Medytacja zen – jak buddyzm z Japonii zmienił duchowość Zachodu

Medytacja zen to jedna z najważniejszych praktyk buddyzmu. Opiera się na uważności i pracy z własnym umysłem. Jej popularność na Zachodzie zaczęła się od pierwszych nauczycieli z Japonii.
Czyta się kilka minut
Soyen Shaku // draftymountainhut.com
Soyen Shaku // draftymountainhut.com

Parlament Religii Świata zorganizowano w Chicago w 1893 r. przy okazji Wielkiej Wystawy upamiętniającej 400-lecie odkrycia Ameryki. Wartość tego spotkania dostrzeżono dopiero po latach, widząc, jak mocno przyczyniło się do dialogu między religiami. Dla nas ważne jest, że pomogło także poznaniu i popularyzacji medytacji. 

Organizatorzy projektu – sędzia Charles Carroll Bonney, miłośnik Swedenborga, oraz prezbiteriański pastor John Henry Barrow – zaproponowali, by w trakcie obrad przedstawiciele różnych religii spędzili wspólnie kilka minut na medytacji w ciszy. 

Wspominaliśmy już to spotkanie w naszym cyklu. Dziś dodajmy, że uczestniczył w nim także Soyen Shaku (1860-1919), trzydziestotrzyletni mnich z buddyjskiego klasztoru Engaku-Ji niedaleko Tokio. Shaku odebrał solidną formację zen od mistrza Imakity Kosena, przebywał też kilka lat na Cejlonie (Sri Lance), gdzie uczył się języka pali, by móc studiować starożytne teksty buddyjskie. 

Tam też spotkał H.S. Olcotta z Towarzystwa Teozoficznego, o którym też była już mowa, oraz kilku innych zachodnich badaczy buddyzmu – to oni zaprosili go do Chicago. 

Pierwsze publikacje zen na Zachodzie

Soyen Shaku nie mówił po angielsku, zabrał więc ze sobą młodego ucznia znającego ten język, Deisetzo Teitaro Suzukiego (1870-1966), z którym przyjechał do USA ponownie, dwanaście lat później, by w głównych miastach zachodniego i wschodniego wybrzeża uczyć medytacji.

Po ostatnim pobycie zostawił go zresztą w Stanach, wraz z rękopisem tekstów swych wystąpień, który D.T. Suzuki zredagował i w 1906 r. wydał pod tytułem „Kazania buddyjskiego opata” („Sermons of a Buddhist Abbot”) w wydawnictwie Paula Carusa. Tak klasyczna dzisiaj pozycja otwarła przed Amerykanami drogę medytacji zen.

Nauczanie Buddy w dialogu z Biblią – jak Soyen Shaku tłumaczył medytację Zachodowi

Oczywiście osadza ona medytację w kontekście filozofii buddyjskiej, jednak robi to w sposób przystępny dla zachodniego czytelnika, okraszając nauczanie Buddy licznymi cytatami z Biblii. Soyen Shaku, gdy mówi o medytacji, posługuje się sanskryckim słowem dhyana, które tłumaczy jako kontemplacja (a więc inaczej, niż czynił to hindus Wiwekananda) i zarazem wyjaśnia, że wiąże się ona z introspekcją i analizą samego siebie, polega na uważności i koncentracji, prowadzi do uspokojenia i wyciszenia umysłu.

Buddyjski mistrz podkreśla, że praktyka medytacji była znana starożytnym filozofom Grecji i jest obecna w chrześcijaństwie, judaizmie, islamie, jednak na Dalekim Wschodzie, a nade wszystko w buddyzmie została lepiej wypracowana. 

Po wyjaśnieniu, że medytacja nie ma nic wspólnego z nihilistyczną obojętnością czy iluzoryczną autohipnozą, ukazuje ją jako dyscyplinę, która wyzwala człowieka od negatywnych emocji, oferuje jasność umysłu i uaktywnia ukryte w człowieku duchowe moce.

Medytacja jako praktyka pośród codziennych zajęć

Soyen Shaku był przekonany, że medytacji należy się oddawać bez porzucania życia w świecie i praktykować ją pośród codziennych zajęć i obowiązków, gdyż wprowadza ona większy spokój i pozwala przeciwstawić się zabieganiu tak charakterystycznemu dla życia we współczesnym świecie. 

Upraszczając i wyprzedzając pewne fakty, które poznamy w kolejnych częściach cyklu, powiem tylko, że sukces buddyjskiej medytacji na Zachodzie był spowodowany między innymi tym, że ukazywała ona możliwość duchowego rozwoju i życia kontemplacyjnego w świecie, na co nie zdobyło się ówczesne chrześcijaństwo. 

Oprócz tego socjologicznego czynnika, który prowadził do zainteresowania buddyzmem i medytacją wśród ludzi Zachodu, był jeszcze inny – nazwijmy go filozoficznym czy nawet teologicznym. Omówmy go już na przykładzie innej postaci.

Europejczycy szukają medytacji w Azji – historia Nyanatiloki Mahathery

Anton Walter Florus Gueth (1878-1957) pochodził z Wisbaden i w młodości poświęcił się muzyce, którą studiował w konserwatorium. Pociągało go także życie duchowe, a jako że pochodził z rodziny katolickiej, wstąpił do benedyktyńskiego klasztoru w Maria Laach. Nie za długo tam pozostał, gdyż – jak potem mówił – niezbyt przemawiała do niego idea Boga osobowego, a bardziej pociągał go panteizm. 

