Prezydent Andrzej Duda zawetował tzw. ustawę incydentalną, która werdykt w sprawie ważności wyborów prezydenckich oddawała w ręce 15 najstarszych sędziów Sądu Najwyższego – w miejsce składającej się z tzw. neosędziów Izby Kontroli Nadzwyczajnej SN.
Dlaczego prezydent postawił weto
Decyzja prezydenta była do przewidzenia. Po pierwsze inicjator tej ustawy, czyli marszałek Sejmu Szymon Hołownia, miał początkowo zupełnie inną jej koncepcję. Chciał, by o ważności wyborów decydowali wspólnie sędziowie pozostałych izb SN. Zatem – co w tym przypadku niezwykle ważne – zarówno tzw. neosędziowie, jak i sędziowie sprzed epoki PiS, zwani pogardliwie przez polityków tej partii paleosędziami. Na taki kształt ustawy nie chciała się jednak zgodzić przede wszystkim Koalicja Obywatelska, która wsłuchała się w głosy ze strony sędziów powołanych jeszcze przez starą KRS, że nie zamierzają orzekać z neosędziami. Stąd zmiana ustawy i wpisanie do nowej wersji, że o ważności wyborów ma decydować 15 sędziów najstarszych stażem.
O ile jeszcze można było mieć nadzieję, że prezydent Duda rozważy podpisanie ustawy w wersji Hołowni – była ona bowiem furtką do politycznego uznania neosędziów – o tyle wiadomo było, że ustawy w uchwalonej przez parlament wersji nie zatwierdzi na pewno. Uderza ona bowiem w samą istotę przekonania Dudy uważającego, że nie powinno się rozróżniać sędziów i ci, którym wręczył nominacje od 2018 r. (odkąd istnieje tzw. neo-KRS), powinni być tak samo traktowani, jak ci z nominacjami wcześniejszymi.
Uzasadniając weto, prezydent użył dość zasadnego argumentu, że w tak krótkim czasie przed wyborami nie powinno się dokonywać zmian w regułach wyborczych. Tym niemniej prawdziwą przyczyną odmowy złożenia podpisu były zapewne wskazane wyżej kwestie polityczno-prawne.
Do czego dążył Szymon Hołownia
Zresztą wydaje się, że inicjując ustawę, marszałek Szymon Hołownia wiedział, iż tak się to wszystko skończy, a o ważności wyborów będzie siłą rzeczy orzekać Izba Kontroli Nadzwyczajnej. Tak jak orzekała o ważności wyborów parlamentarnych w 2023 r., a wówczas nikomu to nie przeszkadzało.
Hołownia chciał mieć też zapewne argument na wypadek, gdyby izba ta nie uznała ważności wyborów. Wiele wskazuje, że w takiej sytuacji zamierza jej orzeczenie respektować, a dzięki swojej inicjatywie ustawowej będzie mógł odpierać argumenty, że robi to we własnym interesie. Gdyby bowiem zapadło takie orzeczenie, to marszałek Sejmu po 6 sierpnia 2025 r. przejmie na pewien czas obowiązki prezydenta. I to wraz z prawem do podpisywania ustaw.
Możliwe scenariusze wyborcze
Dziś jednak wydaje się mało prawdopodobne, że w przypadku wyraźnego zwycięstwa jednego z kandydatów (zgodnie z obecnymi wskazaniami sondaży największe szanse ma na to Rafał Trzaskowski) Izba Kontroli Nadzwyczajnej byłaby skłonna do podważania tego wyniku. Byłaby to bowiem ze strony sędziów akcja czysto polityczna, która zapewne szybko przełożyłaby się na ich los, w tym na prawne konsekwencje. Poza tym politycznie byłaby to akcja o ograniczonym efekcie; nie będzie bowiem wielkiej różnicy między sytuacjami, w których prezydentem stanie się Trzaskowski i kiedy obowiązki głowy państwa będzie pełnił Hołownia.
On sam zresztą swoją inicjatywą dał też sygnał swym towarzyszom z koalicji rządowej, że zamierza respektować orzeczenie SN (zapewne wówczas pozytywne) także w sytuacji, gdyby wygrał Karol Nawrocki albo Sławomir Mentzen.
Zapewne będziemy świadkami innego poziomu chaosu, jeśli zwycięzca wygra o włos, ale obecnie nie ma co rozpatrywać tego rodzaju przypadku. Dziś wiadomo, że ustawa incydentalna jest martwa.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















