Reklama

Walka o swoje (życie)

Walka o swoje (życie)

14.09.2006
Czyta się kilka minut
Jolanta Stefko, ciągle bardziej chyba znana jako poetka, wydała właśnie drugą powieść. "Diablak jest w pewnych pasmach kontynuacją "Możliwych snów, jej prozatorskiego debiutu. Stefko zachowuje predylekcję do tkania faktury powieści naprzemiennym splotem oniryczno-realistycznym, a bohaterem czyni - podobnie jak w pierwszej książce - osobowość nadwrażliwą, wyalienowaną, ale równocześnie ponadprzeciętną.
O

O ile jednak "Możliwe sny" przypominały mocno powieść o dojrzewaniu, o tyle "Diablak" przynosi schemat narracyjny będący czymś w rodzaju Bildungsroman ? rebours. Można by mówić raczej o różnorakich formach dekompozycji psychologicznej bohaterki - im dalej w fabularny las, tym mniej Marzena rozumie siebie i otaczającą ją rzeczywistość. Ta zaś jest w powieści przede wszystkim sferą agonu - walki o miłość, o prawdę, o prawo do szczęścia. Najszerszy kontekst kulturowy nowej powieści Stefko stanowiłyby więc Księga Hioba ("Czyż nie do bojowania podobny byt człowieka?") i poezja Mikołaja Sępa-Szarzyńskiego ("Pokój - szczęśliwość, ale bojowanie/ byt nasz podniebny"). Z pewnością nie jest to diagnoza ani definitywna, ani jedyna możliwa, ponieważ o takie w przypadku tej prozy niezwykle trudno. Bez wątpliwości rzec można jedno: najnowsza narracja Jolanty Stefko - choć bardzo zręcznie napisana - obezwładnia mnogością nie do końca uzasadnionych tekstowych zapożyczeń i tyleż efektowną, co niełatwą do sfunkcjonalizowania ekwilibrystyką formalną.

***

Marzena jest 22-letnią, dociekliwą i dość przekorną studentką historii. Zakochuje się bez pamięci w swoim wykładowcy Piotrze, który niespecjalnie odwzajemnia jej uczucia. Kobieta nie zamierza jednak się poddawać - decyduje się zawrzeć pakt z diabłem i oddaje mu duszę w zamian za możliwość życia u boku ukochanego. Ponieważ jednak Piotr jest znacznie starszy, Marzena przechodzi tajemniczą metamorfozę i odradza się jako świetnie zarabiająca specjalistka informatyki w średnim wieku. By nie zdradzać szczegółów fabularnych, powiem tylko, że ta faustowska intercyza zakończy się dla wszystkich bohaterów tragicznie.

Pobieżnie streściłem kluczowy wątek powieści, ale dodać trzeba, że historia dążenia po trupach do wymarzonego celu (czyli - jednym słowem - Piotra) rozgrywa się w traumatycznych dekoracjach rodzinnych dramatów. Oto babcia Marzeny okazuje się być ofiarą popełnionego w czasie wojny gwałtu, a fakt ten uruchamia lawinę wzajemnych, ciągnących się latami kłamstw, skrywanych pretensji, nawet samobójstw. Zagmatwane losy rodziny centralnej bohaterki eksplikuje najczęściej wychowujący Marzenę dziadek Teofil. "Diablak" jest zatem kontaminacją kilku opowieści, które wzajemnie się przenikają, wyzierają jedna spod drugiej, by w finale obustronnie się dopełnić i objaśnić. Całość utrzymana jest w konwencji baśniowej, wskazującej dość wyraźnie na fascynacje autorki prozą Michaiła Bułhakowa. Szczególnie silne wydają się być inspiracje "Mistrzem i Małgorzatą" - motywy diabelskie (tajemniczy Biały, który pojawia się w newralgicznych momentach narracji, kojarzy się z Wolandem) czy rozmawiające koty, przywołujące na myśl Bułhakowskiego Behemota. Pozostałości lektur jest zresztą w "Diablaku" znacznie więcej - bez trudu zlokalizować można wmontowane w narrację parafrazy reklam (klej), słynnych fraz poetyckich (na przykład Czesława Miłosza), nawiązania do literatury klasycznej (chociażby "Boskiej komedii"), odwołania i dosłowne niemal cytaty z kanonicznych tekstów filozoficznych ("Myśli" Pascala).

Ta przekonująca siłą obrazowania, momentami mocno zmetaforyzowana narracja ujęta jest w karby kilku co najmniej zabiegów, organizujących tekst w mocno eklektyczną konstrukcję. Czego tu nie ma... Inwersja chronologiczna? Proszę bardzo - powieść rozpoczyna się od części zatytułowanej "koniec", by finał znaleźć w "ostatnim początku". Zalążki opowieści szkatułkowej? Rzecz jasna - w narrację zasadniczą wplecione są wyimki książki jednego z przyjaciół Marzeny (na marginesie - okrutne historie, składające się na powieść Julka, opisują również losy rodziny bohaterki, krzyżując się tym samym z głównym nurtem narracyjnym). Alternatywne wersje znanych baśni? Oczywiście - jak ta o kwiecie paproci, która u Stefko przeobraża się w mini-przypowieść o egoizmie. Do tego dorzućmy krótką "jednoscenówkę", komplikacje na linii autor-narrator ("Poczułam się jak bohaterka, która uświadamia sobie, że chociaż jest zarazem narratorką niniejszej historii, wcale nie jest jej Autorem Wszechmogącym i co gorsza od czasu do czasu złośliwym") oraz częste i płynne zmiany rejestru onirycznego w realistyczny, a uzyskamy pełny obraz tekstowej materii, z której zrobiona jest opowieść Stefko.

