Reklama

Zagubieni

Zagubieni

08.02.2021
Czyta się kilka minut
W

W 175 przysiada się do mnie pewien bardzo duży facet. To jedna z tych moich teraz wycieczek; nie ma dokąd iść, więc idę donikąd. Zażyć życia i ludzi. Ściślej mówiąc: jadę tam autobusem; być może jest to największa osoba, którą widziałam w życiu; jego lśniącą czaszkę chaotycznie porastają przerzedzone włosy, kłaki ciernistych krzewów. Człowiek ten szybko przełamuje właściwy miejscom publicznym podział na ludzi znajomych sobie i obcych – powiedzmy tu szybko: fałszywy i siłowy – zaczynając do mnie dużo mówić. Do mnie czy do siebie – to też mnożenie podziałów; „Straszne miałem te ostatnie dwa lata” – mówi gorzko, gniewnie. Jego włosy są jak potarmoszona i zdefasonowana korona cierniowa, której nie zdejmuje do snu.

„Ja też miałam zły rok” – odpowiedziałam, bo w sumie spodobała mi się swobodna atmosfera konfesji, jaką wprowadził w naszej części autobusu. Szczerość za szczerość; może...

5504

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Na Centralnym byłem w ciągu ostatnich dwudziestu lat kilka razy, ale specjalnie labiryntalny to on chyba nigdy nie był i nie jest. Na poziomie galerii - zaledwie dwa równoległe i dwa albo trzy prostopadłe do peronów pasaże. Jest jeszcze ten obrzydliwy, już nie należący do dworca podziemny "ryneczek" pod skrzyżowaniem Alej z JPII. W XXI wieku nastąpiła jedna zasadnicza zmiana w topografii tego miejsca: wyjście północne prowadzi wprost do Złotych Tarasów (ku mojemu żalowi nazwa Złotary jakoś się nie przyjęła) i tu prawdopodobnie zmierza większość jednodniowych podróżnych. Tam już nie śmierdzi albo śmierdzi inaczej ;)

Tak, mam podobnie, tyle że ja nie wskakuję do autobusu a w buty, biorę kije do ręki, słuchawki na uszy i dalej polem-lasem. Mam jednak nadzieję, że jakiś w tym sens jest: ktoś napisze felieton, ktoś inny po czym takim może nawet się szczerze uśmiechnie...

Piękny tekst.

Najbardziej mnie śmieszy, gdy ktoś "wskakuje w buty" i idzie sobie do lasu pełnego ptaków, parku spuchnietego od dźwięków, albo donikąd i ma na uszach słuchawki

To nie ma już nic bardziej śmiesznego? Współczuję! Z tym komentarzem fatalnie Pan trafił: jestem ptasiarzem z Doliny Baryczy. Obecnie w lasach cisza! Oby do wiosny! Pozdrawiam i dystansu do swoich odczuć życzę. I dystansu do ludzi. Przecież nie ma przykazania: słuchaj ptaków częściej niż muzyki rockowej!

,który las traktuje jak święty gaj. Teraz taka moda u połetów z metropolii.

@iwop w piątek, 12.02.2021, 06:59. No, nie wiem... Pełne zanurzenie się w naturze wymagałoby zdjęcia przynajmniej butów. Skoro w ogóle selekcjonujemy wrażenia zmysłowe, to czemu nie miałoby to dotyczyć dźwięków? Pozostaje węch, smak, wzrok i dotyk, a z innych, niedawno wymyślonych zmysłów: nocycepcja, priopriocepcja tudzież odczucie temperatury (w granicach rozsądku), równowagi i czasu. Spokojnie możemy odpuścić sobie odgłosy lasu, tym bardziej, że opuchlizna nie kojarzy się z niczym przyjemnym.

Super ta Masłowska

Super ta Masłowska

Ciekawe czy ktoś jeszcze dostrzegł ironię w tym, że pod tekstem Doroty Masłowskiej, jednej z najbardziej zanurzonych, można powiedzieć nawet nurzających się w polskiej rzeczywistości twórczyń*, toczy się bardzo polska w klimacie dyskusja dotycząca czegoś, co jest sprawą bardzo indywidualną i powinno być przedmiotem osobistego wyboru. Gdybyśmy tę energię wykorzystali na budowanie sprawiedliwego państwa prawa, bylibyśmy w Europie potęgą na miarę Niemiec ;) Przy okazji rzucił mi się w oczy problem ze stosowaniem żeńskich form rzeczowników dotyczących czyjejś profesji. Jak wyrazić myśl, że Dorota Masłowska jest - proszę wybaczyć to określenie - elementem zbioru, na który składają się jednocześnie twórcy i twórczynie?

To już wiemy, skąd Niemcy czerpią energię;) Gdyby skierowali ją na polsko-klimatyczne dyskusje w sprawie gustów, to może byśmy nie zaznali III Rzeszy i wielkiej migracji "uchodźców" na zachodzie UE :) Tylo jeden Niemiec twierdził, że należy wielką część energii poświęcać na rozmowy i spory w sprawie gustów i osobistych wyborów. Co ciekawe, akurat ten Niemiec uważał, że miał polskich przodków :)

Kiedy przyjechałam pierwszy raz do Warszawy odwiedzić starszą siostrę w akademiku, chodziłam po podziemiach Centralnego z godzinę w kółko.I długo ne mogłam się zorientować, że powtarzam trasę, bo ciągle patrzyłam w inną stronę. To były lata dziewięćdziesiąte z neonowymi jarzeniówkami i bezdomnymi. Jeden z nich wyprowadził mnie w końcu na Aleje.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]