Wariacje na temat losu

Sándor Márai: MAGIA - to dziewiąta u nas w ciągu kilku lat książka Máraiego, a niektóre szybko doczekały się wznowień.
Czyta się kilka minut

Popularność zmarłego w 1989 r. węgierskiego pisarza, który od 1948 r. był nieobecny w ojczyźnie, a na emigracji borykał się z ogromnymi trudnościami wydawniczymi - starczy przypomnieć, że ukończona w pierwszym roku wygnania świetna powieść "Ziemia! Ziemia!..." czekała na druk blisko ćwierć wieku - stanowi fenomen niezwykły. "Wielki nieznajomy", jak nazwała go przed sześciu laty tłumaczka Teresa Worowska, stał się w Polsce jednym z ulubionych autorów minionego stulecia. Że zaś lista jego utworów, które nie doczekały się jeszcze przekładu, wciąż jest dłuższa od listy tłumaczeń - nieustannie nas zaskakuje. Takim zaskoczeniem jest też "Magia".

"Magia" to zbiór trzydziestu pięciu krótkich opowiadań - na tyle krótkich, że autor czytał je przed mikrofonem węgierskiego radia - opublikowany po raz pierwszy w 1941 r. Márai miał już za sobą jedno ze swych arcydzieł, "Wyznania patrycjusza" (1934-35) - rozległą, w znacznej mierze autobiograficzną, zeseizowaną powieść, wyidealizowany portret pewnej warstwy społecznej nakreślony w obliczu jej końca. W "Magii" pisarz pokazuje inną twarz: świetnego układacza zwięzłych fabuł. Precyzja ich konstrukcji każe myśleć o Maupassancie czy mistrzach amerykańskiej short story, natomiast zawartość jest tak różnorodna, że lista skojarzeń byłaby długa. Juliusz Kurkiewicz wspomniał w "Gazecie Wyborczej" o Borgesie i Pirandellu, można by dodać Karen Blixen, a "Samotność" - historia muzyka, który postanawia wycofać się z życia - każe myśleć o "Wieży" Herlinga-Grudzińskiego, choć Herling zaczął czytać Máraiego dopiero w latach 90.

Márai sięga po różne rejestry i tony, zwodzi czytelnika, by następnie nagłym zwrotem akcji zmienić temat i nastrój - jak w otwierającym książkę "Nagłym wezwaniu", gdzie w banalną historię kryzysu małżeństwa wziętego lekarza wdziera się los, w jednej chwili przynosząc zmianę perspektywy. Wspólnym mianownikiem opowiadań z "Magii" jest bowiem pytanie o sens naszego życia, pytanie, które los stawia nieoczekiwanie. Może to być jakieś wyjątkowe zdarzenie, katastrofa, czyjaś śmierć albo świadomość rychłej śmierci własnej, może to być także niedostrzegalna dla innych chwila iluminacji, wewnętrznego samopoznania, która sprawia, że nic już nie jest takie jak przedtem.

Wśród bohaterów Máraiego są nie tylko postacie fikcyjne, także Szekspir, Danton, Napoleon czy węgierski pisarz i reformator języka Ferenc Kazinczy. Styl waha się od nieco koturnowego patosu, jak w "Spuściźnie", gdzie towarzyszymy umierającemu władcy Hiszpanii Filipowi II, po ironię i czarny humor, jak w "Sierocie", jednym z najlepszych utworów tomu. Pięćdziesięciodwuletnia Flóra, stara panna, zaczyna się nagle uskarżać na samotność i postanawia zaadoptować sierotę. Na ogłoszenie w stołecznej gazecie odpowiada kandydatka z prowincji. Po kilku tygodniach przyjeżdża "gruba kobieta, zaspana i ociężała", starsza o dwadzieścia lat od przybranej matki. Wkrótce okaże się, że jest też przebiegła, uparta, łakoma, skąpa, egoistyczna, a w dodatku niechlujna i zaniedbana. Rodzina namawia oczywiście Flórę, by pozbyła się potwora. Miłość jednak "nie potrzebuje idealnych obiektów", a tematem opowiadania nie jest, wbrew początkowym pozorom, wykorzystanie naiwności bohaterki przez sprytną oszustkę...

Te wariacje to ćwiczenia mistrza, jakby autor chciał pokazać, że posługuje się biegle rozmaitymi formami narracji, że w równym stopniu potrafi oddziałać na czytelnika zdystansowanym opisem faktów, jak i umiejętnie wykreowaną aurą niedopowiedzeń. Oscylując między biegunami chłodnego realizmu i fantastyki ("Brzuchomówca"), budzi podziw pomysłowością kolejnych wariacji podstawowego tematu. A przy tym jego bohaterowie nie są tylko figurami na szachownicy, szybko stają się nam bliscy. Jak owa podstarzała i brzydka nauczycielka z Finlandii, która przybywa do Budapesztu śladami pierwotnej wspólnoty ugrofińskiej, by odkryć, że istnieje wspólnota znacznie bardziej podstawowa: wspólnota ludzi. (Czytelnik, Warszawa 2008, ss. 338. Przełożyła Irena Makarewicz.)

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 30/2008