Co maskuje Kaczyński

Konflikt w koalicji pokazał, że są dwa PiS-y. Jeden wierzy w Mateusza Morawieckiego jako przyszłego lidera. Ale drugi, liczniejszy, jest mu wrogi. Prezes stawia na ten pierwszy, ale na razie uległ drugiemu.

28.09.2020

Czyta się kilka minut

 / KACPER PEMPEL / REUTERS / FORUM // MONTAŻ TP-ONLINE
/ KACPER PEMPEL / REUTERS / FORUM // MONTAŻ TP-ONLINE

Na pierwszy rzut oka sytu- acja wygląda tak: Zbigniew Ziobro – główny konkurent Mateusza Morawieckiego na prawicy – odmówił poparcia dla ustawy autorstwa PiS, zawierającej zapis wyłączający odpowiedzialność urzędników za łamanie prawa podczas działań związanych z pandemią koronawirusa. To „lex Morawiecki” – chodzi o ochronę premiera przed odpowiedzialnością za decyzje w sprawie organizacji wyborów prezydenckich w wersji korespondencyjnej.

Sytuację zaogniło to, że posłowie Solidarnej Polski, czyli partii Ziobry, zagłosowali przeciw projektowi drugiej ważnej dla Jarosława Kaczyńskiego ustawy zwanej „Piątką dla zwierząt”, która miała wprowadzić m.in. zakaz hodowli zwierząt na futra i drastyczne ograniczenie uboju rytualnego. Ta ustawa przeszła, ale tylko dlatego, że poparła ją opozycja z Koalicji Obywatelskiej i Lewicy.

Już wcześniej Ziobro realizował konsekwentny plan obliczony na radykalizację swych postulatów wewnątrz koalicji i punktowanie w ten sposób Morawieckiego, który jest bardziej umiarkowany. Były spory o stosunki z UE, o LGBT+, o konwencję w sprawie przemocy wobec kobiet, o kontrolę nad organizacjami pozarządowymi.

Ale sprzeciw wobec bezkarności i ustawy o zwierzętach przelał czarę goryczy. Kaczyński gotów był wyrzucić Ziobrę i jego ludzi z rządu, powołać gabinet mniejszościowy albo rozpisać wcześniejsze wybory. Przynajmniej takie groźby pod adresem Solidarnej Polski formułowali politycy PiS.

Warunki kapitulacji

Buńczuczny zazwyczaj Ziobro wyraźnie spuścił z tonu. Przyjął narzucone przez Kaczyńskiego warunki kapitulacji. Przede wszystkim zrezygnuje z ideologicznych wyskoków, bo wszystkie projekty musi uzgadniać z PiS. W dodatku odda resort środowiska, którym kieruje jego człowiek Michał Woś.

Ziobro poddany też zostanie szczególnemu nadzorowi. Do rządu wejdzie sam Kaczyński, by jako wicepremier od bezpieczeństwa nadzorować pracę ministrów siłowych: Ziobry, a także szefów MSWiA Mariusza Kamińskiego oraz MON Mariusza Błaszczaka.

Na pierwszy rzut oka to porażka szefa Solidarnej Polski, który zyskał nadzorcę. Być może taktycznie tak. Ale strategicznie Ziobro wygrał, bo osiągnął swój cel – skłonił Kaczyńskiego do włączenia się w jego spór z Morawieckim. Wejście prezesa PiS do rządu to marzenie ziobrystów. Przyczyna jest prosta: spowoduje to drastyczne osłabienie Morawieckiego.

Koniec teatru

Po pierwsze, Kaczyński ma niezaprzeczalny autorytet w obozie władzy i jeśli wejdzie do rządu, to zacznie się na niego pozycjonować część ministrów. Po drugie, to jego głos podczas posiedzeń rządu będzie kluczowy – dotąd decydował Morawiecki. Wreszcie: do tej pory prace całego gabinetu i poszczególnych ministrów Kaczyński oceniał na podstawie relacji, które składał mu Morawiecki. A były to relacje, których celem było umocnienie premiera i osłabienie jego przeciwników. Teraz Kaczyński zobaczy wszystko na własne oczy. A więc to koniec jednoosobowego teatru premiera i najpoważniejszy test dla relacji Kaczyński–Morawiecki od momentu dojścia PiS do władzy.

Nie ma się zatem co dziwić, że ludzie Ziobry są wniebowzięci, a współpracownicy Morawieckiego rwą włosy z głowy.

Do tej pory Ziobro praktycznie nie przychodził na posiedzenia, wysyłając zastępstwa. Przy wicepremierze Kaczyńskim na pewno zacznie na Radę Ministrów chodzić, by toczyć boje z Morawieckim w obecności szefa PiS.

