Reklama

Muzyka ciemnych świateł

Muzyka ciemnych świateł

06.04.2007
Czyta się kilka minut
Lamentacje upamiętniały tragiczne chwile narodu żydowskiego, początek diaspory. Przetransponowane na grunt chrześcijański służyły jako ekspresja smutku i żalu, wyrażały odczucia wywołane Męką i Śmiercią Chrystusa, dostarczały wyrazistego schematu pokuty i nawrócenia.
Jan van Eyck, Ołtarz Gandawski (1426-27), fragment
1

1.Tytuły mylą. Pamiętne "Wszystkie poranki świata" Alaina Corneau, jak na ironię utrzymane są konsekwentnie w ciemnej, wieczornej tonacji. Historia opowiedziana w filmie to wprawdzie biograficzna fikcja efektownie przyrządzona przez Pascala Quignarda, ale dzieło Corneau - przez dbałość o historyczny detal - daje też całkiem wiarygodny portret istotnego fragmentu świata muzyki baroku. Oto Francja przełomu XVII i XVIII wieku. Wielki gambista Marin Marais i jego długa spowiedź u kresu życia. Opowieść o latach terminowania u znamienitego mistrza: Sieur de Sainte Colombe. Osobliwy pojedynek między dwoma muzykami, w którym stawką jest esencjalna definicja sztuki dźwięków.

Są w tym filmowym nokturnie dwa interesujące nas drobiazgi. Mało znaczące dramaturgicznie, ale ciekawe ze względu na ich niewątpliwe historyczne umocowanie. W pewnym momencie Marais wspomina z bólem, jak to po mutacji wyrzucono go z kościelnego chóru, ale "jego przyjaciel i sąsiad z sypialni, de Lalande", pozostał w nim, "bo wciąż miał ładny głos". W innym, mówi o związkach swojego nauczyciela z ruchem jansenistów: "Na Wielkanoc panowie z Port Royal posłali po mojego mistrza, by zagrał na mszy, na której gasi się świece ułożone w Imię Boże". Krótkie cięcia, migawkowe zbliżenia na architektoniczne detale kaplicy. Ministrant z namaszczeniem gasi po kolei każdą z kilku długich świec, w tle słychać skargę śpiewaną przez dwa żarliwe kobiece głosy. W rozwiewającej się smużce dymu wybrzmiewa elegijna pieśń.

Ów, wspomniany zdawkowo w tekście, de Lalande o "wciąż ładnym głosie" to bez wątpienia Michel-Richard de Lalande, jeden z licznej gromady świetnych kompozytorów tamtego czasu, niemal rówieśnik Marina Marais'go, a osobliwej piękności kompozycja, która towarzyszy sekwencji w kaplicy, to trzecia z "Leçons de Tén?bres" François Couperina, jeszcze jednego z wielkich mistrzów francuskiego baroku.

Zanim połączymy de Lalande'a z ciemnościami Wielkiego Tygodnia, zanim opowiemy nieco o jego własnych "Leçons de Tén?bres", parę uwag biograficznych, bo z całą pewnością ten francuski kompozytor jest o wiele mniej znany niż choćby jego znamienity poprzednik Lully czy współczesny mu Couperin - niekwestionowane wielkości muzycznego Parnasu.

Michel-Richard de Lalande urodził się w Paryżu w roku 1657. Był chórzystą w kościele Saint-Germain-l'Auxerrois. Studiował grę na organach i klawesynie, później pełnił przez lata funkcję organisty w kilku paryskich kościołach. Blisko związany z dworem królewskim. Niezwykle ceniony przez Ludwika XIV, obdarzany przezeń licznymi zaszczytami i tytułami. W ramach dydaktycznych obowiązków udzielał lekcji gry na klawesynie jego córkom i niektórym damom dworu. Skomponował dziesiątki suit orkiestrowych, pisał muzykę kameralną i sceniczną ("Ballet de la jeunesse"). Ale bodaj najwięcej splendoru przysporzyły mu kompozycje religijne, szczególnie motety. "77 grands motets" (z największymi: jak "Deus noster, refugium") napisanych dla solistów, chóru i kapeli Ludwika XIV i Ludwika XV, mocno ugruntowało jego sławę. Od roku 1714 aż do śmierci szefował królewskiej orkiestrze. Zmarł w Wersalu w roku 1726, dwa lata przed śmiercią Marais'go.

