Trzeba mieć dzieci

Dwie w wieku licealnym. „Napisz mu, że to przemoc”. „Ale on mnie tylko oznaczył w poście”. „Tylko?! Napisz mu, że to przemoc”. „Ale on się pewnie chce umówić”. „No to super. Napisz mu, że to przemoc”.
Czyta się kilka minut
Eliza Kącka // Fot. Grażyna Makara
Eliza Kącka // Fot. Grażyna Makara

Dwie starsze twarzą w twarz ze mną w autobusie 116: „Dałam na mszę w intencji klimatu”. „Żartuje pani! Przecież to propaganda!”. „No właśnie...”. „Co »właśnie«?! Temu nie można ulegać!”. „No właśnie ja podałam, że Matce Boskiej oddaję klimat pod opiekę, by nie prześladowała nas Unia Europejska”. „Ototo”. „Powiem pani: niech się ta pogoda uspokoi. I nie będzie kwestii”. „O! Ma pani rację. Co robić? Ja już świętemu Antoniemu oddałam Unię, to Judzie Tadeuszowi – klimat”. „Bardzo dobrze, trza świętych, polityka wszystkiego nie obsłuży”. „Zwłaszcza że nie idą z Bogiem”. „Ototo!”. „Ja Boga proszę, by upomniał klimat. Musi wyjść na nasze”. „Na nasze”. „Europie by się przydał potop. Ja zamówiłam o niebo czyste tylko nad Polską”. „I słusznie”. „Co mam przechercom Opatrzność fundować”.

Wydział Polonistyki, sesja, korytarz. Stoimy w grupce pracowniczo-studenckiej. Obserwuje nas gość szwendający się po Mokotowie. Znamy się z łapania za rękaw przy Dolnej, szturchania o jałmużnę. Z akcji zupełnie bezmownych, jeśli nie liczyć jednogłoskowych postękiwań, monosylab nakłaniających „y – y? – y!”. Zawsze w sfatygowanej brązowawej marynarce i zadeptanych, otwartych od frontu butach. Poznał mnie, przydreptał. Już sięgałam do torby, a ten: „My się znamy z Sielc”. Wszyscy na niego i na mnie z niepokojem. „Owszem” – odpowiadam. „Ja tu studiowałem”. „Nic pan nie mówił!”. „Nie mówię, bo nie wiem, że mam kolegów po fachu”. Studenci w śmiech. „A skończyła pani ten wydział?”. „Skończyłam. Pracuję tu”. Uśmiechnął się: „Ja rzuciłem, ale dobrze wiedzieć, że mam gdzieś swoich ludzi. W ministerstwie też siedzi jeden nasz znajomy ze Stępińskiej. Też mój człowiek”. Wycofał się na krzesełko przy sekretariacie.

Dzwoni mój ojciec: „Cześć, mama mi wybrała numer. Spotkaliśmy na mieście kogoś, kto mówi, że cię zna”. „Aha”. „Zapomniałem, kto to”. Słyszę instrukcję-szuranie tuż przy słuchawce: „A, tak, słuchaj, dzwonię, bo mam kartkę. Już czytam: »Proszę pozdrowić Elizę, może mnie pamięta ze szkoły. Byliśmy w kółku plastycznym. Chudy byłem. Nazywam się Ignacy«”. „O! Ignacy, pamiętam. Chudy był, hehe, znaczy się tęższy teraz?”. Zmartwiona cisza w słuchawce: „Chyba normalny, nie pamiętam”. Milczymy przez chwilę. Matka głośnym szeptem mobilizuje zza słuchawki, by kończyć rozmowę. Ojciec: „Zapomniałem, że chodziłaś do szkoły”. „Nie szkodzi”. „Ale chodziłaś, nie?”. Śmieję się: „Trochę pewnie udawałam, ale coś tam się skończyło”. „To tak jak ja”. Śmiejemy się razem. Ojciec raptem spada w powagę: „Bo ten Ignacy ciebie znał wtedy. A ja nie. Nie pamiętam. Przepraszam”. „Nie ma za co, tato”. „Jest! Jest za co. To zdrada”. „Nikogo nie zdradzasz”. „Zdradzam. Bo ty już prawie nie istniejesz”. Mogę sobie tylko wyobrazić, jaki gest wykonał rzucając słuchawką.

Dwie w wieku licealnym w autobusie 503. „Napisz mu, że to przemoc”. „Ale on mnie tylko oznaczył w poście”. „Tylko?! Napisz mu, że to przemoc”. „Ale on się pewnie chce umówić”. „No to super. Napisz mu, że to przemoc”. „Ale ja chcę, żeby jeszcze się do mnie odezwał!”. „Działamy w tę stronę. Teraz twój ruch. Napisz mu pod postem, że to przemoc”. „A jak mnie wywali ze znajomych?”. „No to wyjdzie na twoje, bo to przemoc”. „Ja nie chcę, żeby wyszło na moje, chcę tego faceta!”. „No to mu napisz, że to przemoc, mówię. Będzie łatwiejszy. A jak wam nie wyjdzie, to odkopiesz ten komentarz i go zgnoisz. Proste”.

Pociąg z Krakowa, pakamera ze stolikiem. Oko w oko ze mną dwie starsze. „Wie pani, gdyby nie córka, to ja bym się już nie załapała”. „A na co?”. „Na życie. Bank, przychodnia. Wszystko przez internet”. „Eeetam, ja sobie jeszcze załatwiam sama. Chodzę tu i tam”. „To krótko potrwa. Wszystko będzie tylko w internecie”. „Co pani mówi!”. „A mówię!”. „Ale ja nie mam dzieci”. „Trzeba mieć. Wiedziałam, po co rodzę. Mojemu się zmarło, to się przerzuciłam na dzieci”. „Ale młodzi mają swoje życie”. „A to mnie nie interesuje, ja się nie będę komputerów uczyć”. Pauza. Patrzymy w okno. Bezdzietna mówi: „A ja myślę, że przyjdzie katastrofa, co wszystko wyrówna”. „Gada tak pani, bo nie ma dzieci”. „A nie. Dzieci czy nie, ja pani mówię, że jak wszystko przejdzie w internety, to się spełni mój sen, co mi się śni często”. „Jaki?”. „Śni mi się smok na niebie”. „Eee, to Biblia”. „Żadna Biblia! Smok się przybliża, wyciąga łapę. Patrzę, a to ręka!”. „Też mi!”. „Czekaj pani! Ręka rośnie, rośnie, wciąga smoka, wisi taka wielka dłoń na niebie. I mnie się pyta głosem trąby: »Alinka, gdzie jest gniazdko?« A ja myślę, że to chodzi o takie bocianie, żeby mogła znieść jajeczka”. Dzietna patrzy na mnie z przerażeniem. Bezdzietna: „Ale dłoń słyszy, co myślę – i mówi: »Alinka, kontakt, kontaktu chcę!«. No to załapałam i mówię, że mam kontakt pod stołem w kuchni. Dłoń trąbi: »Pokaż, już czas!«. Pokazałam. I wyjęła kabel. Odłączyła. Wszystko stanęło”. Dzietna: „No chyba tylko w kuchni”. „Nie, wszystko. Banki stanęły, czas stanął. Dłoń powiedziała: »Koniec świata!«. Wywróciła się od podszewki na smoka i odleciała”. Wyjechałyśmy z tunelu w burzę. I jechałyśmy w milczeniu.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 27/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Z tunelu w burzę