Z Birmy na Zachód. Skąd się wzięły mindfulness i vipassana

Opowieść o tym, jak medytacja wyszła z zamkniętych klasztorów i stała się dostępna dla każdego. Oraz o jej birmańskich nauczycielach, którzy zmienili duchowe oblicze świata.
Czyta się kilka minut
Ledi Sayadaw // il. montaż TP
Ledi Sayadaw // il. montaż TP

Gdy cichły odgłosy I wojny światowej, a politycy obmyślali treści traktatu wersalskiego, w buddyjskiej Birmie powstał pierwszy, znany nam we współczesnych dziejach, ośrodek medytacji. Otworzył go Saya Thetgyi (1873-1945), budując we wsi Pyawbwe, nad rzeką Yangon, na ziemi należącej do rodziny żony salę, w której mogli praktykować medytację świeccy i mnisi, kobiety i mężczyźni, buddyści i ludzie innych religii. 

Ale by zrozumieć kontekst tego wydarzenia, jego doniosłość, a także życie i nauczanie Sayi Thetgyi, twórcy ośrodka, oraz kilku postaci, które miały wpływ na jego decyzję, musimy wpierw nieco cofnąć się w czasie.

Dlaczego Birma stała się kolebką nowoczesnej medytacji?

Utrata niepodległości i ucisk ze strony brytyjskich kolonialistów sprowokowały także u Birmańczyków potrzebę poważnej i głębszej refleksji nad własną tożsamością oraz „powrotu do źródeł”. Ważnym wydarzeniem w tym procesie był „czwarty sobór buddyjski”, który obradował w Birmie w 1871 r., pod auspicjami króla Mondona (1808-1878). 

Dodajmy na marginesie, że niemal w tym samym czasie w Kościele katolickim obradował Sobór Watykański I (1869-1870), co pokazuje, w jak podobny sposób różne religie stawiały w tym czasie czoła gwałtownym zmianom, które rzucały wyzwanie starym porządkom. 

Birmański sobór można uważać za powszechny, można też widzieć w nim wydarzenie o charakterze lokalnym: uczestniczyło w nim kilka tysięcy mnichów, wśród których niewielu było jednak przedstawicieli innych nacji. Tak czy inaczej dla Birmańczyków było to ważne wydarzenie. 

Jego uczestnicy w ciągu pięciu miesięcy wysłuchali całego Kanonu buddyjskiego – ogromnego zbioru tekstów, które następnie wyryto na 729 marmurowych płytach o rozmiarach 1 x 1,5 metra każda, zapisanych obustronnie. Potem wyryte litery wypełniono złotem, a wokół każdej płyty wzniesiono pagodę. W ten sposób w ciągu 7 lat, 4 miesięcy i 14 dni powstał w Kuthidaw, niedaleko stolicy Monalay, niezwykły świątynny kompleks o powierzchni 13 akrów. Można go tam podziwiać do dziś. 

Niespełna trzydzieści lat później, w 1900 r., Kanon buddyjski ukazał się drukiem. Jego wydanie było nie lada przedsięwzięciem – całość obejmowała 38 tomów po około 400 stron w każdym. Kluczową postacią tego edytorskiego projektu był brytyjski drukarz pochodzenia armeńskiego Philip H. Ripley. 

Ledi Sayadaw i powrót do źródeł buddyzmu

Warto przy tej okazji wspomnieć jeszcze o trzech innych postaciach, bez których buddyjskie odrodzenie nie mogłoby się wydarzyć. Miały one wpływ na powstanie i działalność klasztorów oraz ośrodków medytacji, a także studiów na najwyższym poziomie.

Pierwszą był Ledi Sayadaw (drugi człon nie jest w tym przypadku nazwiskiem, ale tytułem oznaczającym „wielebnego nauczyciela”). Urodził się w 1846 r. w Saing-pyin, na północy kraju. Kształcił się w szkołach prowadzonych przez mnichów, do których sam z czasem przystał. W życiu łączył trzy pasje: studium starożytnych tekstów buddyjskich, zamiłowanie do filologii oraz praktykę medytacji. 

