Reklama

Witaj książko

Witaj książko

13.05.2008
Czyta się kilka minut
Dobrze się stało, że głównym tematem poprzedniego numeru "Tygodnika Powszechnego" uczyniono "Pożegnanie z książką". Prowokacyjnie sformułowany temat skłania do udziału w dyskusji, którą rozpoczął
L

Lech Mergler niezwykle ciekawym tekstem "Ogrody Gutenberga i okolice". Widać w nim dylematy, przed którymi stoją fanatycy słowa drukowanego, próbujący zrozumieć dynamiczne przemiany komunikacyjne współczesnego świata.

Autor wykazuje przy tym niezwykłą pokorę wobec multimedialności naszej cywilizacji. Ta dosyć rzadka postawa wynika z zastosowania fundamentalnej zasady: najpierw trzeba coś zrozumieć, by potem to ocenić. Znam doskonale Lecha Merglera i jego poglądy; połączyła nas nie tylko wielka, wręcz fanatyczna miłość do książki, ale także ostrożność w ocenie znaczenia literatury popularnej. Pełniąc rolę komentatorów przeobrażeń polskiego rynku książki staraliśmy się, doceniając rolę literatury wyższej, bronić prawa czytelniczych podmiotów do wyboru dzieł niższego lotu. Przez wiele lat byliśmy w mniejszości - a to zawsze pogłębia emocjonalne związki.

Mergler stwierdza: "Na tle multimedialnej alternatywy lektura książek okazuje się jednym z najbardziej wymagających sposobów obcowania z tekstami kultury". Trudno się z tym nie zgodzić, ale warto dodać kilka uwag natury ewolucyjnej. Pismo pojawiło się w ludzkiej cywilizacji dopiero kilka tysięcy lat temu, w kilkadziesiąt tysięcy lat po języku mówionym (w literaturze naukowej nie ma zgody co do tego, kiedy człowiek zaczął mówić, a różnice sięgają trzydziestu tysięcy lat). Jeśli za pismo uznamy pismo klinowe, to era języka pisanego zaczęła się około czterech (może pięciu) tysięcy lat temu. Czyli niedawno, biorąc pod uwagę kilka milionów lat ewolucji hominidów i najpewniej kilkaset tysięcy lat ewolucji mózgu homo sapiens.

Stąd zasadniczy wniosek - nasz mózg obcuje z językiem pisanym krótko, wręcz niewyobrażalnie krótko. Czy można się zatem dziwić, że czytanie męczy? By sprawnie i ze zrozumieniem czytać, należy poddawać mózg wysilonemu treningowi. Najprostszym, co nie oznacza, że najbardziej efektywnym rodzajem treningu są lekcje szkolne. To szkoła ma nauczyć ludzi umiejętności czytania, przyjemności kontaktu z wielką literaturą i kompetencji w poruszaniu się wśród różnych tekstów kultury.

Radio, kino i telewizja zawsze stanowiły konkurencję dla słowa pisanego, ale byli to przeciwnicy mieszczący się w jednym paradygmacie. Pojawienie się internetu zapoczątkowało rewolucję. Można w nim znaleźć wszystko, co interesuje młodego człowieka: gry, muzykę, filmy i oczywiście słowo pisane. Ale ten ostatni rodzaj przekazu charakteryzuje się w internecie ogromną skrótowością. Informacje są esencjonalne i emocjonalne, mają przede wszystkim zaciekawiać. Używając modnego kiedyś słowa, można powiedzieć, że są mało dyskursywne.

Tymczasem literatura, najbardziej wyrafinowana forma języka pisanego, jest jednak dyskursywna. Wymaga skupionej lektury, zrozumienia intrygi, podstawowej choć znajomości konwencji literackich i rozbudowanego systemu pojęciowego. Większość z tych umiejętności powinniśmy zdobyć w szkole. Ale wiemy już, że jest to zadanie dla tej instytucji czasami niewykonalne. Kiedy uczeń nie chce uczestniczyć w procesie edukacyjnym, nic go do tego nie zmusi. Znaczna część uczniów żyje po prostu w innej rzeczywistości komunikacyjnej, którą wytwarza internet: prostszej, skuteczniejszej, ciekawszej.

Nie internet jednak jest współczesnym diabłem, odpowiadającym za większość nieszczęść współczesnej kultury. Mergler trafnie przypomina: "Wszystkie znane mi badania wskazują, że czytelnictwo jest pozytywnie skorelowane z takimi wyznacznikami charakterystyki społecznej jak wykształcenie, miejsce zamieszkania (duże miasto), poziom zamożności, wysoka pozycja społeczna, stosunkowo młody wiek. Oraz intensywne korzystanie z komputerów i internetu". Problem dla czytelnictwa stanowią raczej ludzie, którzy nie mają dostępu do internetu: grupy społeczne poruszające się w wielkiej wprawdzie, ale jednak symbolicznie ograniczonej przestrzeni słowa mówionego i słuchanego (radio i telewizja).

Działania komunikacyjne w tej rzeczywistości mają w większym stopniu charakter odtwórczy i nastawione są przede wszystkim na budowanie silnych więzi społecznych. A lektura jest przedsięwzięciem indywidualnym; do historii przeszły rodzinne lektury patriotycznych dzieł. Czytanie książki to świadome, wyrafinowane działanie samotnika, a nawet zakochanego w sobie samoluba. Wymaga ciszy, skupienia, oddzielenia się od innych. Nie wszystkie rodziny akceptują taki egoistyczny akt. Czytanie książki bywa dla nich niezrozumiałym dziwactwem. Trzeba mieć wiele odwagi cywilnej, by w niektórych grupach społecznych oddać się lekturze książki.

Nie wiem, co bym zrobił bez książek. Bez kompulsywnego ich kupowania i ciągłego, zachłannego czytania. Otaczające mnie półki z tysiącami tomów dają mi poczucie bezpieczeństwa, którego nie są w stanie zapewnić mi ani rząd, ani tym bardziej policja. Książki są całym moim życiem i ich utrata oznaczałaby ostateczny koniec mojej nędznej egzystencji.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]