje nam interpretację dogłębnie przemyślaną, dopieszczoną w szczegółach, a jednocześnie rozkołysaną i spontaniczną.

Rozumiejąc odrębność i oryginalność kompozytora (w przeciwieństwie do Haen­dla Scarlatti nie był twórcą o teatralnym zacięciu), Biondi w pierwszym rzędzie stara się zobrazować duchowe stany rzeczywistych i personifikowanych postaci: Pokory (Marina de Liso) - tutaj niekiedy przekornie dumnej, Dziewictwa (Marta Almajano) i Podejrzliwości (Magnus Staveland). Roberta Invernizzi jako Maria, wahająca się, czy przyjąć wielki dar i zarazem ciężar ("Wobec tak wielkiej Tajemnicy zbyt małe jest serce moje"), jest w swojej niepewności niezwykle wzruszająca: czuła, bogobojna, niekiedy silna, innym razem melancholijna i oniryczna. Jej głęboki, ciepły sopran doskonale wypełnia nie najwyższej próby wersy libretta Ottoboniego. Zastanawiające, jak wiele daje do myślenia szlachetność jej barwy głosu w porównaniu z sopranem Emanueli Galli - Anioła, której jasny, krystalicznie czysty wokal pełen jest gwałtownych, podniosłych emocji.

Czy mogło być piękniej? Wątpię. Wychodząc z koncertu myślałam, że oratorium było najpiękniejszym wydarzeniem Festiwalu. A jednak drugiego wieczoru w kościele św. Piotra i Pawła ponownie usłyszeliśmy Biondiego z zespołem Europa Galante: w okrojonym składzie muzycy zagrali Sinfonię f-moll Locatellego i Concerto grosso A-dur na smyczki i basso continuo Mascittiego. Instrumentalne kompozycje wykonane zadziornie, z nerwem, stanowiły jednak tylko preludium do "Stabat Mater" Luigi Boccheriniego, na sopran i kwintet smyczkowy. O ile w oratorium znać było dramat i psychologiczne rozwarstwienie, tutaj Biondi postawił na skupienie, wyciszenie, zadumę.

Osobnym rozdziałem Festiwalu były "Ciemne jutrznie" Charpentiera ("Troi­si?me Leçon de Tén?bres du judei") oraz De Lalande'a ("Tenebrae" i "Miserere"). W Wielki Piątek Vincent Dumestre (dyrygent, teorban), Martin Bajer (wiola basowa), Frédéric Michel (klawesyn, pozytyw) i znakomita sopranistka Claire Lafilliâtre potwierdzili swoją klasę, sprawiając, że kościół św. Józefa wypełniła atmosfera prawdziwego misterium. Zupełnie inaczej, choć równie przejmująco brzmiała muzyka ciemnych jutrzni w Kopalni Soli w Wieliczce. W kaplicy św. Kingi usłyszeliśmy czytanie na Wielką Środę i wplecione weń "Méditations pour le Car?me" pod batutą Herve Niqueta z Le Concert Spirituel. Ciekawe brzmienie orkiestry (głębokie, mniej szorstkie, z wyeksponowaniem jasnych tonów smyczków) kontrastowało z sześcioma męskimi głosami.

A przecież były jeszcze fantastyczne Motety Vivaldiego - kontynuacja cyklu zainicjowanego w ubiegłym roku przez Marię Grazię Schiavo - tym razem z fenomenalną Sonią Priną. Dysponująca głębokim altem artystka zrezygnowała z drapieżnego image'u, stawiając na subtelność: kunsztowne fiorytury, śmiało pokonywane melizmaty (doskonała technika), wzniosłość, liryczność to mocne strony tego wykonania. Powtórzona na bis pierwsza część Motetu "Longe mala, umbrae, terrores" zachwycała od pierwszej do ostatniej nuty.

***

Muzyka jako lament i modlitwa, ale także źródło pocieszenia i radości... Kolejne Misteria Paschalia prezentują coraz wyższy artystyczny poziom. Patrząc na program edycji przyszłorocznej (m.in. koncerty Marca Minkowskiego), można się spodziewać, że Kraków stanie się kiedyś mekką melomanów z całego świata. Oby tak było!

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł