Reklama

Za czym tęsknią Mołdawianie

Za czym tęsknią Mołdawianie

14.11.2016
Czyta się kilka minut
Wybory prezydenckie w Mołdawii – których druga, decydująca tura odbyła się w minioną niedzielę – postrzegane były jako starcie między prorosyjskim Igorem Dodonem a proeuropejską Maią Sandu.
Z

Zwycięstwo pierwszego z tych polityków interpretuje się jako sukces Moskwy i porażkę Zachodu. To jednak uproszczony osąd, który nie w pełni oddaje skomplikowany obraz mołdawskiej polityki. Wynik wyborów oznacza bowiem nie tyle prorosyjski zwrot Mołdawii, ile przede wszystkim utrwalenie obecnego antyrozwojowego układu politycznego, co oddala perspektywę modernizacji tego najbiedniejszego państwa Europy.

Prorosyjskość Igora Dodona ma charakter wtórny wobec procesów, które realnie kształtują sytuację w Mołdawii, lecz umykają uwadze większości mediów. Najważniejszy z nich to zdominowanie polityki oraz instytucji państwowych przez Vlada Plahotniuca, oligarchę i najbogatszego człowieka w państwie. Choć formalnie jest on tylko wiceprzewodniczącym współrządzącej Partii Demokratycznej, to w rzeczywistości żadna ważna decyzja nie zapada bez jego zgody. Należy się spodziewać, że „proeuropejski” Plahotniuc znajdzie wspólny język z „prorosyjskim” i w gruncie rzeczy bezideowym Dodonem. Media oligarchy wspierały zresztą jego kampanię prezydencką, co tylko potwierdza wzajemne powiązania. Trzeba też pamiętać, że w mołdawskim systemie prezydent posiada funkcje głównie reprezentacyjne, a więc jego wpływ na realną politykę będzie ograniczony.

Głosowanie po raz kolejny pokazało, że mołdawscy politycy są mistrzami tworzenia iluzji. Od ponad siedmiu lat krajem rządzi nominalnie proeuropejska koalicja, która – wbrew obietnicom – nie tylko nie zlikwidowała patologii, z którymi Mołdawia boryka się od wielu lat, ale wręcz je zakonserwowała i poszerzyła. Stopień korupcji i zawłaszczania państwa osiągnął skalę nigdy wcześniej nienotowaną. A co za tym idzie, nie ma mowy o rzeczywistych postępach na drodze integracji europejskiej.

Choć badania opinii publicznej wskazują, że społeczeństwo jest podzielone pomiędzy zwolenników integracji z Unią Europejską i projektu polityczno-gospodarczego tworzonego przez Rosję (odpowiednio 40 i 43 proc.), to w istocie Mołdawianie tęsknią głównie za stabilnością. Po 25 latach niepodległości, która przyniosła permanentny kryzys i katastrofalny spadek poziomu życia, najchętniej wybraliby odbudowę… Związku Sowieckiego. Za tą opcją głosowałoby aż 56 proc. obywateli tego kraju. Na wynik ten ciężko pracowały kolejne ekipy rządzące, zarówno te „pro- europejskie”, jak i „prorosyjskie”. A w końcu i tak okazywało się, że są to jedynie puste hasła, służące zdobyciu i utrzymaniu władzy. Dlatego na mołdawską politykę warto patrzeć bez iluzji. ©

Autor jest analitykiem w Ośrodku Studiów Wschodnich im. Marka Karpia.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]