Pierwsza wprowadziła go w świat skomplikowanych metafizycznych rozważań, którym oddawał się z upodobaniem i których dotyczyły jego pierwsze publikacje. Owocem drugiej była doskonała znajomość sanskrytu i pali, dzięki którym mógł czytać najważniejsze teksty buddyjskie w oryginale, a także podręcznik gramatyki języka pali dla Birmańczyków, jego autorstwa, otwierający innym dostęp do podobnych studiów. 

Jeśli zaś chodzi o medytację, Ledi praktykował ją najpierw w samotności, a potem zaczął jej nauczać w założonym przez siebie klasztorze, położonym w lesie nad rzeką Chindwin. A jeszcze później propagował ją, wędrując od jednej miejscowości do drugiej, ucząc medytowania laików. 

Czym jest medytacja vipassana i uważność?

Ledi był doświadczonym nauczycielem medytacji, wiedział też, co pisały o niej starożytne teksty. W oparciu o tę wiedzę i doświadczenie odnowił i uprościł praktykę i teorię medytacji. Mniejszy nacisk kładąc na skupienie w klasztornym odosobnieniu (samatha), podkreślając natomiast konieczność prostej obserwacji rzeczywistości i procesów wewnętrznych (vipassana), które pozwalają odkryć naturę umysłu (sati). 

Grupy medytujących laików nazywał „mnichami w świecie”, a swoje nauczanie zabarwiał także elementem patriotycznym. W czasach, gdy jego kraj był coraz mocniej kolonizowany, a król umierał na wygnaniu, Ledi mówił o niepodległości wewnętrznej i królestwie ducha. Praktykę medytacji uważał za akt patriotyczny i rewolucyjny protest. Aspekt socjopolityczny mocno oddziaływał na medytujących, nie należy go więc lekceważyć. 


Ledi Sayadaw o medytacji:

Jeżeli obecnie wiele osób nieustannie zaniedbuje praktykę uważności ciała i tym samym żyje bez kontroli umysłu, to nawet jeśli są buddystami, jedynie dryfują i pogrążają się w saṃsārze, tak jak to miało miejsce w przeszłości. 

Nie mając kontroli nad umysłem, z pewnością będą dryfować w saṃsārze, ponieważ bez kontroli umysłu nie można ani pracować nad wyciszeniem (samatha), ani osiagnąć głębokiego wglądu w rzeczywistość (vipassana). Z drugiej strony, uzyskanie kontroli nad umysłem jest pewną ścieżką wiodącą do nibbāny, ponieważ umożliwia podjęcie pracy nad wyciszeniem i wglądem. 

Medytacja nad uważnością ciała jest wysiłkiem zmierzającym do uzyskania kontroli nad umysłem. 

Ledi Sayadaw, Ānāpāna Dīpanī: Manual of Meditation on Breathing, 1904 (tłum. MB)


Obok Lediego Sayadawa, zmarłego w 1923 r., w podobny sposób działało w tym czasie w Birmie kilka innych osób. Wymieńmy spośród nich dwie: U Naradę (1868-1955) i Mahasiego Sayadawa (1904-1982), których najważniejszą zasługą było odkrycie i rozpropagowanie starożytnego tekstu Satipatthana Sutta, fundamentalnego dla medytacji vipassana, czy też – jak przyjęło się dziś mówić – medytacji uważności albo mindfulness

Jakkolwiek by rzeczy nie nazywać, początków tej współcześnie rozpropagowanej metody medytacji szukać należy w Birmie, w pierwszych dziesięcioleciach XX wieku.

