Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Weganie nie poszczą

Weganie nie poszczą

19.03.2018
Czyta się kilka minut
Dlaczego nie wystarczy powstrzymać się od jedzenia mięsa, żeby stwierdzić, że się pości?
ISTOCK GETTY IMAGES
G

Gdyby jedno znaczyło drugie, to mistrzem postu byłby każdy weganin. Przecież powstrzymuje się, bardzo świadomie i kosztem nie lada starań, od przyjmowania pokarmów pochodzenia zwierzęcego – i to nie tylko w piątek, ale przez cały okrągły rok. Rozdział 39 reguły św. Benedykta, tego wzorca samokontroli i powściągliwości, stanowi: „mięsa zwierząt czworonożnych nie powinien nikt w ogóle jadać oprócz chorych, którzy są szczególnie osłabieni”. A weganie, nawet złożeni niemocą, nie wezmą do ust rosołu. I nie mówimy o nich, że stosują radykalną, uwspółcześnioną formę postu. W czym zatem tkwi różnica?

Przyszło mi o tym dyskutować w gościnnych progach festiwalu Nowe Epifanie, który co rok w okresie wielkopostnym pochyla się nad rozmaitymi aspektami tego szczególnego momentu, próbując przełożyć tradycyjne formy jego przeżywania na język współczesnych kodów kulturowych i trendów...

5426

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

I Autor znając wegan chyba tylko z opowieści i przelotnych rozmów wydał opinię. Tyle że bardzo nietrafioną. Weganie poszczą. I nie chodzi w weganiźmie, żeby dobrze się poczuć. Ale żeby to zrozumieć należałoby schować swoje stereotypy i wyższość oraz porozmawiać z weganami katolikami. Zanim.coś sie do druku puści.

I Autor znając wegan chyba tylko z opowieści i przelotnych rozmów wydał opinię. Tyle że bardzo nietrafioną. Weganie poszczą. I nie chodzi w weganiźmie, żeby dobrze się poczuć. Ale żeby to zrozumieć należałoby schować swoje stereotypy i wyższość oraz porozmawiać z weganami katolikami. Zanim.coś sie do druku puści.

Być może błędnie odczytuję ton pogardy wobec „spożywających inaczej”, jaki wydobywa się z powyższego tekstu. Nie wiem, czy to z poczucia wyższości poszczącego, który z pobudek duchowych zamienia zwyczajowy kotlet na makaron z oliwkami i serem. Może to jedynie drobna uszczypliwość. Niemniej nasuwa się kilka refleksji. Jedna dotyczy „dobrego samopoczucia” wegan, którzy ponoć dokonują takiej decyzji żywieniowej z samolubstwa. Nie rozumiem tego zarzutu. Dlaczego troska o dobro ziemi, o jej szanse przetrwania wobec narastającej w szalonym tempie katastrofy ekologicznej ma być egoistyczna? Dlaczego należy ją wyszydzać? Co jest złego w przeświadczeniu, że choć w niewielkim stopniu swoimi decyzjami zmniejszamy obciążenie na jakie wystawia ziemię człowiek? Czy, posiłkując się innym przykładem, decydując się na jazdę rowerem zamiast samochodem z przyczyn ekologicznych, dokonujemy „samolubnego wyboru” „podszytego poczuciem świętej ekologicznej racji”? A może po prostu nie chcemy, by nasze dzieci się dusiły? Druga sprawa, która opisana została w sposób mało realistyczny, to trudności z gotowaniem wegańskim, które wedle Autora „wymaga wielkiej przemyślności i składników, o których na pewno nie powiemy, że są lokalne”. To też jest kwestia wyboru. Gotowanie wegańskie wcale nie musi oznaczać wielkich nakładów (czasowych? finansowych?), choć oczywiście są tacy, którzy będą odtwarzać znane smaki za pomocą tofu, tempeh, stewii albo alg. Nie jest to koniecznie. Przejście na weganizm nie musi się odbywać „kosztem nie lada starań”. Można spokojnie poprzestać na ziemniakach (też przecież sprowadzonych), marchewce, pietruszce, fasoli, kaszach, płatkach i rodzimych owocach. Takie jedzenie może być lokalne, smaczne i jest znacznie prostsze w obsłudze niż tradycyjna polska kuchnia. Kwestia przyzwyczajenia. Więcej jest tu nieścisłości, ale zakończmy na kwestii zdrowia. Spożywanie produktów wyłącznie pochodzenia roślinnego jest potwierdzoną metodą utrzymania jak najlepszego właśnie samopoczucia zdrowotnego. Od kilkudziesięciu co najmniej lat publikowane są badania, które raz po raz potwierdzają fakt, iż spożywanie produktów odzwierzęcych jest szkodliwe dla zdrowia człowieka, powoduje choroby serca, cukrzycę, nadciśnienie, artretyzm, wrzody żołądka, niestrawności i wiele innych schorzeń. Od czasu badań T. Colina Cambella z zespołem (China Study) po działających obecnie lekarzy (m.in. McDougall, Barnard, Greger, Esselstyn) wiadomo o prozdrowotnych skutkach przejścia na odżywianie roślinne oparte na produktach niskoprzetworzonych. Szczegóły są nadal badane i będą pewnie przez kolejne dziesięciolecia, ale zasada ogólna jest znana: wyższość kartofelka nad kotletem została udowodniona naukowo. A pościć można na rozmaite sposoby, na przykład całkiem rezygnując z kolacji.

