Reklama

Wielki Post, czyli głód ducha

Wielki Post, czyli głód ducha

18.02.2015
Czyta się kilka minut
Dlaczego Duch w Wielkim Poście wyprowadza nas na pustynię?
Jan Paweł II. Fot. Gianni Giansanti / SYGMA / CORBIS
C

Chrześcijańskie doświadczenie wiary jest wejściem w ludzkie doświadczenie Jezusa. Ono jest miejscem i wzorem naszego spotkania z Bogiem. Trzeba więc uważnie czytać Ewangelię, by zobaczyć, jak wyglądała religijna droga Mistrza. Na kartach najstarszej z ewangelii, według Marka, pojawia się opis pierwszego doświadczenia Jezusa: „W owym czasie przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i przyjął od Jana chrzest w Jordanie. W chwili gdy wychodził z wody, ujrzał otwierające się niebo i Ducha jak gołębicę zstępującego na siebie. A z nieba odezwał się głos: »Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie«. Zaraz też Duch wyprowadził Go na pustynię. Czterdzieści dni przebył na pustyni, kuszony przez szatana. Żył tam wśród zwierząt, aniołowie zaś usługiwali Mu” (Mk 1, 9-13).

Co przeżywał Jezus
W odróżnieniu od późniejszych przekazów – Mateusza, Łukasza i Jana – Marek wyraźniej wskazuje, że chodzi tu o doświadczenie, które spotkało Jezusa, a nie tych, którzy go wówczas otaczali. To sam Jezus bowiem widzi otwierające się niebo, Ducha zstępującego na siebie, to do Niego skierowany jest głos objawiający mu Boże synostwo. Nam, przyzwyczajonym do dogmatycznie wypracowanego obrazu Chrystusa-Boga, drugiej Osoby Trójcy, narracja Markowa może wydać się dziwna – jakże to, czyż Jezus nie był od początku świadomy swej tożsamości, że potrzebował takiego objawienia?
Świadomość boska jest dla nas całkowitą tajemnicą. Nie możemy jednak zapominać o ludzkiej naturze Jezusa. Pismo głosi, że upodobnił się On „pod każdym względem do braci” (Hbr 2, 17) i był „doświadczony we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu” (Hbr 4, 15) – a więc także w rozwoju religijnej świadomości. Właśnie ten rozwój opisuje Marek. Wszystkie elementy jego opisu odwołują się zaś do znanych w tamtej kulturze sposobów mówienia o doświadczeniu mistycznym. Otwarte niebo oznacza bezpośrednie, świadome doświadczenie boskiej Rzeczywistości. Rzeczywistość ta ogarnia człowieka z wielką mocą, jak potężny wiatr, Boskie Tchnienie. Jest to zarazem doświadczenie dające samoświadomość pokrewieństwa, bliskości, jedności z Boską Rzeczywistością – „bycia umiłowanym dzieckiem Boga”.
Ogarnięcie Jezusa przez Ducha wyraża określenie Chrystus – Namaszczony (Duchem właśnie). Chrześcijańska interpretacja pism proroków Izraela dostrzegła zapowiedź, ale także bliższe wyjaśnienie tego namaszczenia w fragmencie z Księgi Izajasza: „I wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się odrośl z jego korzeni. I spocznie na niej Duch Pański, duch mądrości i rozumu, duch rady i męstwa, duch wiedzy i bojaźni Pańskiej” (Iz 11, 1-2). Obecność Ducha rozwija w człowieku – Jezus jest tu wzorcowym przykładem – pewien „organizm” zdolności, nazwanych w późniejszej tradycji darami Ducha. Izajasz wymienia ich sześć, lecz ponieważ ostatni – bojaźń Boża – nazywany był w tłumaczeniach Biblii dwoma terminami, późniejsza tradycja ów duchowy rozwój zaczęła kategoryzować wedle siedmiu darów – rozdzielając bojaźń Bożą i pobożność.
„Duch wieje, kędy chce, szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd podąża i dokąd zmierza. Tak jest z każdym, kto narodził się z Ducha” (J 3, 8) – działania i owoców Ducha nie sposób precyzyjnie opisać. Stąd każda ich kategoryzacja, zarówno zawarta w księgach Pisma, jak i w tradycji, jest nieadekwatna. Nie musimy się zatem kłopotać – sześć ich jest czy siedem, i jaka jest ich właściwa kolejność. Nie sposób nawet precyzyjnie wyznaczyć, na czym każdy z nich polega. Ważne, by dzięki metaforycznemu ujęciu stać się bardziej wrażliwym na obecność i działanie Ducha oraz w sposób świadomy i wolny rozwijać oraz wykorzystywać otrzymane dary.

