Ukraina: bunt trwa

Pełzająca zemsta w cieniu pełzającej rewolucji? A może na odwrót?
Czyta się kilka minut

Po 70 dniach protestów na Ukrainie trudno jednoznacznie orzec, czy bunt społeczny napędzany jest represjami władzy, czy też władza nieudolnie reaguje na opór obywateli.

Pewne jest natomiast, że żadna ze stron nie osiągnęła przewagi, pozwalającej na zarysowanie mniej lub bardziej realnej perspektywy końca kryzysu. Wydaje się, że prezydent Wiktor Janukowycz nie traci wiary, iż nie tylko wyjdzie z problemów obronną ręką, ale nawet wygra kolejne wybory prezydenckie na wiosnę 2015 r. Jednak ani nie jest w stanie pokonać ulicy, ani nawet zawrzeć porozumienia z opozycją. Oferta teki premiera dla lidera opozycyjnej partii Batkiwszczyna, Arsenija Jaceniuka, była sprytnym zagraniem „pod publikę”. Ale przyjęcie jej przez Jaceniuka w warunkach ukraińskiej konstytucji – gdzie premier jest pierwszym ministrem prezydenta – byłoby nie tyle błędem, co po prostu głupotą i polityczną zbrodnią, popełnioną wobec protestującego Majdanu.

Z kolei – po drugiej stronie politycznej barykady – ukraińska opozycja jest wprawdzie silna determinacją ludzi. Ale – tak długo, jak stawia na polityczny kompromis – nie narzuci swych rozwiązań władzy. Los ustawy o amnestii, którą Janukowycz podpisał mimo protestu opozycji (gdyż zakładała ona, że amnestia dla uczestników protestów zacznie działać dopiero po tym, gdy de facto zlikwidują oni dobrowolnie Majdan), jest tego dobitnym dowodem.

Tymczasem wraz z upływem czasu (pytanie, ile musi go jeszcze upłynąć?) pogłębia się przepaść oddalająca nas od sensownego kompromisu. Rozkręca się wojna pozycyjna między władzą a społeczeństwem, która niekiedy przypominałaby farsę, gdyby nie prawdziwe ofiary [patrz materiały w „TP” – red.].

W takim kontekście dochodzi do umiędzynarodowienia kryzysu ukraińskiego. Zdjęcia ludzi maltretowanych przez „nieznanych sprawców”, które – dzięki mediom społecznościowym – tworzą internetową kronikę protestu, przenikają poza region i stają się elementem politycznej dyskusji w Europie, USA i Kanadzie. Na szczęście, bo dla Ukrainy nic nie byłoby dzisiaj tak zabójcze, jak przekonanie zachodnich stolic, że mamy do czynienia z nieistotnym kryzysem na wschodnich peryferiach Europy i zachodnich peryferiach Rosji.

Bunt uczciwych Ukraińców przeciwko zgniłemu państwu był zaskoczeniem dla wszystkich, ale dzisiaj wydaje się przede wszystkim wyzwaniem dla Rosji. To Kreml ma najwięcej aktywów, których utrata będzie nie tylko końcem marzenia o budowie antyunii wobec Unii Europejskiej, ale też groźbą złego przykładu. No bo jeśli naród ukraiński jest tak podobny do rosyjskiego, jak chce Putin, to może i Rosjanie odważą się na prawdziwy bunt? Stąd tak dużo słyszymy z Rosji o ukraińskim nacjonalizmie i szowinizmie, o obcych agentach i najemnikach na Majdanie, i o „dobrej” oraz „złej” Ukrainie, dla których nie ma miejsca w jednym państwie.

Smutne, że zdarza się to słyszeć także nad Wisłą.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 06/2014