Wszyscy jesteśmy ogrami

Dwa dni po premierze. Seans o 20.00. Na sali ani jednego dziecka. Średnia wieku publiczności balansuje w okolicy trzydziestki. Wszystkie miejsca zajęte.
Czyta się kilka minut
 /
/

Królewna Fiona wyszła za ogra i porzuciła swą powabną postać, aby na zawsze pozostać ogrzycą. Ale oto nadchodzi depesza od rodziców, w której królewska para zaprasza córkę z zięciem do rodzinnego zamku. Shrek początkowo odmawia, ale ulega namowom żony i wkrótce nowożeńcy w swojej odpychającej, zielonej postaci stają naprzeciw Króla i Królowej.

Rodzice Fiony z trudem ukrywają rozczarowanie - ich córka bezpowrotnie utraciła figurę Barbie, na domiar złego towarzyszy jej zielony prostak bez ogłady. Król ma dodatkowy powód do obaw - niegdyś obiecał rękę królewny pyszałkowatemu Księciu z Bajki, którego apodyktyczna mamusia - Wróżka - zamierza wyegzekwować pochopną obietnicę. Pod jej dyktando Król wynajmuje płatnego zabójcę - Kota w Butach i zleca mu zgładzenie Shreka. Ale niechciany zięć w asyście oddanego Osła pokrzyżuje zbrodnicze plany teścia. Za sprawą magicznego eliksiru wykradzionego Wróżce Shrek, Fiona i Osioł zyskają żurnalową urodę. Czy atrakcyjna powierzchowność uczyni ich szczęśliwymi? Czy Fiona rozpozna swojego poczciwego ogra pod postacią muskularnego przystojniaka?

“Shrek 2", jak niemal wszystkie kontynuacje, wydaje się słabszy od poprzednika. Spowszedniał nam koncept baśni o Kopciuszku na opak. Efekt niespodzianki zbladł, znamy już baśniowych koleżków Shreka, a ślub bohaterów, czy tego chcemy, czy nie, schładza romantyczną aurę filmu. Niemniej młodzi ludzie tłoczą się przed kasą, żeby obejrzeć tę najmądrzejszą bajkę Hollywoodu. Salę zapełnia tłum ogrów, ogrzyc i osłów - ani jednej królewny, książętom z bajki wstęp wzbroniony.

Nie muszę być zielona, żeby się czuć jak Shrek - wystarczy codzienna porcja toksycznego Urodyzmu, który stał się religią naszych czasów. Z każdego billboardu łypie na mnie roznegliżowana Królewna Śnieżka i dla poprawy samopoczucia mogę co najwyżej stłuc zwierciadełko. Kremy, mleczka i żele są odpowiednikiem czarodziejskiego eliksiru - ich działanie jest mocno problematyczne, ale my, ogrzyce, pozostajemy niewolnicami magicznego rytuału i nacieramy peelingiem zieloną skórę. Dla tych, które dostrzegły daremność upiększających zabiegów - pozostaje domek na bagnie.

Bezduszna spółka Grimm&Perrault zachwaściła naszą wyobraźnię wizerunkami księżniczek i książąt przecudnej urody. “Słownik literatury dziecięcej i młodzieżowej" wydany przez Ossolineum tak definiuje Królewicza: “jedna z typowych postaci baśni i bajek; reprezentuje dodatnie cechy świata baśniowego: jest dzielny, piękny, młody i bogaty...". Lista przymiotów królewny jest krótsza: “reprezentuje wartości w świecie baśniowym pożądane i jednoznacznie pozytywne: jest przede wszystkim piękna i młoda...". O, przepraszam! A kursy kroju i szycia? A dyplom z literatury chorwackiej? A umiejętność gry w kometkę? A troska o dzieci i zwierzątka... to pies? Nikt nie napisał dotąd bajki o królewnie, która zdobyła miłość królewicza za sprawą wygranej w kometkę, ale “Shrek" jest plastrem na nasze obolałe ego - oferuje nam rekompensatę za szkody wyrządzone przez nachalną propagandę Urodyzmu. Piękna Królewna zostaje obśmiana, Książę z Bajki to nikt inny jak pieszczoszek mamusi, infantylny dupek z siatką na złocistych lokach.

William Steig, autor literackiego pierwowzoru “Shreka", stworzył postać będącą jawną kpiną ze standardów urody, którym hołduje popkultura. Obsadzić w roli amanta niechlujnego grubasa, który nie używa szczoteczki do zębów, i uczynić go wiarygodnym - to zadanie karkołomne. A jednak udało się i odtąd żaden blond królewicz nie będzie bezpieczny - topos został nadgryziony, nieskazitelny wizerunek upstrzyły muchy ze shrekowego bagna, obcisłe rajtuzy już nie wystarczą.

Nie sposób przecenić roli twórców dubbingu dla popularności filmu na polskich ekranach. Talent Bartosza Wierzbięty, autora dialogów, najłatwiej docenić porównując jego translatorską robotę ze “szkolnym", zaledwie poprawnym tłumaczeniem scenariusza, które ukazało się nakładem wydawnictwa Amber. Co bardziej dociekliwych widzów zachęcam do obejrzenia oryginalnej wersji “Shreka 2", wyświetlanej w niektórych kinach (z napisami). Przyjemnie jest skonstatować, że Stuhr jest lepszy od Eddie’go Murphy, Malajkat nie gorszy od Banderasa, a Wojciech Mann w roli Siostry Kopciuszka nie ma sobie równych.

P.S. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że posłanka Beger użyczyła swojego image’u ogrzycy Fionie - z wielkim pożytkiem dla wiarygodności filmu.

“SHREK 2". Reż.: ANDREW ADAMSON, scen.: David N. Weiss, Joe Stillman, J. David Stern. Prod.: USA 2004. Premiera polska: 2. 07. 2004.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 29/2004