Mam nadzieję, że Autor, którego felietony czytam zawsze z przyjemnością, nie miał na myśli wegan i weganizmu w ogólności. Ciekawie zapowiadająca się refleksja na temat postu wypadła na dość małoduszną krytykę wegan. Idąc tym tropem, altruizm w ogóle jest samolubny. Boli przywołanie w tym kontekście Marty Dymek, która promuje korzystanie z lokalnych produktów, ale bardzo często korzysta z zamorskich składników, przypraw, czy mleka kokosowego. I owszem, nie odcina się bynajmniej od przygotowywania wegańskich wersji udających mięsne/niewegańskie dania. Czy większy jest pożytek dla Planety z refleksyjnego i poszczącego (od czasu do czasu) mięsożercy czy z "zadowolonego z siebie" weganina? Pomijając zachowania ekstremalne tj. gdyby taki weganin żywił się rzeczywiście tylko awokado, quinoą i ciastem bananowym. Jestem pewna, że dyskusja na festiwalu była arcyciekawa i inspirująca, jednak felieton, najdelikatniej mówiąc, tego przekazu nie oddał.

Osobiście zrezygnowałem z mięsa kilka miesięcy temu i dziś (w przeddzień Wielkiego Piątku) jakoś dziwnie głupio się czuję, że <<nie będę musiał pościć>> I tu pojawia mi się refleksja: /oprócz niezwykle słusznej (jak piszą moje Przedmówczynie) że nawet "odrobina ulgi dla tego umęczonego świata" ma niezwykłą wartość/ ; Czy rzeczywiście trzeba "pościć i niepościć", czyli innymi słowy "obijać się między jedną skrajnością w drugą" ? Obawiam się że post został wymyślony właśnie dlatego - na co dzień człowiek nie pości (mówiąc dosłownie "przeżera") lub druga możliwość - po to by w trosce o równowagę ktoś mógł stale pościć, gdy inni zawsze "nieposzczą"... Sądzę że Autor jako "zadeklarowany mięsożerca" dostrzega swoją ułomność i w pewien niezręczny sposób z nią zmaga. To tak jak w pierwszej klasie ciągało się za warkocz dziewczynkę, która najbardziej nam się podobała...

Z punktu widzenia autora faktycznie weganizm nie ma wiele wspólnego z chrześcijańskim postem. Nie ma tu żadnego wyrzeczenia, wręcz przeciwnie, nie je się mięsa z powodów etycznych, zdrowotnych i (tak!!) smakowych. Dla mnie pogodzenie chrześcijaństwa z sankcjonowaniem polowań, okrucieństw wobec zwierząt i ze zjadaniem "naszych młodszych braci" jest coraz trudniejsze. Ps. Reguła św. Benedykta, jakby zakładała, że mięso zdrowym niepotrzebne, ale dla wzmocnienia chorego dozwolone? Może ktoś zna jej uzasadnienie? W autobiografii Gandiego jest opis jak prawie umierał i lekarze zachodni błagali go żeby zjadł pożywnego rosołu. Nie poddał się, wytrwał i w końcu wyzdrowiał.

AOlsztyński, Chrześcijaństwo nie zrównuje statusu ludzi i zwierząt. Jeśli Gandhi wolał umrzeć niż zjeść rosół z i tak zabitej już kury, to był to jego wybór i w żaden sposób nie oznacza, że miał rację i że inni powinni go naśladować. Chrześcijanin nie powinien się wahać, nawet gdy jest weganinem, czy zabić tygrysa, który uciekł z zoo i właśnie wchodzi do piaskownicy pełnej dzieci, czy raczej kilka z nich poświęcić dla jego dobrego samopoczucia. Jeśli umiera mu dziecko i znajduje się w takich warunkach, że tylko rosół lub łopatka może mu pomóc, również nie będzie się wahał. Reguła św. Benedykta zaleca brak mięsa nie z powodów humanitarnych, prozwierzęcych, ale wyłącznie ascetycznych. Św. Franciszek jadł mięso, jadł je również Budda, którego ostatnim posiłkiem była porcja wieprzowiny, dlatego zalecałbym ostrożność w ocenianiu wartości kogokolwiek na podstawie tego, czy jadł, czy nie jadł mięsa. A weganizm jest oczywiście wyrzeczeniem, bo jest nie tylko rezygnacją ze smacznych najzwyczajniej dla podniebienia potraw mięsnych (przynajmniej pewnej ich ilości), ale również z ogromnej ilości słodkich produktów, jak sery, serki, jogurty, ciasta, mleko (a co za tym idzie nawet Inka z mlekiem, chyba, że sojowym, co też wymaga wyrzeczenia, bo jest droższe), budynie, itd.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]