Reklama

Okupacja na własne życzenie

Okupacja na własne życzenie

23.09.2019
Czyta się kilka minut
Po wybielającej Stalina zmasowanej akcji, związanej z 80. rocznicą paktu z Hitlerem, propaganda Rosji wykorzystała 17 września do prób dyskredytowania Polski. Oraz do wskrzeszania sowieckich mitów.
Kadr z propagandowego filmu opublikowanego na Facebooku rosyjskiego MSZ: min. Józef Beck celuje w Stalina MSZ Federacji Rosyjskiej
Z

Zbliża się 75. rocznica zakończenia II wojny światowej. Wielkie Zwycięstwo stanowi fundament mitu założycielskiego państwa rosyjskiego pod rządami Władimira Putina. Moskwa od lat buduje narrację o niepokalanym zbrodnią udziale Armii Czerwonej w pokonaniu nazizmu.

Przed przypadającą na maj 2020 r. rocznicą Kreml – który chce widzieć na trybunie honorowej na placu Czerwonym przywódców najważniejszych państw świata – wyraźnie nasila działania wzmacniające tę narrację.

Sierpniowe i wrześniowe rocznice – zawarcia paktu Hitler–Stalin, a potem kolejno niemieckiej oraz sowieckiej agresji na Polskę – stały się dla rosyjskich władz oraz dla naukowej i medialnej „obsługi” Kremla okazją do formułowania dobitnych tez.

Do niedawna potępiany pakt sowiecko-niemiecki, otwierający Hitlerowi drogę do rozpętania wojny, został teraz przez władze Rosji usprawiedliwiony, wręcz gloryfikowany. Wkroczenie Armii Czerwonej na wschodnie tereny Rzeczypospolitej, przez lata przemilczane, w tym roku odtrąbiono w Moskwie jako sukces: oto odzyskano to, co chwilowo utracono na rzecz Polski. Z naftaliny wyciągnięto też sowieckie hasła o zbawiennym przyłączeniu bratniej Białorusi i Ukrainy oraz o entuzjastycznym przyjęciu sowieckich oddziałów przez miejscową ludność, uwolnioną spod jarzma polskich panów.

Odwracanie historycznego kota ogonem idzie w Rosji pełną parą. Aforyzm satyryka Michaiła Zadornowa, że „Rosja to wielki kraj o nieodgadnionej przeszłości”, zyskał właśnie nowe potwierdzenie.

Z dumą i pochwałą

17 września 2013 r. pisałam na blogu „Siedemnaście mgnień Rosji”: „O tej rocznicy było dziś w rosyjskich mediach cicho. O tym, że 17 września 1939 r. Armia Czerwona na mocy paktu Ribbentrop–Mołotow wkroczyła na terytorium Polski, napisały niszowe internetowe portale i kilku blogerów. Maksim Sitkin odnotował, że 17 września »to jeden z najbardziej haniebnych dni w historii ZSRR, dzień, w którym dwa faszyzmy, stalinowski i hitlerowski, zjednoczyły się, napadły na wolną, niewielką Polskę. Dzień, kiedy ZSRR stał się uczestnikiem II wojny światowej, sojusznikiem Trzeciej Rzeszy«”.

To było zaledwie sześć lat temu.

Nad tegoroczną rocznicą już nie panowało pełne wstydu i żenady milczenie. Wręcz przeciwnie: z przytupem do wkroczenia do Polski odnosili się czołowi rosyjscy politycy i pochwalali zbliżeni do Kremla historycy, rozpisywały się szeroko poczytne gazety, z dumą mówiła rosyjska telewizja państwowa.