Wyrzuceni na pustynię
Tu właśnie pojawia się konieczność postu i pustyni. Jak czytamy w Ewangelii, Duch wyprowadził (dosłownie: wygnał) Jezusa na pustynię. Co ciekawe, Marek nie pisze nic o Jezusowych posiłkach – przeciwnie niż Mateusz, który podkreśla, że Jezus na pustyni nic nie jadł. Milczenie Marka w tej kwestii możemy odczytać jako wskazówkę, że choć ograniczenie pokarmów jest ważnym elementem postu, nie ono jest jego istotą. Bardziej fundamentalnym wymiarem tej praktyki i doświadczenia, o który chodzi autorom natchnionym, jest właśnie wyjście na pustynię – o nim wspominają zarówno Marek, jak i Mateusz z Łukaszem.
Czemu jednak, można zadać pytanie, wygnanie na pustynię następuje już po przyjęciu Ducha, czemu On nas tam wyrzuca? Pustynia, po pierwsze, jest miejscem poza cywilizacją. Post wyjścia na pustynię oznacza zatem oddalenie się od wielości rozmaitych uwikłań, które, niczym lepka choć ledwo widoczna pajęczyna, otaczają nas dzień po dniu. Rzeczy, międzyludzkie kontakty, natłok informacji, nawyki. Masa spraw w gruncie rzeczy dobrych, które jednak tworzą w nas nitki przywiązań, zaciemniające jasność umysłu. Właściwy rytm życia wymaga czasowego odchodzenia, nabierania dystansu. I nie chodzi wcale o ucieczkę od życia. Gdybyśmy byli idealni, potrafilibyśmy taki dystans zachować bez jakiejkolwiek zmiany okoliczności zewnętrznych. Ze względu na naszą kruchość potrzebujemy jednak specjalnych okresów, w których ograniczamy stopnień zewnętrznego pobudzenia, wygaszamy zaangażowania. Znalazłszy się w przestrzeni prawie bez bodźców, nasze serce ujawnia wyraźniej niż kiedy indziej wszystkie swoje skłonności i przywiązania – niemal krzyczy za tym, czego mu brakuje.
Odejście na pustynię, poza cywilizację, oznacza także bycie sam na sam ze sobą. Samotność i relacyjność to dwie strony ludzkiej kondycji. Nie można tworzyć autentycznej relacji, jeśli się nigdy samemu nie było. Nieusuwalny wymiar samotności istnieje tym bardziej w doświadczeniu wiary, tj. w doświadczeniu odkrycia ostatecznego poziomu swej egzystencji, swojej ostatecznej tożsamości – zgodnie ze słowami Boga zapisanymi w Apokalipsie: „Kto ma uszy, niechaj posłyszy, co mówi Duch do Kościołów. Zwycięzcy dam manny ukrytej i dam mu biały kamyk, a na kamyku wypisane imię nowe, którego nikt nie zna oprócz tego, kto [je] otrzymuje” (Ap 2, 17).
Duch mówi tu o zwycięzcy, gdyż pustynia to – po trzecie – miejsce próby, szkoła przetrwania, sytuacja trudna, a nawet ekstremalna, konfrontacja z ciemną stroną świata i nas samych, czas kuszenia przez Przeciwnika. „Złoto – czytamy w innym miejscu Pisma – próbuje się w ogniu” (1 P 1, 7); próba ujawnia, kim naprawdę jesteśmy, „zmusza” też Ducha, by ujawnił w nas Swoje Dary.
Duch wygania nas więc na pustynię zawsze wtedy, gdy zostajemy wyrzuceni z komfortowej i bezpiecznej, ale i miałkiej egzystencji, którą usiłujemy sobie uwić w ciepłym zakątku wielkiego świata. Gdy konfrontuje nas z prawdą o naszych słabościach, uzależnieniach, naszej ciemnej stronie. Wszystko to zaś po to, by mogły się w nas ujawnić, rozwinąć Jego dary – zdolności, których użycie pozwala na zmianę świata na lepsze.

