Reklama

Ładowanie...

W centrum jest ciało

W centrum jest ciało

15.05.2012
Czyta się kilka minut
Pojawiająca się w tym zbiorze bohaterka jest wyrazista, a zarazem emblematyczna.
M

Mogłaby być głosem młodych kobiet wchodzących w dorosłość. W pierwszym wierszu zbioru bohaterka wspina się na drzewa, mówi o smaku jabłkowej gumy balonowej, a śmierć dopiero majaczy na horyzoncie. W centrum jest przede wszystkim ciało: erotyczne, młode. O kwestiach z nim związanych traktują wiersze, których sceny pełne są sugestywnych dwuznaczności: węże i ich tunele pod dywanem, gody pająków na białych ścianach, dorodne koty, owoce wkładane do ust. Zamknięcie tomu jest konwencjonalne: drogę do ukochanego wskazują zmarli, w nocnym autobusie pokazuje się Bóg, kończy się miłość, kiedy okazuje się, że wspólne są tylko cztery filmy leżące na materacu. Klamra jest więc oczywista: od smaku gumy balonowej do pierwszych oznak starzenia, „Usta Vivien Leigh” to rejestr upływu czasu.

Wyraziści są także adresaci sporej liczby wierszy. Pojawia się w nich mężczyzna, do którego trafić ma alternatywa: „zrozumiem cię albo urodzę nam dziecko”, matka (martwi się o córkę z powodu jej nieudanych związków z mężczyznami), inne dziewczyny, czasem przyjaciółki – im się najczęściej przekazuje lekcję życia bez złudzeń. Bohaterka tych wierszy mówi, podsumowując swoje doświadczenia, że czuje się „jak rambo w pierwszej części”. Tego rodzaju autoanalizy dokonuje w dosyć charakterystycznej scenerii: jest nią toaleta w pociągu, symbol degradacji i poniżenia.

Korzeniewska opowiada przede wszystkim o świecie relacji damsko-męskich. Wszystkie zmiany w przestrzeni: wyjazdy, przyjazdy, pójście do kina, knajpy, spędzanie lata w mieście – podporządkowane są temu zasadniczemu tematowi. W książce rozwija się on zgodnie z realistycznym sposobem przedstawiania, czasem też w konfesyjnym trybie, który nadaje tym utworom kształt zapisów dziennikowych (autorka „Ust Vivien Leigh” pisze pracę naukową na temat amerykańskiej poezji konfesyjnej, jak czytamy w nocie biograficznej).

Perspektywa, z jakiej Korzeniewska opowiada o świecie, nie odróżnia zasadniczo jej książki od debiutanckich zbiorów – na przykład – Agnieszki Wolny-Hamkało, Marty Podgórnik, Dagmary Sumary czy Marty Grundwald. Można więc myśleć, że poetki nie interesuje świadomość pokoleniowa roczników lat 90., do których należy. Swoją bohaterkę pokazuje w uniwersalnej matrycy kodu i dobrze znanej konwencji „wchodzenia w dorosłość”, utraty złudzeń, pogodzenia się ze smutkiem rozstania i niespełnieniem miłosnym.  

Paulina Korzeniewska, „Usta Vivien Leigh”, Wydawnictwo Bramasole, 2011

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]