Kinga Dawidowicz: Czym jest Europejska Służba Działań Zewnętrznych?
Helena Bogusławska: Jest to dość młoda instytucja, działająca od 2011 r. i będąca skrzyżowaniem unijnej dyplomacji z unijnym ministerstwem obrony. Unia nie posiada swojego odrębnego ministerstwa obrony, ale w ramach Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych funkcjonuje duża część instytucji, które zajmują się z jednej strony operacjami unijnego zarządzania kryzysowego na zewnątrz, a z drugiej rozwojem zdolności obronnych krajów członkowskich. Zdolności te służą do operacji UE oraz działań NATO. Miałam szczęście, ponieważ w mojej karierze pracowałam zarówno w obszarze polityki bezpieczeństwa i obrony, jak również w części dyplomatycznej, w którą obecnie się angażuję. Przeszłam także w ostatnich latach przez dwie unijne placówki dyplomatyczne – w Waszyngtonie i Genewie.
Jak wyglądało największe wyzwanie, z którym musiała się Pani zmierzyć?
Obszar polityki bezpieczeństwa i praw człowieka, którym się obecnie zajmuję, obfituje oczywiście w wiele wyzwań i zadań, które przynoszą realne zmiany w naszym życiu społecznym, ale szczególnie zapamiętałam negocjacje z Chinami, które zakończyły się owocną współpracą w zwalczaniu piractwa u wybrzeży Somalii. Działo się to w okresie, kiedy w bardzo krótkim czasie droga morska przez Morze Czerwone, Zatokę Adeńską i Ocean Indyjski, która jest również kluczowa dla interesów europejskich, nagle została niemalże sparaliżowana przez bardzo prosty model biznesowy stosowany przez piratów z Somalii. Często byli to młodzi chłopcy, pływający na niepozornych łódkach i zarządzani przez bezwzględnych piratów. Byli w stanie, w zasadzie w łatwy sposób, zatrzymać duże statki handlowe, sterroryzować załogę, narazić handel i przepływ towarowy, który tym szlakiem się odbywał, na bardzo duże straty.
W stosunkowo krótkim czasie Unia się zmobilizowała i udało się nam wysłać pierwszą morską operację wojskową w tamte zagrożone tereny. Przede wszystkim, by chronić międzynarodową pomoc humanitarną dla Somalii, dostarczaną drogą morską przez ONZ.
Wszystko to działo się w okresie potwornej katastrofy humanitarnej – niezwykle istotne było to, by nie dopuścić do przerwy w dostawach żywności. Z drugiej strony operacja pozwoliła stworzyć korytarz, który zapewniał bezpieczeństwo przepływającym statkom, nie tylko europejskim. Ta operacja przysłużyła się sprawie światowej. Nawiązaliśmy wtedy bardzo szybko owocną współpracę z Amerykanami, ale również z marynarkami wojennymi innych krajów, byli wśród nich także Chińczycy. Negocjacje zakończyły się sukcesem, chińskie okręty nam pomogły.
Czyli wspólnota, coś, co leży u podstaw Unii, okazała się przepisem na sukces.
Tak. Pojawił się tam również ciekawy wątek ukraiński. Wspomniana operacja zaczęła się w 2008 r., a jednym z partnerów, z którymi podpisaliśmy porozumienia o włączaniu się do operacji unijnych, była Ukraina, która wysłała po raz pierwszy swoją fregatę. Jakby chcąc pokazać swoje przywiązanie do wartości unijnych i chęć współpracy z Unią. Decyzja o zaangażowaniu się w tę sprawę bardzo dobrze przysłużyła się później narodowej sprawie Ukraińców.
A czy są jakieś obszary działania Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych, które wymagają poprawy lub wyeksponowania?
Unia jest jednym z największych dawców pomocy rozwojowej i humanitarnej na świecie i myślę, że czasami jest to niewystarczająco widoczne. Siłą unijną jest to, że nasza dyplomacja składa się z przedstawicieli wszystkich krajów członkowskich, częściowo urzędników UE, a częściowo dyplomatów narodowych i oficerów wojska, którzy wnoszą unikatowe doświadczenie. Jako zespół reprezentujemy różne wrażliwości, pochodzimy z różnych krajów unijnych, np. z obszarów, które były mocarstwami kolonialnymi albo mają za sobą doświadczenie komunizmu. Dzięki tej różnorodności łatwiej znajdujemy wspólny język z krajami, z którymi rozmawiamy.
Czy kobiety, stereotypowo postrzegane jako świetne mediatorki, stanowią silną grupę w dyplomacji?
