Reklama

Zgroza nagłych cisz

Zgroza nagłych cisz

02.03.2020
Czyta się kilka minut
Krzysztof Garbaczewski, jeden z najoryginalniejszych i najbardziej kłopotliwych artystów polskiego teatru, wszedł w nową fazę twórczości. Znamionuje ją określenie „medytacja teatralna”, którym opatrzył dwa najnowsze przedstawienia.
„Boska komedia” w reżyserii Krzysztofa Garbaczewskiego, Teatr Powszechny w Warszawie MAGDA HUECKEL / MATERIAŁY PRASOWE
G

Garbaczewski od początku nie ułatwiał życia widzom i krytykom. Jego przedstawienia łamały najbardziej podstawowe reguły teatru (na przykład taką, że konieczne jest bezpośrednie oglądanie na żywo aktorów, znajdujących się w tej samej co widzowie przestrzeni). Pracując nad tekstami kanonicznymi („Balladyna”, „Hamlet”), wręcz bezczelnie je rozbijał i negował ich wyższość. Z drugiej strony sięgał po materiał mało znany i „nieteatralny” („Tybetańska księga umarłych”, „Robert Robur”), wielokrotnie wykorzystując nawiązania tak niszowe, że nieczytelne dla dużej grupy widzów. Przede wszystkim zaś sposób, w jaki pracował, i zasady, na jakich tworzył swoje przedstawienia, były tak odległe od wszystkiego, co zwykło się uważać za dobrą reżyserię, że spora część widzów i krytyków odrzuca je, uznając, że Garbaczewski jest po prostu złym reżyserem od słabego teatru.

Jak ze snu sen

...

11969

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Pozostając pod jego wpływem przedstawiam wizję sztuki futurystycznej. Akcja dzieje się w teatrze podczas typowego spektaklu, powiedzmy w 2050 r. Na scenie wystawiają taka sztuke a’la Garbaczewski: aktorzy kręcą się w kółko w przedziwnych strojach, po kolei coś tam wykrzykują itp.- mówiąc w uproszczeniu. Ale artyści nie wiedzą, że publiczność nie jest prawdziwa. Składa się ona wyłącznie z aktorów-amatorów, którzy zmówili się na akcję, wykupili wszystkie miejsca i przygotowali kontrprzedstawienie w ramach społecznego działania. W pewnym momencie większa część „publiczności” robi miejsce odsuwając się na bok, a cześć zaczyna grać swoją sztukę – dramatyczną, obyczajowo-psychologiczną, fascynującą, zupełnie nie związaną z kontekstem oficjalnego spektaklu. Ich gra się rozwija ku rosnącemu zaskoczeniu aktorów scenicznych. Ci, choć próbują wytrwać w roli, mają coraz większe problemy ze skupieniem, natchnienie u poniektórych zupełnie znika. Poczucie absurdalności sytuacji wkrótce mija i aktorzy sceniczni powoli wciągają się w obserwację (kątem oka oczywiście) przedstawienia i ulegają zaciekawieniu inscenizowaną historią. Ich gra staje się bardziej mechaniczna, ma coraz mniej wyrazu i nawet nie zauważają na sobie, że stają się mimowolnymi widzami, gdy ich widzowie coraz bardziej zaangażowanymi aktorami. Zainteresowanie amatorską sztuką pogłębia się i zaczynać pchać zawodowych artystów w stronę buntu wobec własnej gry, tematyki i metody przedstawienia. Niektórzy przestają już w ogóle grać. Następnie jeden z tych aktorów woła, że ma już tego dosyć, dosyć bycia personifikacjami, dosyć bycia jakimiś rekwizytami – jego ideałem od czasów młodości był dramatyczny teatr brodwayowski, jego pasją była atletyka i obrazowość uczuć, więc nie tak sobie wyobrażał sobie pracę w polskim teatrze. Po nim zaczyna mówić młoda aktorka, że rzygać się jej chce tym ciągłym wykrzykiwaniem, albo to jakiś manifestów czy haseł społeczno-politycznych, albo cytatów z klasyki, wyrwanych ze starego kontekstu, że ma wtedy uczucie, jakby za każdym razem ktoś wtykał jej nowy kijek w dupę. Atmosfera robi się gorąca, zdając się zapowiadać jakiś przełom, coś na miarę rewolucji w tym miejscu. Wydaje się, że doszło do olśnienia i że coś co zostało niegdyś utracone, nagle triumfalnie powróci. I nagle z dwóch stron widowni pojawia się totalna policja teatralna w swoich uniformach i ze znakiem, który jest znakiem reżysera teatralnej sztuki. Policja atakuje amatorów pałkami, rozbija ich przedstawienie, powala na ziemię i zakuwa w kajdanki. Oczywiście „publiczność" stawia opór, podejmuje nierówną walkę. Dalszy rozwój sytuacji zależy od tego co zrobią aktorzy na scenie. Ci wahają się, widać że większość sercem staje w obronie amatorskiej sztuki. Ktoś robi ruch w stronę widowni, wreszcie ktoś inny zeskakuje i włącza się do walki z policją, ale szybko zostaje powalony jednym silnym ciosem. Ostatecznie aktorzy jakby zatrzymują się w półruchu, nie tworzą duchowej wspólnoty, każdy samotnie daje się opętać przerażeniu. Biernie, choć w uczuciu jakiego rozdarcia, patrzą jak policja opanowuje do końca sytuację i zabiera po kolei z sali posiniaczonych czy pokrwawionych amatorów. Na widowni pozostaje tylko szef policji, który odwraca się w stronę sceny i ryczy:-‘Na co się tak gapicie?! Róbcie co do was należy, za co wam publiczność zapłaciła? Spektakl musi dojść do końca, po to tu wyszliście! Aktorzy z najwyższym wysiłkiem wracają do gry i kontynuują przed szefem policji. Po paru chwilach czują się już lepiej i idzie im coraz lepiej, te wszystkie emocje, uczucia, których doświadczyli niedawno zamieniają się w nowe natchnienie, którego wcześniej nie znali. Powoli zatracają się w grze, nie zauważając, że policjant wyszedł i że grają już przed pustą widownią. W trakcie gry myślą i czują, że to najlepsza publiczność w ich życiu, ich najlepszy spektakl. Ostatnia scena i następuje koniec, po czym wszyscy kłaniają się nieistniejącej publiczności. Rozsadza ich podniecenie. Kurtyna

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]