Wino na cześć Papieża

Ćwierć wieku temu byłam pracownikiem naukowym wyższej uczelni, któremu udało się od września do grudnia 1978 r. korzystać ze stypendium Deutscher Akademischer Austauschdienst w Instytucie Farmaceutycznym w Bonn.
Czyta się kilka minut

16 października wpadła z impetem do mojego pokoju starsza niemiecka gospodyni, u której mieszkałam, powtarzając do mnie niewyraźnie i szybko: ,,Juliapapsauspolen". Do dziś mi przykro, że jej nie rozumiałam (wyjechałam do Bonn ze znajomością języka angielskiego). Widząc, że nie pojmuję, zaciągnęła mnie przed telewizor i wtedy zrozumiałam, co znaczyły jej szybko wypowiadane słowa. Oniemiałam! Serce zabiło mi mocno, płakałam, z radości rzuciłam się gospodyni na szyję (zazwyczaj nie była zbyt serdeczna dla Polski - dwóch jej synów zginęło podczas II wojny).

Tego wieczoru nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Nie miałam nikogo bliskiego, żeby cieszyć się razem z nim. Numer kierunkowy telefonu do Polski był ciągle zajęty.

Wyobrażałam sobie bicie dzwonu Zygmunta i innych dzwonów w Polsce. Ludzi biegnących do kościołów. Żałowałam, że nie mogę być z innymi na Wawelu. Oglądałam w telewizji każdy niemiecki dziennik z wiadomościami o Papieżu. Transmisję telewizyjną Mszy pontyfikalnej z Watykanu oglądałam sama w pokoju gospodyni, płacząc. Niemka, widząc moje emocje, poczęstowała mnie po transmisji obiadem i wyciągnęła z kredensu butelkę reńskiego wina mówiąc: ,,Napijmy się za zdrowie twojego Papieża". Byłam jej ogromnie wdzięczna za ten gest.

Wieczorem pojechałam do kościoła na Mszę moim małym fiatem 600, by podziękować za dar, jaki my, Polacy, otrzymaliśmy. Po wyjściu na tylnej, lekko przymglonej szybie auta zobaczyłam napis ,,Vivat Polen" i rozpłakałam się ze wzruszenia. W Instytucie miejsce zwykłej uprzejmości zajęły życzliwość i przyjaźń, trwające do dziś.

Wreszcie nadeszły listy od najbliższych z Krakowa. Starsza córka dowiedziała się o wyborze Papieża przy odrabianiu lekcji, słuchając radia włoskiego i w liście potwierdzała moje wyobrażenia tego, co działo się w tym dniu w Krakowie. Młodsza, wiedząc, że tęsknię, napisała: “Jak Ci będzie smutno, to sobie pomyśl, że papież jest dalej od Ciebie i wyjechał na całe życie, a Ty na trzy miesiące. I papież na papieżostwo, a Ty na stypendium".

Po raz drugi znalazłam się w Niemczech w 1984 r. Zostałam stypendystką Instytutu Farmaceutycznego w Münster. Ks. Spike, proboszcz parafii Gremmendorf, gdzie uczęszczałam do kościoła, zaproponował mi podczas wizyty duszpasterskiej udział w pielgrzymce do Rzymu na koszt parafii. Mówił: “Papież bardzo by się ucieszył, gdyby Niemcy przywieźli mu ze sobą jedną Polkę". Niestety, pielgrzymka miała się odbyć dopiero po moim wyjeździe z Münster. Wzruszającą propozycję pamiętam jednak do dziś.

JULIA ZAJĄCZKOWSKA (Kraków)

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 43/2003