Na pewno środowisko polityki bezpieczeństwa i obrony jest zdominowane przez mężczyzn, kobiet jest mniej. Podobnie środowisko dyplomatyczne, chociaż niewątpliwie sytuacja w ostatnich latach znacząco się pod tym względem poprawiła. Posiadamy ponad 140 placówek, nazywamy je delegacjami unijnymi na świecie. Wśród szefów tych unijnych placówek pań ambasadorek jest 55. To jest 38 proc., czyli bardzo blisko magicznego progu 40 proc., gdzie taka proporcja sił rzeczywiście przekłada się na zmianę kultury pracy. Wśród ambasadorek jest również pięć pań z Polski (i dwóch panów). Nie wygląda to źle.
Oraz oczywiście wysoka przedstawiciel ds. Unii i polityki bezpieczeństwa – Kaja Kallas.
Tak, w strukturach w centrali naszą główną szefową jest Kaja Kallas, była premierka Estonii. Natomiast funkcję sekretarza generalnego pełni Hiszpanka Belén Martínez Carbonell. Sytuacja w tym roku pod względem obecności kobiet w strukturach władzy wygląda lepiej niż jeszcze parę lat temu.
Zadania, które stawia sobie Europejska Służba Działań Zewnętrznych, to również wzmacnianie pozycji obywateli. Jakie są najważniejsze wymiary tego wzmacniania?
W traktatach unijnych mówi się o tym, że naszym obowiązkiem jest obrona praw człowieka i promowanie tych praw na świecie. Unia stara się to robić w różnych obszarach działań zewnętrznych, w ramach pomocy rozwojowej, humanitarnej, w polityce handlowej, zagranicznej i bezpieczeństwa.
W dziedzinie praw człowieka społeczeństwo obywatelskie jest kluczowym partnerem, zarówno pozarządowe organizacje w Unii, jak i poza nią, a także indywidualni obrońcy praw człowieka na świecie. Upominamy się o nich, kiedy są więzieni i prześladowani, opłacamy pomoc prawną lub ewakuacje.
Wśród nich wiele jest kobiet, które walczą o ochronę środowiska naturalnego lokalnych społeczności, szczególnie w Ameryce Łacińskiej. Walczą też z barbarzyńską praktyką rytualnego „obrzezania” kobiet w Afryce, z różnymi formami dyskryminacji i przemocy ze względu na płeć, także w sytuacjach konfliktów zbrojnych.
Podważanie praw kobiet to często pierwsze sygnały rosnących tendencji autorytarnych. Nowa Komisja Europejska, która została powołana jesienią, przygotowała cały program działań równościowych na ten rok, którego częścią będą również działania w polityce zagranicznej. Od 10 marca w Nowym Jorku obradować będzie komisja ONZ do spraw statusu kobiet. Unia w ramach tych wielostronnych negocjacji stara się promować utrzymanie wypracowanych światowych norm. Niestety, koalicja państw, które próbują te normy podważać, stale rośnie.
Kto Panią inspiruje w pracy: na polu działań dyplomatycznych, procesów pokojowych?
Kiedy pracowałam w Waszyngtonie w latach 2016-2020, doświadczyłam tam, dużo bardziej niż w innych stolicach, żywej dyskusji na temat polityki zagranicznej. Spotkałam wówczas dużo kobiet z ogromnym i cennym doświadczeniem. Jedną z nich była Madeleine Albright. Imponowała mi jeszcze z czasów, kiedy wspierała polską integrację z NATO.
Wymieniłabym na pewno postać sędzi Sądu Najwyższego Ruth Bader Ginsburg, która przez lata wpływała na amerykańską politykę i postrzeganie kobiet na wysokich szczeblach. Była drugą kobietą pełniącą funkcję sędzi Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych. Gdy pytano ją, kiedy będzie wystarczająco kobiet w Sądzie Najwyższym, odpowiadała, że wówczas, gdy będzie ich 9 (tyle łącznie sędziów zasiada w Sądzie Najwyższym). Świetna merytorycznie, z niezwykle silną osobowością, była równocześnie bardzo skromną i przystępną osobą. Życzyłabym sobie, by takich kobiet było jak najwięcej.
Helena Bogusławska jest zastępcą kierownika Oddziału ds. Praw Człowieka w Europejskiej Służbie Działań Zewnętrznych. Jako wieloletni urzędnik Unii Europejskiej była oddelegowana do placówek dyplomatycznych UE przy ONZ w Waszyngtonie (2016-2020) i Genewie (2020-2024). Wcześniej pracowała w Dyrekcji ds. Zarządzania i Planowania Kryzysowego Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych oraz w Sekretariacie Generalnym Rady UE i w Europejskiej Agencji Obrony w Brukseli. Zaczęła pracę zawodową jako pracownik służby cywilnej w Ministerstwie Obrony Narodowej, a następnie w Przedstawicielstwie RP przy UE w Brukseli. Jest absolwentką Instytutu Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego.


„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