Po wysłuchaniu konferencji któregoś z teozofów na temat buddyzmu i po przeczytaniu „Katechizmu buddyzmu” Olcotta, który podsunął mu jego nauczycieli muzyki, Gueth w wieku 25 lat wyjechał do Azji

Najpierw zatrzymał się w Birmie, gdzie między innymi spotkał Charlesa Henry’ego Allana Bennetta (1872-1923), kilka lat od niego starszego Anglika, który również szukał duchowych przygód i doświadczeń pośród birmańskich buddystów. Dwaj młodzieńcy zaprzyjaźnili się i zostali buddyjskimi mnichami. Anglik przyjął imię Bhikkhu Ananda Metteyya, Niemiec zaś otrzymał imię Nyanatiloka Mahathera.

Ponieważ Gueth chciał lepiej poznać oryginalne pisma buddyjskie w języku pali, przeniósł się na Cejlon. W 1906 r., po kilku latach studiów, ascezy i medytacji wydał, już pod imieniem Nyanatiloka, książkę „Słowo Buddy” („Das Wort des Buddha”), która z czasem stała się także niezwykle poczytna, tłumaczona i nieustannie wznawiana na Zachodzie. 

W pozycji tej Nyanatiloka omówił osiem głównych praktyk zalecanych przez Buddę w celu osiągnięcia wyzwolenia; opisując jedną z nich, techniczny zwrot samma-sati przełożył na niemiecki jako Achsamkeit, co można by wyrazić jako uważność lub medytację. Warto zauważyć, że książka Nyanatiloki ukazała się dokładnie w tym samym roku, co omówione wcześniej „Kazania” Soyena Shaku.

Dlaczego Zachód zwrócił się ku buddyzmowi – kryzys idei Boga osobowego

Dalsze losy Niemca, który zamiast benedyktynem został buddyjskim mnichem, były równie ciekawe i barwne, ale nasz cykl nie jest miejscem, które można by im poświęcić. Wspomnijmy tylko, że w kwietniu 1919 r. Nyanatiloka przebywał w Neapolu, gdzie spotkał Alexandrę David-Néel, bohaterkę pierwszego odcinka naszej historii, która rok później przyjechała do niego na Cejlon, by studiować byddyzm, pogłębiać medytację i znajomość języka pali.

Najciekawszym wątkiem tej historii, który rzuca snop światła na to, dlaczego niektórzy ludzie Zachodu na przełomie XIX i XX w. skierowali się w stronę buddyzmu i tamtejszej medytacji, jest przykład młodego Guetha, odwracającego się od idei Boga osobowego i modlitwy. Bo bez wątpienia u podstaw medytacyjnego ruchu w XX w. leży kryzys idei Boga osobowego i związanej z nią duchowości. 

Propozycja praktyki medytacji buddyjskiej wychodziła naprzeciw właśnie tego rodzaju trudnościom.


Osiem myśli Soyena Shaku

  1. Rano, przed ubraniem się, zapal kadzidło i medytuj.
  2. Idź spać o stałej porze. Spożywaj posiłki w regularnych odstępach czasu. Jedz z umiarem i nigdy do syta.
  3. Przyjmuj gości z takim samym nastawieniem, jakie masz, gdy jesteś sam. Gdy jesteś sam, zachowuj takie samo nastawienie, jakie masz podczas przyjmowania gości.
  4. Uważaj na to, co mówisz, i cokolwiek mówisz, praktykuj to.
  5. Kiedy nadarzy się okazja, nie przegap jej, ale zawsze zastanów się dwa razy, zanim coś zrobisz.
  6. Nie żałuj przeszłości. Patrz w przyszłość.
  7. Miej nieustraszoną postawę bohatera i kochające serce dziecka.
  8. Idąc spać, śpij tak, jakbyś zapadł w swój ostatni sen. Po przebudzeniu natychmiast opuść łóżko, jakbyś pozbył się pary starych butów.

To czwarta część cyklu o historii zachodniej medytacji

W poprzedniej pisaliśmy: 

  • co było jednym z głównych zarzewi rozprzestrzeniania się medytacji we współczesnym świecie,
  • jaki wpływ miała na świat Zachodu książka „Raja Yoga” (1896) swamiego Wiwekanandy,
  • jak mieszało się stare i nowe, Wschód i Zachód, hinduizm i chrześcijaństwo, mistyka i współczesna nauka.

     

Więcej znajdziesz w cyklu Historia Medytacji >>>>

  • Autor Maciej Bielawski – jest teologiem, pisarzem i wykładowcą uniwersyteckim z Werony, nauczycielem kontemplacji i duchowości.

W kolejnym tekście przeczytamy:

  • jak wypaleni kolonizatorzy z Zachodu zwrócili się ku mądrościom ludów, którymi rządzili,
  • o atrofii kontemplacji chrześcijańskiej u początku XX w.
  • i o innych zwiastunach współczesnej mody na dalekowschodnią medytację. 
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 11/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Zen trafia na Zachód