Reklama

W poszukiwaniu straconego czasu

W poszukiwaniu straconego czasu

05.06.2007
Czyta się kilka minut
DOMINIKA RAFALSKA: - Skąd bierze się dzisiaj, w wolnej Polsce, nostalgia za dekadą Edwarda Gierka?
J

JERZY EISLER: - Na to składa się wiele czynników: punkt odniesienia, własne doświadczenia z tamtego okresu, poszukiwanie pozytywnego bohatera PRL, a czasem po prostu chęć zdystansowania się od własnej głupoty, wstyd spowodowany tym, że ktoś w to wszystko wierzył, że klaskał aż do opuchnięcia dłoni...

Prawda o tych czasach jest bardzo złożona. A ludziom rzeczy złożonych nie chce się studiować. O wiele prościej powiedzieć, że Gierek był "w porządku facetem".

- Nie da się jednak zaprzeczyć, że w gronie rządzących PRL-em to właśnie on był "najlepszym I sekretarzem".

- Z Edwardem Gierkiem jest tak, że trzeba wiedzieć, do kogo go porównujemy. W czasach Bieruta krwawo dobijano podziemie niepodległościowe. Ochaba obciążał Poznań 1956 r. Gomułkę - bicie pałkami w roku 1966 i 1968, a nade wszystko wydarzenia na Wybrzeżu w grudniu 1970 r. Generała Jaruzelskiego - stan wojenny. Gierek rzeczywiście nie ma nic takiego na swoim koncie, gdzie padłoby kilkudziesięciu zabitych.

Ponadto, nigdy w dziejach Polski Ludowej tak wyraźnie nie wzrosła stopa życiowa społeczeństwa jak w latach 1971-75. Ludziom, jak w tym sloganie, naprawdę żyło się lepiej, a Polska rosła w siłę. O tym, kto musiał do tego dopłacać, nikt jednak nie chce pamiętać.

- Dlaczego?

- Bo tak jest łatwiej. Także dzisiaj, gdybyśmy wzięli, powiedzmy, 100 miliardów dolarów pożyczki i w ciągu kilku lat je przejedli, pewnie byłyby to najlepsze lata w życiu wielu z nas. A długi? Te spłacałyby nasze wnuki. Gierkowskie długi będziemy spłacać do roku 2021. Wystarczy powiedzieć, że każdy z nas - włącznie z dziećmi i osobami starszymi - płaci rocznie ok. 800-900 zł z tytułu tamtego zadłużenia.

Jednocześnie w naszej świadomości istnieje mechanizm wypychania złych rzeczy. Na przykład chłopi wspominają, że w czasach Gierka kupowali maszyny. Ale nie pamiętają, że były one na talony, które rozdawał naczelnik gminy wedle własnego uznania.

Podobnie było z talonami na samochody. Małego Fiata można było kupić na talon za powiedzmy

69 tys. zł. I po czterech latach używania sprzedawało się go na czarnym rynku za 110 tys. zł. Nie potrafię wytłumaczyć tego mechanizmu, ale wiem, że ową "okazjonalność" ludzie wspominają z nostalgią.

- Czego Polacy nie wiedzą o latach siedemdziesiątych?

- Wielu rzeczy. Mało kto pamięta, że Gierek był tak serwilistyczny wobec ZSRR, że wręczył order Virtuti Militari Leonidowi Breżniewowi. Niewielu zdaje sobie sprawę ze skali zadłużenia kraju. W latach 70. dostaliśmy 20 miliardów dolarów, które w dużym stopniu zostały utopione w błocie. Mogliśmy mieć za to sieć autostrad, szybkich kolei...

- Coś jednak za te pieniądze zbudowano.

- Nie mówię, że nic nie zrobiono: Gierkówka, Centralna Magistrala Kolejowa, Trasa Łazienkowska, zakłady przemysłowe. Ale też powstało wiele takich rzeczy, które nigdy powstać nie powinny, będące przejawem woluntaryzmu ekonomicznego.

- Na przykład?

- Zastanawiano się nad tym, czy postawić w Polsce fabrykę dżinsów Wranglera czy krempliny Bistoru. Wybrano oczywiście kremplinę, której po dwóch latach nikt nie chciał kupować. I oczywiście ludzie o tym nie wiedzą, bo wtedy o tym nie mówiono, a dzisiaj... To jest trochę tak: jeśli ktoś pamięta, że było dobrze, to co mu ktoś będzie mówił, że było źle?

