Zapis prywatny

Przyjaciel jest bardzo chory. Dróżka między życiem a śmiercią, ta, którą każdy z nas idzie, zdaje się coraz zawężać, już może tylko w wąską nitkę. Od chwili, kiedy to wiem, wszystko przesunęło się na mapie spraw ważnych i nieważnych; nie tylko przesunęło, ale w ogóle traci jakąkolwiek wyrazistość. Codzienny serwis informacyjny uczy nas zupełnie nieraz pozornej, wydumanej wielkości ludzi i zdarzeń, każe nam niepokoić się czy podniecać sprawami rozdętymi do rozmiarów nadnaturalnych, a potem, gdy przytomniejemy, klęsnących jak przekłute balony. Dlaczego jednak przytomnieć musimy wtedy dopiero, gdy grozi prawdziwa strata, prawdziwy ból? Dlaczego uczymy się człowieka aż do końca, a najbardziej wtedy, gdy możemy go utracić?.
Czyta się kilka minut

Cóż mnie obchodzi w tej chwili ranking polityków albo następne konwulsje obopowskich sondaży poparcia dla partii takich i owakich. Przecież to wielkości doskonale pozorne. W pamięci jest tylko dobroć przyjaciela, taka zadziwiająca w swoim spokoju i równowadze - niewzruszona umiejętność dostrzegania w ludziach przede wszystkim tego, co w nich warte uznania, poparcia, a przynajmniej współczucia. Gdzieś tam przepychanki w wyścigu do pierwszych miejsc, gorączki, a w pamięci jest tylko zdumienie nad faktem, potwierdzanym przecież nieustannie przez dziesiątki lat, że przyjaciel, taki mądry i z takim dorobkiem, nigdy nawet nie zwrócił uwagi na to, że żadnego pierwszego miejsca nie otrzymuje, że pozostaje w cieniu, chociaż zasługiwałby na coś zupełnie innego. Mówię sobie: to w gruncie rzeczy skandal - i zaraz przytomnieję: ależ to naprawdę nigdy nie miało dla niego żadnego znaczenia. A jeśli jeszcze zostanie z nami, to dalej po to, żeby być dobrym i dzielić się mądrością, ale nie żeby wysuwać się gdziekolwiek przed szereg, bo dalej by mu to nigdy na myśl i chęć nie przyszło.

W takich chwilach dopiero rozumiem naprawdę, że gdy się jest obdarzonym obecnością przyjaciela, to nawet nie to, co zrobi i powie, jest najważniejsze, tylko sama obecność. Niechby i milcząca, jeśli brakuje sił. Niechby i ograniczona, gdy kondycja słabnie. Dobroć i mądrość komunikują się także bez takiej pomocy. Tylko że zbyt często ta lekcja przychodzi do nas za późno.

Przysłowie żydowskie, wypisywane na medalu wręczanym za ocalenie z Szoah, brzmi: Kto ratuje człowieka, ratuje cały świat. Można je odwrócić i odczytać jako ostrzeżenie: jeśli odchodzi jeden człowiek godny miana człowieka, stratą dotknięty jest cały świat, choćby o nim nic przedtem nie wiedział.

13 listopada 2003

PS. Dopisuję 14 listopada: nie wiedziałam, że to pożegnanie Bronka jest już ostateczne. Chociaż nasze spotkanie jest pewne w innym wymiarze.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 47/2003