Reklama

Ładowanie...

Zasadzki nowej ordynacji

Zasadzki nowej ordynacji

30.01.2023
Czyta się kilka minut
Nawet jeśli PiS-owi uda się zmienić zasady organizacji wyborów, efekty będą dalekie od zamierzonych i wprowadzą co najwyżej bałagan. Opozycja nie powinna panikować.
Spotkanie parlamentarzystów PiS z samorządowcami w sprawie zmian w kodeksie wyborczym. Warszawa, 10 stycznia 2023 r. / WOJCIECH OLKUŚNIK / EAST NEWS
P

Pomimo deklarowanej troski o frekwencję i uczciwość głosowania, zmiany kodeksu wyborczego kryją pogmatwany zbiór nieprzemyślanych, gorączkowych ruchów partii władzy. Jest tu zarówno wyrzucenie do kosza własnych chybionych pomysłów sprzed pięciu lat, jak też rewolucyjny plan walki z wykluczeniem transportowym na polskiej wsi, ostrożnie ograniczony do niedzieli wyborczej i pozbawiony oszacowania możliwych ­kosztów.

Medialną uwagę przyciąga sprawa dogęszczenia komisji wyborczych. Trudno ocenić, jak zareagują na to wyborcy, lecz na pewno autorzy nie zadali sobie trudu sprawdzenia, jak ich pomysły mają się do sieci osadniczo-administracyjnej w różnych częściach kraju. Jeśli ktoś sobie wyobraża, że mieszkańcy wsi po wyjściu z mszy muszą się dziś przemieszczać do odległej komisji, to jest w błędzie. One z reguły już są blisko kościołów parafialnych; inaczej jest tylko w przypadku poniemieckich kościółków na Ziemiach Odzyskanych – szczególnie w Zachodnio­pomorskiem. Czyli tam, gdzie udział dominicantes w wyborach i tak jest najniższy. W Kongresówce i Wielkopolsce forsowana zmiana oznaczać może natomiast tworzenie komisji w remizach i świetlicach w mniejszych wsiach, czyli de facto odsunięcie ich od świątyń, koło których – w większych wsiach – znajdują się szkoły, tradycyjne miejsca głosowania.

Czy to będzie dla mieszkańców najmniejszych miejscowości zachęta do udziału w wyborach? Nie wygląda, by ktoś zwracał na nich uwagę na tyle, by zapytać ich przedstawicieli – radnych. Nie mówiąc już o tym, żeby im w tej sprawie zaufać, zostawiając decyzję w ich rękach. W Galicji i na wiejskim Śląsku – gdzie ludzie uczęszczający na msze dominują – zmiany będą marginalne. Ograniczą się zasadniczo do przypadków, w których np. jedna komisja obsługiwała dotąd dwie wsie, i tak już dawno ze sobą zrośnięte.

Cała ta sprawa to kwintesencja politycznej mieszanki, którą serwuje nam od początku obóz rządzący. Jej składnikiem jest chciejstwo. Ono skłania PiS do poszukiwania sposobów na poprawę swojej politycznej pozycji. Kolejnym elementem jest „diagnoza” źródeł tego problemu, wpisująca się w obraz świata prezesa Kaczyńskiego, gdzie dominującym motywem jest brak zaufania do istniejących instytucji, obsadzonych przez ludzi, nad którymi nie ma partyjnej kontroli. Następny składnik to rozwiązanie – koniecznie oparte na sztywnej odgórnej regulacji. Rozwiązanie, które nie zostało poddane żadnym testom czy kalkulacjom ani poważnej dyskusji.

Reakcja opozycji też jest niestety zwyczajowa. Sporo w niej paniki, trochę demonizowania „geniuszu prezesa” i jego „diabolicznych planów”. Oraz szczypta histerycznych reakcji, zrażających kolejne grupy wyborców. Wreszcie brak poważnych, samodzielnych prób zmierzenia się z problemem niskiej frekwencji.

Skromnym pocieszeniem jest to, że nawet gdyby władzy udało się te zmiany wprowadzić, efekty będą dalekie od zamierzonych. Pojawi się za to dużo zamieszania, nieprzewidywalne uboczne skutki oraz konieczność posprzątania tego bałaganu w nieodległej przyszłości.

Ustawa trafiła do Senatu. To dobry moment, żeby opozycja spacyfikowała panikarzy we własnych szeregach i podjęła próbę przedstawienia swoich diagnoz oraz propozycji dotyczących organizacji wyborów. Może najgłupsze z proponowanych zmian da się jeszcze powstrzymać. A jeśli nie, to pamiętajmy, że za rok o tej porze będziemy się szykować do wyborów samorządowych i europejskich. Czasu na korekty po wyborach sejmowych będzie więc bardzo mało. ©

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Socjolog, publicysta, komentator polityczny, bloger („Zygzaki władzy”). Stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”. Pracuje na Wydziale Zarządzania i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]