- W pozytywnych wspomnieniach o tamtym czasie pojawia się także wątek braku opresji politycznych.

- Bardzo krótko Polska była krajem bez więźniów politycznych. Trzeba pamiętać o setkach zatrzymanych i pobitych w czerwcu 1976 r. O ludziach maltretowanych na komisariatach, chociaż używanie pałki w pomieszczeniu zamkniętym było teoretycznie zabronione. Cały czas rozbudowywano Służbę Bezpieczeństwa. To wtedy powstała grupa "destrukcji" w działaniach wobec Kościoła. Aparat bezpieczeństwa był gotowy do rozprawy z opozycją. Mamy różne dokumenty, które o tym wyraźnie mówią, chociaż prawdą jest, że Edward Gierek hamował to.

- Z jakich powodów?

- On miał naturę koncyliacyjną, chociaż wydaje się, że robił to też, aby w oczach Zachodu uchodzić za liberała. Chciał dostawać kolejne kredyty, a Zachód coraz bardziej uzależniał to od przestrzegania praw człowieka.

Jednocześnie jednak wiemy, że cały czas odbywały się procesy urągające podstawowym normom. O tym, jakie wyroki miały zapadać, decydowano nierzadko w MSW, wiele z nich wydawano "na telefon". W rozmaity sposób usiłowano obchodzić prawo. Np. istniał przepis mówiący o tym, że bez nakazu sądowego można było zatrzymać człowieka najwyżej na 48 godzin. I tego raczej przestrzegano. Jednocześnie jednak nierzadko wypuszczano zatrzymanego, po to, aby go za chwilę zatrzymać pod byle pretekstem.

W swej książce wspomnieniowej "Przerwana Dekada" Gierek mówi, że nie wiedział o "ścieżkach zdrowia", a kiedy się dowiedział, to nakazał ich zaniechania. Widzę dwa wytłumaczenia tej tezy. Pierwsze: napisał prawdę, co oznacza, że był marionetką. Drugie: kłamał. Oba nie są korzystne dla I sekretarza PZPR.

Chciałbym przywołać fragment zapisu telekonferencji Gierka z sekretarzami wojewódzkimi bezpośrednio po wypadkach w Radomiu, cytowany przez Andrzeja Garlickiego w książce "Z tajnych archiwów" (Warszawa 1993). Gierek mówi tam, że z lekcji radomskiej należy wyciągnąć wnioski, namawia do zwoływania wieców potępiających wybryki "niewielkiej grupy chuliganów". I mówi tak: "Co się tyczy zakładów, które zastrajkowały, uważam, że w poniedziałek przed wszystkimi tymi zakładami powinny się odbyć wiece z udziałem przedstawicieli innych województw, aktywu partyjnego i bezpartyjnego i trzeba załodze tych czterdziestu paru zakładów powiedzieć, jak my ich nienawidzimy, jacy to są łajdacy, jak oni swoim postępowaniem szkodzą krajowi. Uważam, że im więcej będzie słów bluźnierstwa pod ich adresem, a nawet jeśli zażądacie wyrzucenia z zakładów elementów nieodpowiedzialnych, tym lepiej dla sprawy".

I to mówił ten "humanista", "liberał", "Europejczyk"...

Cóż, nie ulega wątpliwości, że Polakom potrzebne są wielkie narodowe rekolekcje dotyczące PRL-u.

Prof. JERZY EISLER (ur. 1952 r.) jest historykiem, profesorem Instytutu Historii PAN, dyrektorem Oddziału IPN w Warszawie. Opublikował m.in. "Od monarchizmu do faszyzmu. Koncepcje polityczno-społeczne prawicy francuskiej 1918-1940" (1987), "Kolaboracja we Francji 1940-1944 (1989), "Marzec 1968. Geneza - przebieg - konsekwencje" (1991), "Zarys dziejów politycznych Polski 1944-1989 (1992), "List 34" (1993), "Grudzień 1970. Geneza - przebieg - konsekwencje" (2000), "Polski rok 1968" (2006).

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]