Co znaczy pisarski zamysł autorki, która swoją najnowszą prozę czyni swoistym poligonem zabiegów formalnych? Być może intencją Stefko było wykreowanie wrażenia pewnej niestabilności przedstawionego w "Diablaku" świata, efektu wzajemnego przenikania się gatunków, języków i rzeczywistości. Jeśli tak było - cel osiągnęła, gdyż jej proza oscyluje pomiędzy baśniową osobliwością powieściowego świata a przygnębiającą kondycją zaludniających go bohaterów, z których każdy został przez kogoś zraniony, oszukany, odrzucony. Świat wyłaniający się z narracji Stefko jest bowiem skrajnie ponury, życie okazuje się śmiertelną chorobą, z którą musimy sobie jakoś radzić i której - wbrew znanej serialowej piosence - możemy mieć czasem dosyć. Ideowymi fundatorami nowej prozy autorki "Możliwych snów" mogliby być z powodzeniem wielcy filozofowie pesymizmu: S?ren Kierkegaard i, zwłaszcza, Artur Schopenhauer, który zapewne nie powstydziłby się następującego (retorycznego) pytania narratorki: "Po cóż w bólu i krwi rodzić śmiertelną istotę skazaną na niespełnienie i ból, a w końcu na niesprawiedliwą i okrutną śmierć?".

Trudno jednak po przeczytaniu "Diablaka" uwolnić się od poczucia, że upchnięto tu chyba zbyt wiele. Nie to nawet, że ów nadmiar wywołuje podejrzenie o brak spójnej wizji artystycznej. Bardziej idzie o to, że tego typu praktyka utrudnia odpowiedź na pytanie o zasadniczą kwestię, której dotyka powieść, gdyż przeciążenie w obszarze poetyki pociąga za sobą nadmierną obfitość stawianych przez pisarkę problemów. Stefko gra va banque, ponieważ pytania, które - z różną częstotliwością i różnym natężeniem - pojawiają się na rewersie jej narracji, to pytania uniwersalne: gdzie leży granica, której nie należy przekraczać, walcząc o uczucie? Czy cel w każdej sytuacji uświęca środki? Odwieczne pytanie - unde malum? I wiele innych jeszcze.

Jest wszakże jedna kwestia, która nie tylko pobrzmiewa nieustannie w tle fabuły, ale tkwi również u podstaw wyborów etycznych głównej bohaterki - to sprawa determinizmu czy, ściślej rzecz ujmując, nieustannych prób uwalniania się od niego. Stefko podejmuje w "Diablaku" refleksję nad zależnością, w której pozostajemy wobec wydarzeń rozgrywających się bez naszego udziału - życie Marzeny "ustawiły" przecież przede wszystkim fakty, które rozegrały się na długo przed jej przyjściem na świat. Powieść wydaje się wyraźnie ciążyć w stronę determinizmu w jego odmianie metafizycznej z jednej strony i etycznej - z drugiej. W przestrzeni fabularnej "Diablaka" jest miejsce na przyczynę sprawczą, która w sposób absolutny przesądza o losach świata i ludzi, nie wiemy natomiast, co ową przyczyną jest. Wychowujący główną bohaterkę dziadek powiedziałby z pewnością, że to Bóg, ale już Marzena, podpisawszy wspomniany cyrograf, mogłaby tej władczej instancji upatrywać w siłach zgoła wobec Boga przeciwstawnych.

Skoro zaś nie mamy wpływu na kluczowe wypadki naszego życia, to - po pierwsze - nasze wybory etyczno-moralne wyznaczane są przez czynniki wobec człowieka transcendentne oraz - po wtóre - nie istnieją sytuacje przypadkowe. Byłoby to rozpoznanie dość dramatyczne, gdyby nie to, że historia Marzeny jest również historią jej nieustannej batalii o wyrwanie się z pętli wydarzeń, którym zapobiec nie potrafiła i na które żadnego wpływu nie miała. Jest coś heroicznego i zarazem przygnębiającego w tym zmaganiu się bohaterki ze zmorami przeszłości, w rozdarciu między egoizmem a prawem do miłości...

"Diablak" to narracja dziwna (może nawet - udziwniona), z wyraźną hipertrofią tematyczną, ale pozbawiona jednoznaczności i podawczej bezpośredniości, której tak wiele w naszej nowej prozie. Egzamin z drugiej książki prozatorskiej Jolanta Stefko zdała więc - w moim przekonaniu - przyzwoicie: obyło się bez wpadki, ale też najlepszy tekst tej autorki ciągle, mam wrażenie, przed nią.

Jolanta Stefko, "Diablak", Warszawa 2006, Wydawnictwo Prószyński i S-ka.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]