Wynton Marsalis: "The Magic Hour"

Album “The Magic Hour" skomponowany został tak, jakby jego scenariusz dyktował sam Alfred Hitchcock. Wszystko zaczyna się od trzęsienia ziemi, czyli występu wokalistki Dianne Reeves w pierwszym, poniekąd programowym, utworze “Feeling of Jazz". Później temperatura stopniowo rośnie, aż do kulminacji w utworze “Baby, I Love You", w którym śpiewa Bobby McFerrin.
Czyta się kilka minut
 /
/

Poza tym płyta jest instrumentalna, nagrana w klasycznym kwartecie, co znaczy że Wynton Marsalis - po opuszczeniu firmy Columbia, dla której zrealizował bodaj pół setki albumów (w jednym tylko roku 1999 wydał osiem tytułów z muzyką jazzową i klasyczną; baletową, musicalową, filmową, kameralną i bigbandową!) i po dwóch latach milczenia - wrócił do źródeł, czyli do grania w małym zespole, którego każdy z członków może popisać się nie tylko umiejętnościami integracyjnymi, ale również solowymi.

Wyntonowi Marsalisowi, jedynemu spośród jazzmanów, którego uhonorowano Nagrodą Pulitzera, któremu sekretarz generalny ONZ nadał tytuł Posłańca Pokoju, szefowi elitarnej Lincoln Center Jazz Orchestra - od dawna patrzy się na ręce. Jedni go wielbią, twierdząc, że dzięki niemu jazz żyje i rozwija się, inni odsądzają od czci i wiary, zarzucając tradycjonalizm i czyniąc odpowiedzialnym za wyprowadzenie jazzu na manowce autopastiszu, by nie powiedzieć - autoplagiatu.

Słuchając “The Magic Hour" nie ma najmniejszej wątpliwości - Marsalis to facet z Nowego Orleanu, który przynajmniej raz dziennie musi spojrzeć w twarz duchowi Louisa Armstronga. Młodzi muzycy, który mu dzisiaj towarzyszą, nie ustępują w niczym mistrzom, z jakimi na przełomie lat 80. i 90. nagrywał brawurowy “Live at Blues Alley" oraz rewelacyjne płyty z cyklu “Standards". Pianista Eric Lewis recytuje jak natchniony, natomiast sekcja Carlos Henriquez (kontrabas) i All Jackson (perkusja) napędza rytm z takim biglem, że noga sama chodzi. Wszyscy grają z taką pasją, jakby chodziło o rzecz najważniejszą w życiu. Cóż, nie da się ukryć, że jazz to właśnie sprawa życia i śmierci.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 16/2004