Muzykę de Lalande'a rejestrowano co prawda na płytach od kilkunastu lat, acz trudno powiedzieć, by była ona jakoś szczególnie eksponowana i dyskutowana. A szkoda, bo jest o czym mówić. Do najciekawszych nagrań z ostatniego czasu zaliczyłbym: "Grands Motets" z Le Parlement du musique pod dyrekcją Martina Gestera (Opus 111, 2002), "Leçons de Tén?bres" z solistką Isabelle Desrochers (Astree, 2003), "Les Folies de Cardenio" z Limoges Baroque Ensemble Christophera Coina (Laborie, 2006). Osobne miejsce rezerwuję dla nadzwyczajnego nagrania "Tenebrae" Vincenta Dumestre'a z jego Le Po?me Harmonique i solistką Claire Lefilliâtre (Alpha, 2002). O nim jeszcze za chwilę.

2.

Wspomniane wcześniej "Leçons de Ténebres" Couperina to zapewne najbardziej dzisiaj znana i najczęściej nagrywana francuska kompozycja związana ściśle z nabożeństwami Wielkiego Tygodnia. Jak najbardziej zasłużenie. Ale trzeba pamiętać, że w ostatnich dekadach XVII stulecia powstawało we Francji całkiem sporo muzyki tego rodzaju. Można by nawet powiedzieć, że u końca panowania Ludwika XIV ten gatunek muzyki religijnej stał się szczególnie modny. Pośród autorów muzyki pisanej na potrzeby liturgii wielkotygodniowej znajdziemy szereg znaczących nazwisk: m.in. Marc-Antoine Charpentier, Nicolas Clerambault, Sebastien de Brossard. De Lalande ze swoją kompozycją (powstałą ok. roku 1713) wpisuje się do tego szacownego grona tenebrystów.

Czym były wielkotygodniowe leçons? Wbrew polskim skojarzeniom, to nie żadne lekcje, ale po prostu "czytania" (łac. lectiones). Z kolei łacińskie określenie tenebrae obejmuje nabożeństwa Świętego Triduum Paschalnego. Odnosi się do ciemności dwojakiego rodzaju. Najpierw do szczególnego rytuału gaszenia świec podczas nabożeństw Świętego Triduum. W ich trakcie gaszono jedną po drugiej świece ułożone w wielkim trójkątnym kandelabrze na pamiątkę stopniowego odchodzenia od Chrystusa kolejnych uczniów. Ostatnią świecę pozostawiano zapaloną jako czytelny symbol światła Zmartwychwstania. Tenebrae przypominać mają też o ciemnościach, które zapadły w chwili śmierci Chrystusa.

W kanonie liturgicznym kościoła rzymskiego czytania na Święte Triduum wzięte są z "Lamentacji Jeremiasza". Tekst to szczególny. Poruszające wersety (niepewnego autorstwa) powstały z całą pewnością po zniszczeniu Jerozolimy w roku 587 przed Chrystusem. Jako świadectwo klęski miasta i jego mieszkańców. Pisał tłumacz "Lamentacji" Czesław Miłosz: "Treny są krzykiem z głębokości, de profundis, i stanowią odpowiednik Księgi Hioba, tyle że mamy tu do czynienia z nieszczęściem nie jednostki, ale całego kraju, nieszczęściem przyniesionym przez historię". W liturgii synagogalnej lamentacje upamiętniały tragiczne chwile narodu żydowskiego, początek diaspory. Przetransponowane na grunt chrześcijański służyły jako ekspresja smutku i żalu. Wyrażały z zadziwiającą trafnością odczucia wywołane Męką i Śmiercią Chrystusa. Dostarczały wyrazistego schematu pokuty i nawrócenia. Chrześcijańskie "Leçons de Tén?bres" to wyrażony słowem i muzyką tren żałobny.

Płyta z "Leçons de Tén?bres" de Lalande'a nagrana przez skromny skład instrumentalny (organy, wiola, teorban) pod wodzą Vincenta Dumestre'a z niewiarygodnie brzmiącą Claire Lefilliâtre to jedno z największych osiągnięć wydawniczych Alphy. Jeśli raz na jakiś czas zdarza się w fonografii coś takiego jak kongenialne wykonanie, to właśnie z tego rodzaju nagraniem mamy tu do czynienia. Cienki jak srebrna nić głos Lefilliâtre ma w sobie coś zaświatowego. Choć zwinny i precyzyjny w figuracjach, jest osobliwie płaski, surowy, pozbawiony wibrata. To nadaje mu tę szczególną, nieco bezosobową eteryczność. Ten głos bez trudu unosi w inną przestrzeń o trudnych do zdefiniowania parametrach. Już w otwierającym płytę wielogłosowym "Miserere" de Lalande'a czuć to niezwykłe duchowe napięcie, żarliwie elegijny ton. I to odczucie nie opuści nas już do końca, w kolejno słuchanych leçons na Wielką Środę, Czwartek i Piątek. Tutaj przewodniczką po ciemnych przestrzeniach lamentu, skargi i niewysłowionego bólu będzie już tylko Claire Lefilliâtre. W najbardziej finezyjnej melodycznie i bodaj najpiękniejszej (czy to określenie jest tu stosowne?) "lekcji" na Wielki Czwartek, francuska sopranistka pokazuje dobitnie, co znaczy głębokie rozumienie tekstu ("aggravavit compendem meum"!). Tak idealnie stapia się ze słowem, że to, co słyszymy, przestaje być już tylko "czystą" muzyką. Staje się modlitwą. Skądinąd trudno mi wyobrazić sobie, by można tej muzyki słuchać poza kontekstem religijnym. Te dźwięki, ten tekst znaczą tylko przez odniesienie do wydarzeń z Wielkiego Tygodnia; wyjęte z pasyjnego kontekstu spadają do poziomu lepszego czy gorszego kompozytorskiego ćwiczenia.