Droga wielkiego serca
Wyjście na pustynię jest bowiem nie końcem, lecz tylko początkiem duchowej drogi. Bardzo pouczający jest opis skutków działania człowieka, na którym spoczął Duch, obdarzając go swymi darami, obraz nakreślony przez proroka kilka wersów po wyliczeniu darów Ducha: „Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą, cielę i lew paść się będą społem i mały chłopiec będzie je poganiał. Krowa i niedźwiedzica przestawać będą przyjaźnie, młode ich razem będą legały. Lew też jak wół będzie jadał słomę. Niemowlę igrać będzie na norze kobry, dziecko włoży swą rękę do kryjówki żmii. Zła czynić nie będą ani zgubnie działać po całej świętej mej górze, bo kraj się napełni znajomością Pana, na kształt wód, które przepełniają morze” (Iz 11, 7-9).
Człowiek pełen Ducha wnosi w miejscu, gdzie żyje, pokój i harmonię oraz znajomość Boga. Owszem, sprawia to zawsze kosztem własnego życia, czasem nawet musi oddać je całe. „Różdżka z pnia Jessego”, na której spoczywa Duch, to przecież także opisany przez tegoż Izajasza Sługa Pański, miażdżony cierpieniem świata, które niesie w sobie (por. Iz 52-53). To nie cierpiętnictwo – sługa Pański nie tylko cierpi, prorok zapowiada, że „ujrzy światło i się nim nasyci” – lecz współczująca wolność od małego „ego”, zdolność „płakania z płaczącymi i śmiania się z śmiejącymi się” (por. Rz 12, 15). Wielkie serce, które mieści wielkie szczęście i wielkie cierpienie.
Jezus był człowiekiem o wielkim sercu i niezwykłej wrażliwości na Boga. My tacy raczej nie jesteśmy. Dlatego On przeżył doświadczenie Ducha dogłębnie i świadomie. My często nie zauważamy Boskiego Oddechu, tym bardziej że – jak poucza nas historia Eliasza – nie jest to wichura, lecz „cisza łagodnego powiewu” (por. 1 Krl 19, 11-13). Potrzebna jest uważność. Uważne słuchanie, jak Duch działa w życiu innych ludzi (czasami zupełnie wbrew naszym oczekiwaniom i religijnym przyzwyczajeniom). Ale ostatecznie dopiero uważne przeżycie doświadczenia postu i pustyni uzdalnia nas do rozpoznania Tego, który już dawno nas niesie.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Teolog i filozof, publicysta, bloger, redaktor działu „Wiara”. Doktor habilitowany, adiunkt w Katedrze Filozofii Boga i Religii w Akademii Ignatianum w Krakowie. Członek Krakowskiej Grupy...

Dodaj komentarz

Od 25 maja 2019 r., godz. 0:00, do zakończenia głosowania do Parlamentu Europejskiego trwa CISZA WYBORCZA. W tym czasie nie wolno prowadzić agitacji wyborczej. Dowiedz się więcej >> 

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

moze byc

Na symbolicznej pustyni nie ma z kim rywalizować, ponad kogo się wynosić, nie ma kogo "nawracać", nie ma nikogo kto by za nas cokolwiek zrobił. Człowiek musi skupić się na sobie i swoich możliwościach, jedynie rywalizuje z samym sobą, z własną słabością, tylko siebie jest w stanie "nawrócić", to daje szanse by wreszcie usłyszeć cichy lecz stanowczy szmer Absolutu i zmienić jedyna osobę którą jest się w stanie zmienić, czyli zmienić siebie, a może nie tyle zmienić, co dostrzec nowe możliwości i siebie odnowić. Narodzić się na nowo, lub umrzeć jeśli nie sprostamy. Z pustyni można też wyjść "gorszym" jeśli siebie uznamy po takim wyjściu "doskonałym" i godnym pouczania innych. Po przejściu pustyni człowiek powinien zrozumieć, że może innym mówić tylko o swoim doświadczeniu, jeśli pustynia była prawdziwa powinien zrozumieć, że bardzo niewiele trzeba było, by z niej nie wrócił. Fakt przetrwania stawia go tylko w pozycji szczęściarza, a nie w pozycji znawcy, jako znawca rychło może zostać zwabiony na pustynię ponownie, celem weryfikacji :P zresztą pustynia do jakiegoś stopnia jest wszędzie, czas przywyknąć, przywyknąć aż po kres, o ile kres istnieje, bo czy czegoś można być pewnym?

"Ale ostatecznie dopiero uważne przeżycie doświadczenia postu i pustyni uzdalnia nas do rozpoznania Tego, który już dawno nas niesie." Mówią o Nim, że jest pierwszy w działaniu, a ostatni w rozpoznaniu. Są takie sytuacje w życiu, pewnie wielu się przydarza, iż zastanawiamy się co nas gdzieś niesie, po co i gdzie tak gna. Jakby wewnętrznie 'coś' nami rządziło, posyłało do kogoś, kazało pójść za kimś. Takie doświadczenie drogi...Dobre ujęcie tematu.

Ciekawe rozwazanie wielkopostne - do wzrostu duchowego:-)
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]