Pierwszy ośrodek medytacji dla świeckich w Pyawbwe

Wróćmy do Sayi Thetgyu, założyciela pierwszego ośrodka medytacji w Pyawbwe. Pochodził z ubogiej rodziny i od wczesnej młodości musiał ciężko pracować. Gdy miał lat 16 ożenił się, a przekroczywszy 20. rok życia zaczął uczęszczać na spotkania jednej z grup medytacyjnych stworzonych według metody Lediego Sayadawa. 

Po śmierci dwójki dzieci w epidemii cholery przeszedł załamanie psychiczne – po czym zaczął wieść życie bezdomnego wędrowca. Wtedy też poznał osobiście Sahadawę, pod którego kierunkiem oddał się intensywnej medytacji w samotności. Po kilkunastu latach powrócił do rodzinnej wsi, gdzie założył medytacyjny ośrodek. 

Saya nie był człowiekiem wykształconym: nie zostawił po sobie pism, w głoszonych naukach o medytacji opierał się na tym, czego nauczył się od Lediego. Ale musiało być coś szczególnego w jego osobowości i sposobie bycia, skoro do założonego przez niego centrum, skromnego i położonego na uboczu, przybywało wielu chętnych, świeckich i mnichów, także z zagranicy.

Bywało, że w sali medytacyjnej gromadziło się dwieście osób, a on medytował z nimi, udzielając prostych wskazówek dotyczących koncentracji, oddechu i obserwacji umysłu. Swoim uczniom proponował też co jakiś czas trzydniowe lub tygodniowe odosobnienia. 

Jego postać oraz sposób medytowania opisała Marie Byles, Australijka, która w 1939 r. przebywała w założonym przez Sayę Thetgyu centrum („Journey into Burmese Silence”, 1962).

Warto też dodać, że w tym samym mniej więcej czasie podobne, otwarte dla wszystkich ośrodki medytacji, powstały również na Cejlonie i w Tajlandii. Najbardziej znanym był Ogród Wolności (Wat Suan Mokka), założony w 1932 r. przez Buddhadasę (1906-1993).

Z dżungli do ONZ: ekspansja wschodnich ośrodków medytacyjnych

Wschodnie ośrodki medytacyjne, zrodzone w okresie międzywojennym, na dalekim, południowym wschodzie Azji, z czasem zaczęły pojawiać się w wielu krajach na wszystkich kontynentach. Należy jednak odróżniać je od znanych już na Zachodzie „centrów medytacji”, na przykład hiszpańskich sala meditatoria, tworzonych już przez pierwsze pokolenia jezuitów

Samo słowo medytacja – meditatorium – także było na Zachodzie znane od dawna: używał go już św. Hieronim w IV w. (PL 22, 723). Ale – w przeciwieństwie do ośrodków tworzonych przez Sayę Thetgyu w Birmie – nie były miejscami otwartymi dla wszystkich, bez względu na pochodzenie, płeć czy przynależność religijną. 

Do tradycji wschodnich ośrodków nawiązał bezpośrednio w 1952 r. Dag Hammarskjöld, sekretarz generalny ONZ, otwierając w nowojorskiej siedzibie tej organizacji salę, o której pisał: „Jest przeznaczona dla tych, którzy przychodzą, aby swą pustkę wypełnić tym, co uda im się znaleźć w spokoju własnego wnętrza”.


To piąta część cyklu o historii zachodniej medytacji

W poprzedniej pisaliśmy: 

  • o wkładzie buddyzmu zen w popularyzację medytacji na Zachodzie,
  • o Soyenie Shaku, buddyjskim mnichu, który uważał, że medytację należy praktykować pośród codziennych zajęć,
  • o Nyanatiloce Mahatherze, byłym niemieckim benedyktynie, który przeszedł na buddyzm

W kolejnym tekście przeczytamy:

  • o odarciu buddyzmu zen z japońskiej otoczki kulturowej i rytuałów,
  • o D.T. Suzukim i medytacji rozumianej jako droga oświecenia,
  • o korespondencyjnych kursach zen i ich powodzeniu wśród elit intelektualnych i kulturalnych. 
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 18/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Skąd się wziął mindfulness