Już kilka razy w ostatnich kilkunastu miesiącach prezes groził, że wejdzie do rządu jako wicepremier-rozjemca lub nadzorca. Ostatni raz ogłosił taki zamiar w maju, gdy Morawiecki nie był przekonany do organizowania wyborów prezydenckich w wersji korespondencyjnej. Kaczyński oznajmił, że on jako wicepremier takie wybory przygotuje. Dlatego Morawiecki – wystraszony perspektywą Kaczyńskiego w rządzie – wziął na siebie przygotowania do głosowania pocztowego i podpisał dokumenty w tej sprawie, które właśnie zakwestionował sąd administracyjny. Z tego właśnie powodu premier potrzebuje ustawy o bezkarności. Ale jednocześnie cała ta sytuacja pokazuje, że ustawa ta – choć formalnie ma chronić Morawieckiego – w rzeczywistości dotyczy decyzji wymuszonych na premierze przez Kaczyńskiego. W ten sposób szef Solidarnej Polski odmawiając podniesienia za nią ręki uderzył osobiście w szefa PiS.

Czemu zatem Kaczyński mu darował? Czemu pozwolił mu zatriumfować, osłabiając Morawieckiego? Bo tu nie chodzi tylko o Ziobrę. Znacznie ważniejsza była sytuacja wewnątrz PiS.

Przeskoczyć wiarusów

Nie jest tajemnicą, że Kaczyński od kilku lat wyraźnie umacnia pozycję Morawieckiego, wysyłając jednoznaczne sygnały, że typuje go na przyszłego lidera polskiej prawicy. Dlatego właśnie lider Solidarnej Polski zgrzyta zębami, bo sam ma ambicje przejęcia władzy po 71-letnim prezesie. Jeszcze przed wyborami prezydenckimi Ziobro sondował Kaczyńskiego, czy może wrócić do PiS na stanowisko wiceprezesa. Tak było dekadę temu, zanim obaj rozstali się w atmosferze wojny w 2011 r. Powrót dziś miał jeden polityczny sens: Ziobro chciał zwiększyć swe szanse na przejęcie szyldu PiS. Kaczyński się nie zgodził, co wielu ludzi w partii odebrało jednoznacznie: że ich szef postanowił przekazać insygnia władzy Morawieckiemu.

Milioner, były prezes zagranicznego banku, Morawiecki związał się z PiS dopiero po wygranych wyborach parlamentarnych w 2015 r. – został wicepremierem i ministrem rozwoju w rządzie Beaty Szydło. Dwa lata później jego zabiegi u Kaczyńskiego o usunięcie Szydło się udały – został premierem. W tym roku, po wyborach prezydenckich, Morawiecki dostał zgodę Kaczyńskiego na przeprowadzenie rekonstrukcji rządu, która znacznie wzmocniłaby pozycję jego samego oraz Kancelarii Premiera, a osłabiła Ziobrę. W finale na listopadowym kongresie PiS miał zostać pierwszym wiceprezesem partii, czyli przeskoczyłby wieloletnich działaczy, zwyczajnych wiceprezesów. Poza Szydło także Joachima Brudzińskiego, Mariusza Błaszczaka, Mariusza Kamińskiego, Adama Lipińskiego i Antoniego Macierewicza. To miał być widowiskowy dowód na to, że jego akcje rosną i że w związku z tym warto na niego stawiać, myśląc o karierze w PiS.

Zderzenie światów

Konflikt w koalicji pokazał wyraźnie nie tylko desperację Ziobry w walce z Morawieckim (naiwna jest jego kalkulacja, że mógłby użyć prokuratury, by oskarżyć premiera za decyzje w sprawie wyborów korespondencyjnych, które de facto podejmował Kaczyński). Znacznie istotniejsze jest coś innego. Otóż wygenerowany przez Ziobrę konflikt obnażył wewnętrzny podział w PiS wokół decyzji Kaczyńskiego, który postanowił wymusić na partii akceptację dla przekazywania władzy obecnemu premierowi.

Tak naprawdę ów konflikt koalicyjny – choć zaczął się od ustawy o bezkarności i ochrony zwierząt – w finale dobitnie pokazał, że są dwa PiS-y. Jeden to ten wierzący w Mateusza Morawieckiego jako przyszłego lidera partii. Ale drugi, wciąż liczniejszy, jest mu wrogi.

Te dwa PiS-y są jak zderzenie światów. Wrogowie Morawieckiego są niechętni Unii, uważają się za reprezentantów mniejszych miejscowości, są nieufni wobec biznesu, zakochani w programach socjalnych partii, konserwatywni i bliscy Kościołowi. Często to wieloletni działacze PiS, a wcześniej Porozumienia Centrum, czyli pierwszej partii Jarosława Kaczyńskiego.


Adam WODEHAM, Jan ZELIG, politolodzy: To, co w polskiej polityce jest poza prezesem PiS, wydaje się tak jałowe, doraźne i nieinspirujące, że Kaczyński jawi się na tym tle jak kolos.