Kampanię zapoczątkował Siergiej Iwanow, w młodych latach znajomy Putina z KGB. Gdy Putin został prezydentem, obsadzał go na ważnych stanowiskach. Był on więc sekretarzem Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej, ministrem obrony, wicepremierem. W 2008 r. mówiło się nieoficjalnie, że Putin rozważał jego kandydaturę jako prezydenta na cztery lata przerwy w sprawowaniu urzędu (ostatecznie wybrał Dmitrija Miedwiediewa). Obecnie Iwanow piastuje stworzoną dla niego funkcję specjalnego przedstawiciela prezydenta ds. ekologii. Mimo tak niszowej godności, jest stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa, co świadczy o wysokiej pozycji w putinowskim „biurze politycznym”.

Kijem hienę Europy

Najwidoczniej w rosyjskiej ekologii wszystko jest w porządku, bo wiosną tego roku zaufany Putina został rzucony na odcinek historyczny: wszedł do rady patronackiej Rosyjskiego Towarzystwa Wojskowo-Historycznego – tworu powołanego dekretem prezydenckim i realizującego operacje specjalne na froncie historycznym. Podobną rolę odgrywa Rosyjskie Towarzystwo Historyczne pod przewodem innego znajomego Putina z KGB, Siergieja Naryszkina. W publikacjach historyków współpracujących z obu stowarzyszeniami, w wypowiedziach na konferencjach wygłaszane są zatwierdzone odgórnie tezy, współbrzmiące z zapotrzebowaniem władz.

Iwanow na konferencji prasowej w lipcu stanął w obronie Stalina, nazwał „bzdurą” i „świadomą zmyłką” twierdzenia, że Związek Sowiecki był podżegaczem wojennym i przyczynił się do rozpętania światowego konfliktu. Stanowczo odrzucił też zgłaszane przez poszkodowane państwa postulaty pokajania się Moskwy za zbrodnie, a już tym bardziej zapłacenia za wyrządzone szkody. Wygłosił pean o sensowności zawarcia paktu z III Rzeszą, nazwał go aktem niosącym pokój i powtórzył wytarte kłamliwe tezy o pożytkach płynących z tej umowy (powstrzymanie marszu Niemiec na wschód, zyskanie przez Kreml dwóch lat na przygotowania do wojny etc.).

Do tych nieświeżych myśli Iwanow nawiązał też na konferencji naukowej (jednej z wielu organizowanych przez władze) przy okazji rocznicy 17 września: przytoczył chętnie cytowane przez sowiecką propagandę słowa Churchilla, że „Polska jest hieną Europy”, a także odżegnał się od zarzutów, że Związek Sowiecki stał się okupantem ziem, które wtedy zajął: „Przecież mieszkańcy tych terenów stali się obywatelami ZSRR, nabywając w ten sposób wszystkie prawa i obowiązki, niektórzy weszli do elity, czy można w takim razie mówić o okupacji?”. A że były wywózki, represje, egzekucje? Cóż, to dotyczyło wtedy całego kraju – uzasadniał.

Polska sama chciała

Lansowane przez polityków twierdzenia twórczo rozwinęli historycy i publicyści. Prokremlowska internetowa gazeta „Wzgląd” zamieściła materiał z „hieną Europy” w tytule. Autor Dmitrij Bawyrin dowodzi, że pokojowo nastawiona Armia Czerwona weszła na teren Polski dopiero, gdy polskie państwo przestało istnieć i nie mogło bronić swych obywateli we wschodnich prowincjach. To także teza znana z czasów sowieckich, nieprawdziwa, ale chwytliwa. Tylko w nielicznych publikacjach opozycyjnych mediów znalazło się sprostowanie, np. w wywiadzie dla internetowej „Meduzy” historyk Oleg Budnicki mówił: „Kiedy Armia Czerwona już wkroczyła na terytorium Polski, polski rząd jeszcze przebywał w kraju, jeszcze nie przekroczył rumuńskiej granicy. Dlatego sowieckie argumenty były naciągane, z punktu widzenia prawa międzynarodowego to była aneksja”.