Ale to nie wszystko. Rewelacyjnym pomysłem wydawniczym było uzupełnienie nagrania "Leçons" de Lalande'a osobną płytą, na której zarejestrowano współczesną interpretację jednego z kazań na temat śmierci autorstwa biskupa, teologa, a nade wszystko największego kaznodziei epoki: Jacquesa-Benigne Bossueta (1627-1704). Jest to "Sermon sur la mort", kazanie wygłoszone przez niego w czasie postu roku 1662. W rolę Bossueta wcielił się Eug?ne Green, paryski aktor, założyciel Théâtre de la Sapience, specjalizującego się między innymi w barokowym repertuarze. W tym fenomenalnym tekście, świetnie skonstruowanym, bogatym w liczne chwyty perswazyjne, z precyzyjnie wyreżyserowaną dramaturgią, Bossuet przedstawia chrześcijańską perspektywę rozumienia śmierci. Wychodząc od spektakularnej sceny ze wskrzeszeniem Łazarza w Betanii, przekonuje swoich współczesnych, że mimo wszystko śmierć nie ma nad nami władzy ostatecznej. Green wydobywa z tego arcydzieła sztuki homiletycznej wszystkie barwy i niuanse. Załamania głosu, znaczące zawieszenia, szepczące piano i histeryczne fortissimo. Niezależnie od swojej zawartości, ten wygłaszany z emfazą tekst brzmi jak szczególna muzyka żałobna. Ciemny tunel ze światłem u kresu. Słuchałem raz i drugi tego żarliwego tekstu, nie podejrzewając, że zatęsknię jeszcze do czasów, kiedy z ambony sypały się gromy, a wierni ze strachu chowali się po kątach.

Te dwie płyty rozmawiają ze sobą, tworząc dopełniający się, rzadkiej mocy, dwugłos o śmierci.

3.

Blaise Pascal, może słuchacz kazania Bossueta - zmarł w sierpniu roku 1662 - zostawił nam w "Myślach" ten sławny zapis: "Ostatni akt jest krwawy, choćby i sztuka była najpiękniejsza: gruda ziemi na głowę i oto koniec na zawsze" (tłum. T. Boy-Żeleński). Na zawsze? Słuchając w wielkotygodniowym czasie wstrząsającego kazania Bossueta, z jego refrenicznym Seigneur, venez et voyez!, z jego niezmąconą nadzieją na życie wieczne, kontemplując posępną - acz przenikniętą ciemnym pięknem - tonację "Leçons de Tén?bres" de Lalande'a, nie sposób nie zamyślić się intensywnie nad misterium Zmartwychwstania, tym nieustającym wyzwaniem dla dyskursywnego rozumu. Trudno bowiem wątpić, że ze wszystkich poranków świata ten, który nastąpił trzeciego dnia po Jego śmierci na Golgocie, był porankiem całkiem innym, porankiem, który wypowiadał ważność obowiązującym dotychczas prawom natury. Porankiem, który nie mógł się przyśnić żadnemu filozofowi nawet w najbardziej szalonych snach. Z ciężarem tego Wydarzenia zmagamy się po dziś dzień.

Rację miał św. Paweł, który oznajmiał, że skoro Chrystus nie zmartwychwstał, "daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara" (1 Kor 15, 14). Albo to jest piękna bajka i wtedy nic nas nie ratuje, wpadamy ostatecznie w czarną otchłań bez dna, albo to jest realny fakt o zbawczych konsekwencjach trudnych do wyobrażenia. Albo-albo. Muzyka ciemności de Lalande'a wchodzi w to rozdarcie z pełną mocą. Bez wątpienia cała jest po stronie wiary. Ale czy my, dzisiejsi jej słuchacze, pozostajemy po tej samej stronie, wcale nie jest już takie pewne.

Muzyki Michel-Richarda de Lalande'a w interpretacji sopranistki Claire Lefilliâtre oraz zespołu Le Po?me Harmonique pod dyrekcją Vincenta Dumestre'a wysłuchać będzie można podczas koncertu, który rozpocznie się w Wielki Piątek o godzinie 21.00 w kościele św. Józefa.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]