 

Ludzie Morawieckiego są młodsi, prounijni, wielkomiejscy, bardziej liberalni gospodarczo. Najczęściej też po prostu znacznie zamożniejsi, zwłaszcza ci, którzy – jak minister finansów Tadeusz Kościński, minister klimatu Michał Kurtyka czy szef Polskiego Funduszu Rozwoju Paweł Borys – przyszli do rządu PiS za Morawieckim z rynków finansowych. Przez przeciwników zwani są w najlepszym razie „bankomatami”, a częściej mniej elegancko „banksterami”, przeciwnymi szczodrej polityce socjalnej. Sam Morawiecki jeszcze jako wicepremier w rządzie Beaty Szydło krytykował plany wprowadzenia 500 plus, argumentując, że przez to część kobiet odejdzie z rynku pracy. Nie przeszkadza mu to dziś stać w pierwszym szeregu chwalców tego programu.

Ludzie niechętni Morawieckiemu uważają, że bliżej mu do Platformy, i z pietyzmem wyłuskują wszelkie tego poszlaki. Nie tylko wypomina się obecnemu premierowi, że był doradcą Donalda Tuska, nawet po Smoleńsku. Nie tylko tropi się nominacje w spółkach Skarbu Państwa, do których Morawiecki czasem wysyła menadżerów z czasów Platformy. Pamięta się także o tym, że jako jedyny dziś człowiek PiS został nagrany w restauracji Sowa i Przyjaciele podczas biesiady z ludźmi PO ze spółek państwowych. Na nagraniach od nich nie odstawał – towarzysko, mentalnie ani językowo.

Sukcesja się zacięła

Wśród wspomnianych wiceprezesów tylko Lipińskiego można uznać za przychylnego Morawieckiemu – tyle że Lipiński został właśnie wysłany na emerytalną synekurę do zarządu Narodowego Banku Polskiego. Wszyscy inni premiera zwalczają, z różnych powodów. I to właśnie jest kłopot w PiS „antymorawieckim” – poza niechęcią do szefa rządu niewiele go łączy.

Jakie wpływy ma w tej chwili Morawiecki w PiS? Jego przeciwnicy szacują, że w liczącym niemal 200 posłów klubie parlamentarnym pozycjonuje się na niego około 60 posłów. Ale nie kontroluje struktur terenowych, na których rękę trzyma Brudziński – a to kluczowa władza.

Jednocześnie przeciwnicy Morawieckiego są w kłopocie: nie ma w tym gronie wyrazistego lidera, na którego wszyscy by grali. W tym sensie ich sojusznikiem stał się Zbigniew Ziobro, który ma identyczny interes – zatopienie obecnego premiera i wstrzymanie sukcesji.

Niechętni Morawieckiemu politycy PiS najczęściej wcale nie przepadają za Ziobrą. Pamiętają, że już raz PiS zdradził i to po Smoleńsku. Uważają go za porywczego. Podejrzewają o zbieranie haków na przeciwników politycznych. Sądzą także, że nie jest w pełni samodzielny, bo sterowany przez ambitną małżonkę Patrycję Kotecką, która po dojściu do władzy PiS dostała lukratywną posadę w państwowej spółce finansowej z grupy PZU.

Dla nich bunt Ziobry stał się użytecznym momentem do przeprowadzenia operacji obliczonej na osłabienie Morawieckiego. Nie przypadkiem w aranżowanie kompromisu między Kaczyńskim a Ziobrą zaangażowany był Maciej Łopiński, kiedyś mentor, a dziś narzędzie szefa TVP Jacka Kurskiego, jednego z najbardziej zajadłych wrogów Morawieckiego wewnątrz PiS.

Pal licho ustawy o bezkarności czy o zwierzętach – konflikt w koalicji pokazał Kaczyńskiemu, że partia nie godzi się na wymuszoną, narzuconą sukcesję.

Dlatego właśnie prezes zrobił krok w tył na ścieżce do przekazywania premierowi władzy. Nie tylko wyraził gotowość wejścia do rządu, ale także – o czym się plotkuje – może przełożyć partyjny awans Morawieckiego na wiceprezesa PiS.

Nakręcany od co najmniej trzech lat mechanizm sukcesji wyraźnie się zaciął. ©

Autor jest dziennikarzem Onet.pl, stale współpracuje z „TP”.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Dziennikarz Onetu, wcześniej związany z redakcjami „Rzeczpospolitej”, „Newsweeka”, „Wprost” i „Tygodnika Powszechnego”. Zdobywca Nagrody Dziennikarskiej Grand Press 2018 za opublikowany w „Tygodniku Powszechnym” artykuł „Państwo prywatnej zemsty”. Laureat… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 40/2020