Tymczasem Bawyrin ogłasza, że Polska nawet po tym, jak wojska sowieckie znalazły się na jej terenie, nie wypowiedziała wojny, co miało oznaczać bez mała zgodę na aneksję. Ta myśl powtarzana była w wielu publikacjach w prorządowej prasie i materiałach internetowych. Historyk Borys Sokołow na niezależnym portalu „Grani” polemizuje z tym twierdzeniem. „Polski rząd [po wkroczeniu Armii Czerwonej] nie wypowiedział wojny ZSRR, uznając, że sytuacja jest beznadziejna. Nakazał polskim żołnierzom przebijanie się za granicę. (...) I wtedy, i teraz w Moskwie fakt niewypowiedzenia wojny wykorzystywany jest jako dowód, że Związek Sowiecki nie dokonał agresji wobec Polski. W rzeczywistości aby uznać jakieś działania za agresję, nie trzeba wypowiadać wojny. W marcu 1938 r. Niemcy zajęły Austrię, w marcu 1939 r. – Czechosłowację, a w kwietniu 1940 r. – Danię. Żadna ze stron nie wypowiedziała wojny, a przecież społeczność międzynarodowa uznała te przypadki za agresję ze strony nazistowskich Niemiec. Podobnie Związek Sowiecki, napadając na Finlandię w listopadzie 1939 r., nie wypowiedział jej wojny. Niemniej za agresję wobec Finlandii został wykluczony z Ligi Narodów”.

Jeszcze dalej idące tezy ogłosił popularny dziennik „Komsomolskaja Prawda” w artykule pt. „Polska zrobiła wszystko, aby Stalin napadł na nią 17 dni po Hitlerze”. Autor dowodzi, że wkroczenie Armii Czerwonej nie było inwazją, a władza sowiecka na terenach Rzeczypospolitej nie była okupacją. W tym samym duchu pisze tygodnik „Argumienty i Fakty”: „Związek Sowiecki wyprawił się jedynie po ziemie, które mu niegdyś odebrano, a które zostały pozostawione [przez polski rząd] na pastwę losu”.

Rosyjska telewizja 17 września od rana przypominała widzom: „Dziś mija 80. rocznica przyłączenia ziem zachodniej Białorusi i Ukrainy do Związku Sowieckiego. Opublikowane dokumenty poświadczają przyjazne powitanie czerwonoarmistów przez miejscową ludność”. Ten przygrzany sowiecki kotlet o entuzjazmie mas na widok czerwonoarmisty, a zwłaszcza enkawudzisty, serwowany był ostatnio w wielu publikacjach. Jest żylasty i trzeciej świeżości, ale został wpisany do oficjalnego jadłospisu. Być może na okoliczność spodziewanego wznowienia rozmów o statusie Donbasu.

„Historyczna Rosja”

Poza przygotowaniem ogniowym do majowych obchodów w 2020 r., propagandowa akcja Kremla, usprawiedliwiająca niegodziwości Stalina i zdobycze terytorialne, może mieć jeszcze jeden cel.

Jak zauważa były doradca Putina, obecnie w kontrze wobec Kremla, Andriej Iłłarionow: o ile w 2014 r., gdy trwała „rosyjska wiosna” na wschodzie Ukrainy, naczelnym pojęciem propagandy był russkij mir (rosyjski świat) – wspólna cywilizacja narodów postsowieckich, zwłaszcza słowiańskich, uznających zwierzchność Moskwy i konieczność obrony tego świata – o tyle obecnie Putin już tego pojęcia nie używa. Zastąpiło go wyrażenie „historyczna Rosja”, a więc ziemie, na których kiedykolwiek władzę sprawowało państwo rosyjskie. Czy jako uzasadnienie dla agresji na te ziemie, która – w myśl propagandy – nie będzie agresją? I wskazówka dla ludności tych ziem, aby witać neokrasnoarmiejców chlebem i solą? ©

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

W latach 1992-2019 związana z Ośrodkiem Studiów Wschodnich, specjalizuje się w tematyce rosyjskiej, publicystka, tłumaczka, blogerka („17 mgnień Rosji”). Od 1999 r. stale współpracuje z „...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]